Niezależnie od oceny najnowszych taśm, o których poinformował Onet, proceder nagrywania należy do najbardziej prymitywnych i haniebnych form zbierania materiałów kompromitujących polityków, urzędników, ludzi biznesu czy szerzej – osób publicznych. Mimo to w Europie i USA od lat kwitnie – wart setki milionów euro – biznes zdobywania informacji i kreowania intryg przeciw rywalom w walce o władzę i wpływy. W tej dziedzinie dawno złamano wszelkie tabu i – co nawet ważniejsze – monopol państwowych służb. Prywatne agencje wywiadu preparują e-maile, nagrywają rozmowy telefoniczne, inspirują przecieki korespondencji i zdjęć. W ekstremalnych przypadkach zastraszają.

W tym sensie Polska jest w przedszkolu. Widać to, jeśli weźmie się dla porównania choćby przykład prowadzonej w 2016 r. ofensywy, której ofiarą miała być odwołana niedawno szefowa rumuńskiej Narodowej Dyrekcji Antykorupcyjnej (DNA) Laura Codruța Kövesi. Nasze taśmy kelnerów, niezależnie od tego, jak bardzo żałosny był sam proceder, wyglądają na studencką zabawę, bo przeciwko szefowej DNA – instytucji, która wysłała za kratki kilkudziesięciu rumuńskich posłów, burmistrzów, ministrów, oligarchów i byłych szefów rządu – zaangażowano międzynarodową firmę Black Cube, której kadry wywodzą się z izraelskich sił zbrojnych, wywiadu i skarbówki. Do Bukaresztu wysłano Rona Weinera i Davida Geclowicza, którzy swoimi działaniami mieli pogrążyć Kövesi. Opis ich działań znajduje się w aktach sprawy, którą wytoczyło im państwo rumuńskie.

Weiner i Geclowicz mieli przejąć korespondencję elektroniczną między Kövesi a jej rodziną. Próbowali ustalić loginy i hasła do ich kont pocztowych, aby preparować kompromitujące e-maile. Standardowo kopiowano też zawartość skrzynek i opracowano schemat inwigilacji. Spisek nie był pisany cyrylicą. Z ustaleń prokuratury wynika, że firmę miał wynająć były oficer SRI – Serviciul Român de Informații, rumuńskiej odpowiedniczki polskiej ABW – Daniel Dragomir, który po odejściu ze służb zajął się PR. Reprezentował – jak czytamy w dokumentach sprawy – „bogatych ludzi”, którzy byli zainteresowani utrąceniem trzeciej kadencji Kövesi na stanowisku szefowej DNA.

Efektem skandalu był wyrok skazujący dla Weinera i Geclowicza (po naciskach władz w Jerozolimie na Bukareszt dostali po dwa lata i osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu) i dymisja szefa wywiadu zagranicznego SIE Mihaia Răzvana Ungureanu, który – jak przekonują rumuńscy komentatorzy – poczuwał się do odpowiedzialności za możliwość swobodnego działania na terenie Rumunii pracowników prywatnej agencji wywiadu i jej ingerencję w wewnętrzne sprawy kraju. Black Cube dementował swoje zaangażowanie. Co jednak najważniejsze, jednej z rumuńskich służb specjalnych – DIICOT – udało się w porę ochronić Kövesi. W Polsce najważniejsze osoby w państwie nagrywano niemal bez konsekwencji. Formalnie do tej pory nikt nawet nie trafił do więzienia. To rujnuje autorytet państwa. Można się śmiać z obfitości k…w i bon motów, które padają w rozmowach. Mniej zabawna jest świadomość, że przywództwo państwa – niezależnie od barw politycznych – tak łatwo stało się obiektem inwigilacji.

