Wyraźnie wyższe koszty importu surowca miały między innymi Francja, Turcja oraz Włochy.

Kanclerz Angela Merkel pracuje nad wzmocnieniem energetycznych powiązań z Moskwą, ignorując presję ze strony USA, które domagają się ukarania Putina za ingerencję w wojnę w Syrii oraz kampanie wyborcze w krajach Zachodu. Niemcy poparł też ostatecznie budowę gazociągu Nord Stream 2, któremu mocno sprzeciwiały się inne kraje UE, które uważają, że gazociąg wzmocni geopolityczną pozycję Kremla w UE.

- Niemcy są największym rynkiem gazu w Europie, a jego przedstawiciele handlowi wykonali dobrą robotę w renegocjowaniu cen – powiedział James Henderson z Oxford Institute for Energy Studiem. Niskie stawki za zakup gazu dla Berlina potwierdzają silne dyplomatyczne powiązania pomiędzy krajami. Pokazują też jednak, że Gazprom jest elastyczny, gdy musi rywalizować na coraz bardziej konkurencyjnym europejskim rynku.

Ponad połowa zapotrzebowania Niemiec na gaz jest zaspokajana przez import z Rosji. W zeszłym roku miał on wartość ponad 10 mld dol. Dobra cena, jaką otrzymały Niemcy od Rosji wynika także z tego, że mają one lepsze połączenia gazowe z alternatywnymi dostawcami (Norwegią i Wielką Brytanią) niż Włochy czy Austria.

Z kolei wysokość cen surowca dla Włoch oraz Francji może wynikać z rosnących kosztów jego transportu gazociągami oraz wyższych lokalnych spotowych cen.

Reklama

Powiązania pomiędzy polityką a cenami surowca budzą wątpliwości. Rząd Merkel nie popiera oficjalnie Kremla. Kreśli poza tym plany rozwoju rynku LNG i oczekuje od Rosji tranzytu części dostaw przez Ukrainę.

Nie wszystkie kraje zachodniej UE są w tak dużym stopniu uzależnione od rosyjskiej rury. Wielka Brytania nie ma podpisanych długoterminowych umów na dostawę surowca od Gazpromu. Natomiast gdyby Niemcy musiały płacić za surowiec tyle co Włochy czy Francja, to łączny koszt zakupu gazu wzrósłby o około miliard dolarów.

>>> Polecamy: Zmniejszenie funduszy spójności dla Polski i Węgier nie będzie łatwe. UE stoi w obliczu burzy [OPINIA]