W czwartek poinformowano też, że w przyszłą środę na temat polskiego wymiaru sprawiedliwości i praworządności w Polsce odbędzie się debata w Parlamencie Europejskim.

Bieńkowską pytano w Brukseli, dlaczego komisarze nie omawiali w środę kwestii praworządności w Polsce, mimo że wcześniej Komisja zapowiadała, że tak będzie.

Reklama

"Moje stanowisko w tej sprawie od bardzo wielu miesięcy, o ile nie lat, odkąd trwa dialog między KE a Polską w sprawie artykułu 7. i praworządności, jest takie samo: powstrzymuję się od komentowania i od wypowiadania się na ten temat" – zaznaczyła.

Dodała, że za tę sprawę są odpowiedzialni komisarze i wiceszef KE. "Ja mam swój kawałek odpowiedzialności" - podsumowała.

Na środowym posiedzeniu kolegium Komisji Europejskiej komisarze mieli ocenić, czy dotychczasowe zmiany wprowadzone przez polskie władze w przepisach reformujących wymiar sprawiedliwości wystarczają do wycofania (zamrożenia) procedury z art 7. unijnego traktatu, czy też KE powinna nadal prowadzić z Polską dialog w tej sprawie albo podjąć dalsze kroki prawne. Wynik dyskusji miałby zostać następnie przedstawiony krajom członkowskim na posiedzeniu Rady UE ds. ogólnych, czyli ministrów ds. europejskich, 26 czerwca.

Dyskusja jednak się nie odbyła, mimo że jeszcze we wtorek rzecznik KE Margaritis Schinas informował, że do niej dojdzie.

Wiceprzewodniczący KE Marosz Szefczovicz powiedział w środę na konferencji po spotkaniu komisarzy, że będą oni omawiali sprawę "na późniejszym etapie". Pytany przez dziennikarzy o przyczyny tej decyzji, odpowiedział, że nie może na ten temat powiedzieć nic więcej.

Nieoficjalnie w Brukseli mówi się, że w sprawie dialogu powadzonego z Polską na temat praworządności zdania w KE są mocno podzielone. Takie informacje podał m.in. portal Politico, który napisał w środę, że szef KE Jean-Claude Juncker i szef jego gabinetu Martin Selmayr opowiadają się za wygaszeniem sporu, podczas gdy zastępca Junckera Frans Timmermans, który od początku prowadzi postępowanie z artykułu 7., chce utrzymania bardziej zdecydowanego stanowiska i wymuszenia na Warszawie ustępstw zawartych w grudniowych rekomendacjach KE.

Według portalu Juncker obawia się sytuacji, w której głosowanie nad dalszym postępowaniem wobec Polski doprowadziłoby do pogłębienia podziałów między krajami członkowskimi, nie przynosząc jednocześnie oczekiwanych przez Timmermansa skutków.

KE uruchomiła wobec Polski formalne postępowanie w grudniu ub.r., zarzucając władzom w Warszawie naruszenie zasad praworządności w zapisach ustaw reformujących sądownictwo. Część spornych kwestii została już przedyskutowana przez obie strony, jednak Timmermans domaga się od Warszawy dalszych ustępstw.

Komisja za satysfakcjonujące uznała wprowadzone w ostatnim czasie rozwiązania dotyczące zróżnicowania wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn oraz mianowania asesorów sądowych. Grudniowe rekomendacje, które Komisja cały czas podtrzymuje, mówią jednak o wielu innych kwestiach, takich jak wybór członków KRS przez przedstawicieli środowiska sędziowskiego, przywrócenie niezależności i legitymacji Trybunału Konstytucyjnego czy zniesienie swobody decyzyjnej prezydenta odnośnie przedłużania kadencji sędziów SN, a także wyeliminowanie postępowania na podstawie skargi nadzwyczajnej.

Zdaniem wielu komentatorów Timmermans ma nadzieję, że 26 czerwca kraje członkowskie poprą jego stanowisko i ostatecznie dojdzie do wysłuchania stron i głosowania w sprawie ewentualnego przejścia do kolejnego etapu postępowania z art. 7., czyli tzw. mechanizmu sankcyjnego. Do tego potrzebne byłoby jednak uzyskanie większości kwalifikowanej, czyli głosów 4/5 krajów. Ewentualne ostateczne głosowanie nad pozbawieniem Polski prawa głosu w Radzie UE wymagałoby już jednomyślności, co wydaje się mało prawdopodobne po oświadczeniu Węgier, że zagłosują przeciwko.

Według Politico Juncker i Selmayr uważają w tej sytuacji, że skoro kontynuowanie sporu nie daje widoków na rozwiązanie, należałoby go albo wyciszyć, albo odłożyć na później - zwłaszcza, że w obecnej sytuacji negocjowania nowego budżetu, reformy strefy euro i poważnych różnic zdań w kwestii migracji i działań wobec USA kraje UE są i tak już podzielone.

Anonimowy rozmówca portalu uważa, że "wiele osób w Komisji" chciałoby już zamknąć spór z Polską. "Kontynuowanie postępowania w ramach art. 7. nie leży już w niczyim interesie, szczególnie jak się weźmie pod uwagę obecną sytuację we Włoszech", gdzie rząd utworzyły partie populistyczne - zaznaczył.

Jednocześnie przyznał, że byłby to trudny i ryzykowny krok, KE musiałaby bowiem przynajmniej pośrednio przyznać, że popełniła błąd, wszczynając postępowanie.

Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP)