Jak twierdzi redakcja Bloomberg, prezydent USA Donald Trump bardziej dba o swój program „America First” niż o relacje międzynarodowe. Tymczasem Indonezja korzysta i zacieśnia relacje handlowe z Europą. UE niedawno podpisała umowy handlowe z Wietnamem, Japonią, Singapurem, Kanadą, Afryką, a nawet Kubą. Aktywnie negocjuje umowy z Meksykiem, Australią, Nową Zelandią, Chinami i Filipinami. Umowa z Indonezją zwiększyłaby wymianę handlową o 4 miliardy dolarów rocznie (w ubiegłym roku obroty handlowe między tymi regionami wyniosły ok. 30 miliardów dolarów), a także wzmocniła więzi gospodarcze Unii z szybko rosnącą gospodarką.

„Chcemy kontynuować wolny handel – niezależnie od tego, co dzieje się między USA i Chinami”, oświadczył w wywiadzie w Dżakarcie ambasador Unii Europejskiej w Indonezji Vincent Guerend. Umowa o partnerstwie gospodarczym Indonezja-Europa zwiększy indonezyjski eksport wyrobów włókienniczych i produktów rybołówstwa. Otworzy też Indonezję dla europejskich producentów i eksporterów maszyn. Jest to pakt, który jawi się także jako ostoja przeciwko rosnącemu protekcjonizmowi.

Zaniepokojona polityką handlową Stanów Zjednoczonych pod rządami Donalda Trumpa, Indonezja postawiła na porozumienia handlowe. Nie bez znaczenia dla tej decyzji jest fakt, że UE już zawarła umowy z sąsiadami Indonezji. „Nie chcemy pozostać daleko w tyle”, powiedział Iman Pambagyo, dyrektor generalny ds. międzynarodowych negocjacji handlowych w Ministerstwie Handlu w Indonezji.

Indonezyjska gospodarka rośnie w tempie ok. 5 proc. rocznie – to mniej niż zapowiadane przez prezydenta Joko Widomo 7 proc. Umowy o wolnym handlu są istotne dla rozwoju gospodarki i indonezyjskich miejsc pracy. Umowa z UE pomogłaby w zwiększeniu niezbędnych wydatków inwestycyjnych: kapitał wysycha, a na dofinansowanie czekają nowe drogi, linie kolejowe i porty.

>>> Czytaj też: Chiny łagodzą sankcje przeciw Korei Północnej? Tak twierdzi komisja USA

Umowa między UE a Indonezją ma spowodować eksport większej liczby europejskich samochodów do Indonezji, a także uruchomić inwestycje w lokalnym przemyśle motoryzacyjnym. Pakt ma również zapewnić europejskim firmom dostęp do zamówień publicznych i projektów infrastrukturalnych, które są wdrażane w ramach największego programu budowy państwa w historii Indonezji. Mimo, że Indonezja jest największą gospodarką w Azji Południowo-Wschodniej, zajęła dopiero piąte miejsce w ubiegłym roku w handlu z UE. Indonezji zależy na porozumieniu z UE także z powodu inwestorów. W trzecim kwartale 2013 r. w Indiach zanotowano 20-proc. spadek zrealizowanych bezpośrednich inwestycji zagranicznych, tymczasem to właśnie Europejczycy najwięcej inwestują w krajach ASEAN (Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej) – więcej niż inwestorzy ze Stanów Zjednoczonych i Japonii łącznie. Przy czym tylko 10 proc. tych inwestycji jest wdrażanych w Indonezji.

Pakt między UE a Indonezją reguluje takie zagadnienia, jak usługi i inwestycje, a także konkurencję, zrównoważony rozwój, prawo pracy i środowisko. Jeśli umowa zostanie podpisana, cła nawet 95 proc. towarów i usług spadną do zera. Według Guerenda to „porozumienie nowej generacji” będzie równie ambitne, co Partnerstwo Transpacyficzne. Strona indonezyjska wylicza jeszcze „wiele nowych problemów”, które muszą zostać rozwiązane przed sfinalizowaniem umowy. Pewną komplikacją jest również trwający obecnie wyścig o fotel prezydenta Indonezji. Wybory odbędą się w kwietniu. Pambagyo zapowiada, że będzie naciskał na szybkie podpisanie porozumienia.

>>> Czytaj też: Pence uderza w Chiny. "Morze Południowochińskie nie należy do jednego kraju"