Informacje o tych trudnościach pojawiły się po raz pierwszy w 2014 roku, a więc krótko po nałożeniu przez Zachód sankcji na Rosję w odpowiedzi na aneksję Krymu i politykę wobec Ukrainy. W grudniu 2014 roku szef największego rosyjskiego banku detalicznego Sbierbank, German Gref, przyznał, że pojawiły się problemy z przyciągnięciem pieniędzy "nie tylko z rynków zachodnich, ale i wschodnich".

W 2015 roku wiceszef innego wielkiego banku WTB (VTB) Jurij Sołowjew mówił, że wiele chińskich banków "odmawia przeprowadzania operacji z rosyjskimi organizacjami kredytowymi". We wrześniu br. przedstawiciel rosyjskiego banku centralnego w Chinach Władimir Daniłow powiedział, że chińskie banki komercyjne jako przyczynę odmowy obsługi płatności klientów rosyjskich podają sankcje unijne i amerykańskie.

Cztery główne chińskie banki prowadzą ok. 90 proc. swych operacji zagranicznych z kontrahentami z Europy i USA. Udział Rosji w tych operacjach to jedynie kilka procent. Ogółem wiele banków chińskich po prostu nie zdążyło zatrudnić specjalistów - takich, jacy pracują w bankach europejskich - zajmujących się oceną ryzyka w kontaktach z podmiotami z Rosji. Jak powiedział "Kommiersantowi" rosyjski ekspert ds. Azji Aleksandr Gabujew, dla banków w Chinach łatwiejszym wyjściem jest więc zablokowanie wszelkich transakcji z Rosjanami niż wyjaśnienie problemu.

"Kommiersant" kontaktował się z rosyjskimi firmami eksportującymi produkcję do Chin, ale wiele z nich odmawiało rozmowy na temat problemów z chińskimi bankami. Gazeta powołuje się jednak na protokół posiedzenia wspólnej rosyjsko-chińskiej podkomisji ds. współpracy w sferze finansowej; komisja ta obradowała we wrześniu br. Przedstawiciele Rosji na tym spotkaniu podnosili kwestię blokowania lub opóźniania przez banki chińskie operacji firm rosyjskich. Źródła rosyjskie powiedziały gazecie, że trudności mają nawet te osoby fizyczne i prawne, których nie ma na "czarnych listach" USA i Rosji.

Problemy te wskazują - jak podkreśla dziennik - że sankcje utrudniają rosyjskim podmiotom działalność nie tylko na Zachodzie, ale i na rynkach, które uważano za "wolne od takich zagrożeń". Strona chińska według "Kommiersanta" nie spieszy się z rozwiązaniem problemu. "Stawia to pod znakiem zapytania skuteczność osławionego +zwrotu na Wschód+ i perspektywy tego rynku jako alternatywy na wypadek zaostrzenia sankcji" - ocenia rosyjski dziennik.

"Kommiersant" zarzuca władzom Chin, że nie kwapią się z pomocą "swoim strategicznym sojusznikom" w rozwiązaniu problemu. Źródło gazety w jednym z chińskich banków powiedziało, że rozwiązaniem byłoby rozszerzenie handlu w walutach narodowych - juanie i rublu. Według tego źródła zapadła już decyzja, by nie wykorzystywać dolara przy organizacji ważnego chińsko-rosyjskiego projektu - budowy szybkiej kolei Moskwa-Kazań.

>>> Czytaj też: Nord Stream 2 to katastrofa dla całej UE. "Berlin powinien brać z Warszawy przykład"