Osobliwe dzieje katalońskiej niepodległości. Połowa wyborców nie popiera separacji

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
20 października 2018, 11:20
Katalonia flaga
Katalonia flaga/ShutterStock
Eduardo Mendoza w błyskotliwym eseju przybliża konflikt między Katalonią a hiszpańskim rządem: „Napisałem ten tekst, żeby spróbować zrozumieć, co się tak naprawdę dzieje”.

Na Polaków alergicznie działa widok policjantów pałujących ludzi – nie bez powodu policja w Polsce, choć bywa brutalna, nie pałuje demonstrantów: to nieciekawie wychodzi na zdjęciach i filmikach. A to zdjęcia i filmiki budują emocje w internecie. Żaden polityk w Polsce nie chce – na razie – być nazywany zomowcem, nawet jeśli mu się to należy z wielu innych powodów.

Polaków rozczulają z kolei innych narodów – ale ważne, żeby były to raczej narody, z którymi Polacy nie sąsiadują.

Stąd być może tak emocjonalna reakcja polskich mediów, i tych klasycznych, i tych społecznościowych, na wydarzenia, które miały miejsce jesienią zeszłego roku w Hiszpanii, a ściślej: w . Cieszące się poparciem z grubsza połowy mieszkańców prowincji tamtejsze władze, wywodzące się z ruchów nacjonalistycznych, zdołały – w bardzo gorącej atmosferze i przy sprzeciwie Madrytu – najpierw zarządzić referendum dotyczące niepodległości regionu (9 czerwca 2017 r.), potem uzyskać w kontrowersyjnych okolicznościach akceptację lokalnego parlamentu (6 września), a wreszcie wspomniane referendum przeprowadzić (1 października). Wzięło w nim udział 42 proc. uprawnionych do głosowania, z czego ok. 90 proc. opowiedziało się za niepodległością Katalonii. Całemu temu procesowi towarzyszyły masowe demonstracje, a dowodzone z Madrytu siły policyjne próbowały nie dopuścić do referendum – policjanci interweniowali na ulicach Barcelony i przed lokalami wyborczymi z histerycznym okrucieństwem, co skrupulatnie dokumentowano.

Konserwatywny rząd hiszpański wyników plebiscytu nie uznał – bo od początku nie uznawał za legalną całej ścieżki decyzyjnej, która do niego doprowadziła. I to, rzecz jasna, rząd hiszpański wysłał swoich zomowców do nieudolnej pacyfikacji referendum, potem zaś, gdy 27 października kataloński parlament proklamował Republikę Katalonii, władze centralne na mocy hiszpańskiej konstytucji rozwiązały to zgromadzenie, odwołały miejscowy rząd, zawiesiły czasowo autonomię Katalonii i zapowiedziały rozpisanie nowych wyborów; wielu prominentnych katalońskich polityków uciekło z kraju bądź trafiło do aresztu.

Polskie (zresztą nie tylko polskie, bo i światowe) media przedstawiały sprawę dość jednoznacznie: oto zła, postfrankistowska Hiszpania nie chce pozwolić prześladowanej, demokratycznej Katalonii na niepodległość – rozszalały aparat przemocy działa jak w czasach wojny domowej i dyktatury, a generalnie to Katalonia jest nowoczesna, a Hiszpania zacofana, i cała ta kłótnia bazuje na hiszpańskim antykatalońskim resentymencie. Innymi słowy, jesienią 2017 r. to Katalończycy wygrali wojnę na słowa, chociaż przegrali bitwę o niepodległość.

Oczywiście – jest parę drobiazgów, które zwykle umykają przy tego rodzaju awanturach, a które stają się zauważalne, dopiero gdy kurz opadnie na ciała poległych.

>>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu DGP.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj