Rządzące Polską Prawo i Sprawiedliwość staje przed najtrudniejszym wyzwaniem od wyborów parlamentarnych z 2015 roku: szarpanina partii z UE o reformę sądownictwa sprawia, że polscy wyborcy robią się niespokojni, szczególnie w większych miastach, a premierowi Mateuszowi Morawieckiemu, wielkiej politycznej nadziei nacjonalistów, brakuje wyborczego i negocjacyjnego „magicznego dotyku”, którego potrzebuje teraz PiS, nawet pomimo prowadzenia udanej polityki gospodarczej.

PiS wygrał niedzielne wybory samorządowe, ale z mniejszą przewagą niż zapowiadały sondaże. Każdy wynik poniżej 10 pkt. proc. przewagi nad liberalną opozycją (Koalicją Obywatelską) jest rozczarowującym wynikiem, a PiS uzyskał przewagę na poziomie około 7 pkt proc., zdobywając mniej niż jedną trzecią wszystkich głosów i osiągając słabszy wynik niż wyborach parlamentarnych z 2015 roku. Zaskakująca porażka Partyka Jakiego w pierwszej rundzie wyborów na prezydenta Warszawy na rzecz Rafała Trzaskowskiego, który jest postrzegany jako potencjalny lider liberałów w następnych wyborach, pozostawiła niesmak. Pomimo tego, że PiS wzmocniło swoją pozycję w sejmikach wojewódzkich, które odpowiadają za dystrybucję większości najważniejszych unijnych dotacji, nie ma koalicyjnych zdolności. Partia potrzebuje znacznego wzrostu notowań, jeśli chce powtórzyć sukces Fideszu Viktora Orbana i trwale zmienić kształt polskiej polityki.

Wybory odbyły się tuż po piątkowej decyzji Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, najwyższego sądu UE, który nakazał Polsce zawieszenie obniżenia wieku emerytalnego sędziów Sądu Najwyższego z 70 do 65 lat, czyli głównego punktu przeprowadzanej właśnie przez PiS reformy sądownictwa. Jej liczni przeciwnicy wywodzący się ze środowiska sędziowskiego twierdzą, że jest równoznaczna z zamachem na sądownictwo i próbą usunięcia sędziów, którzy nie są lojalni wobec rządzącej partii. Politycy PiS opisują reformę jako próbę zwiększenia odpowiedzialności sędziów i pozbycia się tych, którzy brali udział w prześladowaniu politycznych dysydentów za czasów panowania komunistycznego reżimu.

Morawiecki, były inwestycyjny bankier, który sprawnie zarządzał polityką gospodarczą rządu zanim został premierem, miał za zadanie przeprowadzić czarującą europejską ofensywę, nie rezygnując przy tym z przeprowadzenia kluczowych reform w duchu Orbana. To nie udało się; KE wszczęła procedurę naruszenia prawa UE przez Polskę i ostatecznie skierowała jej sprawę do sądu.

Piątkowe orzeczenie TSUE w trybie prejudacyjnym wzywa Polskę do zaprzestania usuwania i nie powoływania żadnych sędziów do czasu wydania ostatecznej decyzji w tej sprawie. Choć urzędnicy PiS dość słabo argumentowali, że decyzja została podjęta bez wysłuchania ich argumentów, prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf, która sama została dotknięta nowymi przepisami, zaleciła innym sędziom odesłanym do domów przez PiS (około 40 proc. składu SN) do powrotu do pracy. Pierwszy z nich zrobił to w poniedziałek, a rząd nie był w stanie temu zapobiec.

>>> Czytaj także: Bezprecedensowa decyzja KE. Projekt budżetu Włoch odrzucony

Polska jest nie tylko największym odbiorcą netto unijnych funduszy, ale również krajem z bardzo wysokim społecznym poparciem dla członkostwa w UE. Według ostatniego badania Eurobarometr 46 proc. Polaków „ufa” UE, a 41 proc. „nie ufa”, podczas gdy zaufanie do rządu ma tylko 28 proc. z nich (a aż 65 proc. nie ma). Niemożność rozwiązania przez PiS konfliktu z UE niszczy jego polityczny kapitał, który zyskał dzięki prężnej gospodarce, wzrostowi gospodarczemu (który w tym roku może wynieść 4,7 proc.), rekordowo niskiemu bezrobociu oraz silnemu wzrostowi płac.

Brak zgody UE na reformę sądownictwa niemal na pewno zaszkodził Morawieckiemu, czyli twarzy kampanii PiS. Tak samo jak taśma, na której obecny premier został nagrany jeszcze za czasów jego pracy w Banku Santander (która została niedawno opublikowana w mediach – przyp. red.), w którym to nagraniu wygłosił dyskredytujące komentarze pod adresem „chciwych Amerykanów, Żydów, Niemców, Anglosasów i Szwajcarów” z sektora finansowego oraz opisał siebie jako liberała, stawiając się w jednym szeregu z niemiecką kanclerz Angelą Merkel.

PiS musi dokonać teraz trudnych wyborów. Eskalacja konfliktu z UE i odmowa uznania wstępnej decyzji TSUE może skutkować nałożeniem na rząd wysokich kar w czasie, w którym musi on utrzymać wysokie wydatki socjalne, żeby nie wytracić politycznego pędu. Doniesienia o opóźnieniach w wypłatach odszkodowań dla rolników dotkniętych suszą mogły przyczynić się do nieoczekiwanie wysokiego wyborczego poparcia dla jednej z opozycyjnych partii (PSL – dopisek red.) w wyborach samorządowych. Wycofanie się z eskalacji sporu z UE i reformy sądownictwa spowoduje z kolei poważny wizerunkowy kryzys partii wśród nacjonalistycznej bazy wyborców. Obie strategie zaszkodzą pozycji Morawieckiego i zmniejszą jego szanse na zostanie następcą lidera PiS Jarosława Kaczyńskiego.

Polska często jest porównywana z Węgrami i postrzegana jako kolejny lider nacjonalistycznej i nieliberalnej politycznej rewolucji w UE. Jednak Polska jest większym i ważniejszym krajem dla UE niż Węgry, który ma bardziej spluralizowaną politykę i żywe, niezależne media. PiS może stanąć na nogi dzięki populistycznym upominkom dla wyborców, ale nie będzie mu łatwo zdominować polskiej polityki, nawet jeśli będzie odnosiło sukcesy i zyskiwało poparcie. Powinno to zapewnić komfort jego europejskim partnerom.

>>> Polecamy: PiS odetchnął. Jest bliski osiągnięcia celu: władzy w połowie sejmików