Taktykę kompromitowania i czarnego PR w Europie z powodzeniem stosowały również władze Kazachstanu w walce z oligarchą Muchtarem Äblazowem. W Polsce znanym z zamieszania wokół Fundacji Otwarty Dialog. Bankowiec prał pieniądze lokalnej elity politycznej i biznesowej, by potem się z nią skłócić, zbiec na Zachód i stać się zagorzałym krytykiem władz w Astanie. Według śledztwa dziennika „Financial Times” spreparowano całą serię e-maili, które miały kompromitować Äblazowa. Trafiły one do sieci jako kontrolowany przeciek w ramach afery Kazaword. Zapomniano jednak o pewnym szczególe. E-maile były pisane charakterystyczną i rzadko stosowaną czcionką, której używała w oficjalnej korespondencji znana zachodnia agencja PR opłacana przez władze w Astanie. Według FT ta sama agencja miała wynająć ludzi, którzy pod legendą tworzenia filmu dokumentalnego o Äblazowie szpiegowali oligarchę.

Opis współczesnych wojen na kompromaty nie byłby pełen bez zlecenia – znanego z afery #MeToo – Harveya Weinsteina. Jak podaje „The New Yorker”, firma Black Cube za pośrednictwem osób o spreparowanej tożsamości nielegalnie nagrywała rozmowy z aktorką Rose McGowan, która ostatecznie oskarżyła Weinsteina o molestowanie. Według gazety do dziennikarzy zaangażowanych w śledztwo przeciw producentowi miała dotrzeć kobieta podająca się za ofiarę molestowania. W rzeczywistości była ona agentką prywatnej wywiadowni. Jej zadaniem było wysondowanie, którymi ofiarami Weinsteina interesują się media i jaki jest stan wiedzy dziennikarzy na temat afery. Podobnie jak w przypadku rumuńskim, Black Cube zaprzeczyło, by brało udział w tego typu operacjach.

Dobrze udokumentowana jest również operacja zorganizowana przez współpracowników Donalda Trumpa, którzy za pośrednictwem prywatnej firmy zbierali materiały kompromitujące dyplomatów USA zaangażowanych w czasach Baracka Obamy w negocjowanie porozumienia atomowego z Iranem. Przedstawienie ich w niekorzystnym świetle miało pomóc w uzasadnieniu zerwania umowy z Teheranem. Głównym celem byli Ben Rhodes i Colin Kahl. Prywatna agencja wywiadu miała pogrzebać w ich życiu i przejrzeć przebieg kariery pod kątem współpracy z lobbystami reprezentującymi interesy Iranu na świecie. Do żon Rhodesa i Kahla miały odezwać się dwie panie – Eva Novak i Adriana Gavrilo z ofertą współpracy. Pierwsza przedstawiała się jako reprezentantka firmy Shell Productions, druga jako pracowniczka funduszu Reuben Capital Partners. Nazwiska Novak i Gavrilo prowadziły jednak do profilu na LinkedIn, pod którym funkcjonowała jedna i ta sama osoba. Gdy dziennikarze zaczęli się interesować profilem, zamknięto go. Mniej więcej w tym samym czasie adresy e-mailowe Novak i Gavrilo przestały odpowiadać. Podobnie jak strony firm Shell Productions i Reuben Capital. Jedna z hipotez zakłada, że współpracownicy prezydenta USA wynajęli zagraniczną firmę zatrudniającą m.in. byłych oficerów wojska i służb specjalnych obcego państwa do inwigilacji obywateli USA. Mieli oni uwikłać żony byłych dyplomatów Obamy w skandal z nieprzejrzystym finansowaniem ich fundacji.

Opisane przypadki nie są ani mniej, ani bardziej nieetyczne niż nagrania kelnerów. Nie o ocenę moralną chodzi, bo takie działania są poza kategorią dobra i zła. Różnica między Polską a zagranicą polega na czym innym. W każdym z tych przypadków dość szybko udało się w miarę precyzyjnie ustalić zleceniodawców. Czytelny jest również opis gry interesów i motywy. Taśmy kelnerów cały czas pozostają w szarej strefie domysłów i hipotez. Cały czas pozostają w grze. ©℗

>>> Polecamy: "WSJ": Ujawniając przypadki rosyjskich cyberataków, władze zdejmują zasłonę tajemnicy