Połączone siły amerykańskie, brytyjskie i francuskie przeprowadziły w sobotę nad ranem serię nalotów na cele w Syrii. Nalotów dokonano w ramach akcji odwetowej za atak 7 kwietnia w mieście Duma we Wschodniej Gucie, niedaleko od Damaszku, podczas którego została użyta broń chemiczna. Miało wówczas zginąć ponad 60 osób.

Wilk ocenił w radiu ZET, że bombardowania w Syrii stają się "rzeczą dość codzienną, taką powszechną", co jest bardzo niebezpieczne. "Ale z drugiej strony właśnie ten duży, amerykański atak nie spowodował przejścia od tego ograniczonego konfliktu do pełnego konfliktu, więc na chwilę obecną na Bliskim Wschodzie odetchnęliśmy z ulgą" - dodał.

Reklama

Prezes PCPM podkreślił, że w Syrii toczy się wojna domowa, której "nikt zewnętrznie nie wywołał". "Jest to konflikt, który narodził się w Syrii ze względu na wieloletnie konsekwencje polityki syryjskiego rządu" - powiedział.

Zdaniem prezesa PCPM im mniej na Syryjczyków będzie "narzucony zewnętrzny sposób rozwiązania tego konfliktu, tym bardziej trwałe będzie rozwiązanie tego konfliktu". "Osobiście uważam, że tego typu konflikty jak ten w Syrii powinny być rozwiązane przez samych Syryjczyków. Oczywiście na drodze pokojowej, nie na drodze wojskowej" - zaznaczył.

Komentując przedłożony w sobotę w RB ONZ projekt rezolucji USA, Francji i W. Brytanii w sprawie Syrii, Wilk ocenił, że "skuteczność ONZ w ciągu ostatnich lat w przypadku kryzysu syryjskiego jest bliska zeru". "ONZ nie jest w stanie wymusić czy wybłagać na władzach syryjskich, aby dopuszczały regularnie konwoje z pomocą humanitarną do oblężonych, zamkniętych miast" - dodał.

Szef PCPM wyraził pogląd, że ONZ pod kątem militarnym, pod kątem politycznym i pod kątem pomocy humanitarnej w Syrii "całkowicie oblał egzamin".

Jak zauważył, każda długo trwająca wojna domowa przekształca się w konflikt grup zbrojnych, dysponujących "mało wyrafinowaną bronią". "To nie są cele, które da się zwalczyć z powietrza, to nie są cele, które da się zwalczyć rakietami" - podkreślił Wilk.

Według prezesa PCPM, "aby zaprowadzić pokój w Syrii – jeżeli dochodziłoby do takiego ruchu - najlepszym ruchem byłoby wysłanie wojsk pokojowych ONZ, które by rozdzieliły strony walczące".

"Natomiast, aby Błękitne Hełmy mogły przyjechać, musi być nie tylko pełna zgoda wszystkich członków Rady Bezpieczeństwa, czyli w tym i Rosji, ale z drugiej strony rząd syryjski musi wyrazić zgodę" - wyjaśnił. Jak dodał, "brak zgody na zaprowadzenie stałego rozejmu i zawieszenia broni ze strony rządu jest dość oczywisty".(PAP)