Uzasadniając decyzję o zerwaniu przez USA traktatu o likwidacji pocisków balistycznych średniego i pośredniego zasięgu (znanego jako INF), prezydent Donald Trump wspomniał nie tylko o rzekomym łamaniu tej umowy przez Rosję, ale również o konieczności przeciwstawienia się rosnącej potędze rakietowej Chin.

Traktat INF, zawarty w 1987 roku przez prezydenta USA i przywódcę byłego ZSRR, przewidywał całkowitą likwidację pocisków rakietowych średniego i pośredniego zasięgu, w tym rakiet zdolnych przenosić ładunki nuklearne. Chiny, uznane w najnowszej „Narodowej strategii obrony” Waszyngtonu - obok Rosji - za jednego z „najgroźniejszych rywali USA”, nie są związane tym porozumieniem.

„Dawniej chińskie pociski były bardzo kiepskie i USA nie musiały się nimi przejmować. Ale teraz Chiny zaczęły rozwijać rakiety i w kategorii pocisków średniego zasięgu wyprzedziły Rosję, więc USA muszą brać je pod uwagę” - powiedział Ma, autor kilku publikacji na tematy wojskowe.

Obawy Waszyngtonu towarzyszą pogarszającym się relacjom na linii USA-Chiny. Oba kraje toczą obecnie wojnę celną, a napięcia nasilają się w związku z prowadzoną przez Pekin militaryzacją Morza Południowochińskiego oraz kwestią rządzonego demokratycznie Tajwanu, który Pekin uznaje za zbuntowaną prowincję ChRL i nigdy nie wykluczył siłowego przejęcia nad nim kontroli.

Waszyngtoński think tank Center for Strategic and International Studies (CSIS) ocenił, że ChRL prowadzi obecnie proces budowy i rozmieszczania skomplikowanego i nowoczesnego arsenału rakietowego, owianego tajemnicą ze względu na jego „niejednoznaczność międzynarodową i niechęć Chin do przystępowania do porozumień o kontroli broni i przejrzystości”.

Chińskie MSZ skrytykowało decyzję o zerwaniu przez USA traktatu INF z Rosją, oceniając, że negatywnie wpłynie ona na wiele krajów. Rzeczniczka resortu Hua Chunying wezwała Waszyngton, by „pomyślał trzy razy, zanim podejmie działania”.

Doradca Trumpa ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton powiedział jednak w czasie niedawnej wizyty w Moskwie, że Chiny odrzuciły propozycję przystąpienia do traktatu INF. Dodał, że od jednej trzeciej do połowy chińskich rakiet nie podlega pod INF, co sugeruje, że potrzebne byłoby nowe porozumienie.

„Jeśli umowa zostałaby zawarta na warunkach stawianych przez USA, Chiny musiałyby zniszczyć 90 proc. swoich pocisków. Jeśli więc USA chcą, aby Chiny podpisały (porozumienie), musiałyby zaoferować duże ustępstwa w innych dziedzinach” - powiedział Ma. Szansę na podpisanie takiego traktatu ocenił jako „bardzo małą”.

Ma podkreślił, że przeciwko marynarce USA operującej w pobliżu Chin wymierzonych jest wiele chińskich rakiet, w tym szczególnie przeciwokrętowe pociski balistyczne (Anti-ship Ballistic Missile – ASBM) typu Dongfeng-21D. Pociski te określano jako pierwsze na świecie wystrzeliwane z ziemi ponaddźwiękowe pociski odrzutowe naprowadzane satelitarnie, mogące uderzyć w płynący lotniskowiec z dużej odległości. Zasięg „zabójców lotniskowców” - jak nazywała je prasa - szacowany jest na ok. 1600-2700 km.

Pociski DF-21D (w klasyfikacji NATO określane jako CSS-5 Mod 4 i Mod 5) zaprezentowano publicznie w 2015 roku na paradzie wojskowej z okazji 70. rocznicy zwycięstwa nad Japonią. Już w 2009 roku pozarządowy amerykański Instytut Marynarki Wojennej informował, że Chiny opracowują pocisk zdolny niszczyć lotniskowce, i oceniał, że „obecnie nie ma przed nimi obrony”.

W styczniu br. hongkoński portal Asia Times podał, że pociski DF-21D zostały rozmieszczone wzdłuż chińskiego wybrzeża, aby „upewnić się, że okręty wojenne należące do tajwańskiej i japońskiej marynarki, a nawet amerykańska 7. Flota będą onieśmielone w przypadku konfliktu militarnego w Cieśninie Tajwańskiej”.

Zdania amerykańskich ekspertów na temat rzeczywistej skuteczności DF-21D są podzielone, ale według think tanku Center for the National Interest wywołuje on wśród amerykańskich wojskowych „wielką nerwowość”. Tymczasem DF-21D jest tylko jednym z rodzajów broni rakietowej opracowywanej przez chińską armię. Amerykańskie ministerstwo obrony oceniło w raporcie z 2018 roku, że Chiny mają ok. 2000 pocisków balistycznych różnych zasięgów, z których część może przenosić głowice jądrowe.

W 2012 roku specjalista w dziedzinie spraw wojskowych w Azji Roger Cliff, pracujący wówczas w RAND Corporation, zwracał uwagę, że oprócz ASBM duże zagrożenie dla sił USA w regionie stanowią m.in. produkowane przez Chiny pociski manewrujące, w tym pociski typu CJ-10 o zasięgu ponad 1,5 tys. km oraz różne ich warianty.

Z Kantonu Andrzej Borowiak (PAP)