40 lat temu na otyłość cierpiała średnio 1 na 40 osób. Obecnie wartość ta wzrosła dla całego świata do 6 proc. W Wielkiej Brytanii mamy prawdziwą epidemię – z otyłością zmaga się 20 proc. osób.

Dyskurs publiczny na temat otyłości koncentruje się wokół indywidualizmu. Osoby zajmujące się tym problemem często uważają, że problemy z nadmiarem kilogramów wynikają ze słabej woli i niewłaściwych wyborów chorych. Jednak takie wyjaśnienia nie wyczerpują problemu - pisze World Economic Forum.

Polega on na tym, że otyłość u dzieci jest ściśle skorelowana z deprywacją środowiska, w jakim żyją. Wybór określonych produktów odbywa się często nieświadomie. To raczej automatyczna reakcja na sygnały docierające do nas z otoczenia. Problem polega na tym, że środowisko ubogich dzielnic miast bombarduje mieszkańców nieustannie przytłaczającą ilością kulinarnych pokus. Wymaga poza tym od nich ciągłej aktywności i spożywania wysokoenergetycznych posiłków.

Co ciekawe, mieszkańcy ubogich dzielnic nie mają o tym pojęcia. Wydaje im się, że są otyli właśnie z powodu złych indywidualnych decyzji.

Otyłość to problem całego świata. Jednak jest ona w dużej mierze powiązana z nierównościami i najczęściej występuje na biednych obszarach. W Wielkiej Brytanii dzieci z ubogich dzielnic dwa razy częściej skarżą się na otyłość, niż ich odpowiedniki z bogatych.

Nauki behawioralne potwierdzają, że złe decyzje żywieniowe często wynikają z niedoborów, a osoby z ubogich dzielnic mają mniejsze zdolności poznawcze w zakresie obrony przed szkodliwymi bodźcami. Skuteczna walka z otyłością musi być więc prowadzona w powiązaniu z rozwiązywaniem problemów ubogich.

Coraz więcej miast zaczyna odnosić sukcesy w walce z tą przypadłością. Amsterdam postawił na przykład mocno na tworzenie ścieżek rowerowych, zmiany w szkolnym kateringu czy zakaz reklamowania dzieciom szkodliwej żywności. Dzięki temu odsetek otyłych spadł tam o 10 proc.

>>> Polecamy: Niebezpieczne badania genetyczne. Wyniki błędne, brak ochrony danych