Śpiewak: Twórczość urzędników Gronkiewicz-Waltz w obronie deweloperów nie zna granic

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
17 maja 2018, 20:30
Jan Śpiewak_fot Darek Golik
Jan Śpiewak_fot Darek Golik/Dziennik Gazeta Prawna
- Przychodzą do mnie warszawiacy i mi pokazują krok po kroku, jak to państwo nie tylko ich nie broni, ale chce ich okraść z ich mieszkań, jak wspiera mafię, normalnych gangsterów. Zająłem się tym i musiałem zostać prawnikiem, genealogiem i oficerem śledczym w jednym. To wszystko trzeba było ogarnąć, a to nie jest bułka z masłem - mówi w wywiadzie dla DGP działacz społeczny, aktywista miejski Jan Śpiewak.

Jedną rzecz mam wyniesioną z domu – bardzo głęboką niezgodę na niesprawiedliwość. To jest coś, co mi przez całe życie wpajała matka, to jest coś, o czym mówił ojciec. Ten sprzeciw wobec niesprawiedliwości zawsze mną powodował, pchał do przodu. Ciągle słyszałem, że mam stawać po stronie słabszego.

Zaczęło się od tego, że trafiłem na Jazdów, czyli centrum Warszawy, gdzie władze stolicy chciały zburzyć stojące tam domki fińskie, pamiątkę po odbudowie Warszawy. Chcieli to zabetonować, więc rozpoczął się spontaniczny protest.

To był ten moment, kiedy wiele osób jednocześnie pomyślało: „Stop, już nie będą rozwalać naszego miasta”. Tak powstało Miasto Jest Nasze.

Zostałem radnym Śródmieścia, stało się o nas głośno i poznałem dziewczynę, która przegrała walkę o plac zabaw, bo go przejął pan M., obecnie w areszcie. Zresztą pan M. nie bawił się w przejmowanie domów z lokatorami, tylko w przechwytywanie placów, na których stawiał, co chciał. To on przejął działkę vis-à-vis Zamku Królewskiego, na placu Zamkowym, gdzie postawił biurowiec.

Powiem panu więcej, do niego należy część tunelu Trasy W-Z i gdyby nie nasza interwencja, to mógłby w każdej chwili tunel zamknąć, bo miasto uznało, że Trasa W-Z to samowola budowlana.

Tak, tak, twórczość urzędników Hanny Gronkiewicz-Waltz w obronie deweloperów nie zna granic. No i tak naprawdę wtedy się zaczęło, od tego placu zabaw.

Zacząłem o tym głośno mówić, protestować i zaczęli zgłaszać się do nas ludzie z Mokotowskiej, Poznańskiej, z wszystkich tych miejsc, znanych dziś z prac komisji reprywatyzacyjnej. Dla mnie to był szok. Przychodzą do mnie warszawiacy i mi pokazują krok po kroku, jak to państwo nie tylko ich nie broni, ale chce ich okraść z ich mieszkań, jak wspiera mafię, normalnych gangsterów. Zająłem się tym i musiałem zostać prawnikiem, genealogiem i oficerem śledczym w jednym. To wszystko trzeba było ogarnąć, a to nie jest bułka z masłem.

Na dzień dobry dostałem 15 pozwów, matka i ojciec się martwili, bo ta mafia się nie patyczkuje.

Rodzice się boją, że mnie może spotkać coś podobnego.

>>> Polecamy: Czym przyciągają wyborców partie polityczne? [BADANIE CBOS]

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj