Na razie najliczniejsze są protesty w Perniku, mieście oddalonym o ok. 20 km na zachód od Sofii, w którym setki ludzi blokują wieczorami przebiegające tamtędy autostrady, w tym prowadzącą do Grecji.

W Sofii protestujący przeciw wysokim cenom połączyli się z protestem matek niepełnosprawnych dzieci, które już czwarty tydzień domagają się dymisji wicepremiera z ramienia nacjonalistów Walerego Simeonowa. Simeonow w wywiadzie telewizyjnym powiedział, że „projekt ustawy o osobach niepełnosprawnych został opracowany dla przypodobania się grupie wrzeszczących bab, które spekulowały swoimi dziećmi” i „pozbawione wszelkiego macierzyńskiego uczucia i troski, wyprowadzały - czy to słońce, czy deszcz - te swoje niby chore dzieci na ulice”. Jego zdaniem tym sposobem wymusiły pół miliarda lewów (250 mln euro).

Kobiety z czarnymi flagami demonstrują codziennie przed siedzibą rządu i deklarują, że nie przerwą protestów, dopóki Simeonow nie poda się do dymisji. W środę setki osób przeszły ulicami stolicy i przejechały rowerami i samochodami, blokując ruch. Protesty odbywają się w Warnie, Gabrowie, Błagojewgradzie i mniejszych miastach. W Dobriczu i Wielkim Tyrnowie protesty do weekendu odwołano po zakazie policji.

MSW poinformowało o oddelegowaniu 200 funkcjonariuszy żandarmerii do miast, w których odbywają się najliczniejsze protesty. Ich uczestnicy informują o otrzymywanych wezwaniach na komisariaty i ostrzeżeniach, by zaniechali udziału w demonstracjach i podpisywali odpowiednie protokoły. Szef MSW Mładen Marinow ocenił w wywiadzie telewizyjnym, że protesty są opłacane, a ich uczestnicy naruszają porządek publiczny, co jest karalne.

Tymczasem protestujący poszerzają swoje postulaty od zniesienia podwyżek do dymisji rządu. Ludzie skandują hasła takie jak „Mafia” i „Dymisja” oraz domagają się radykalnych zmian w obecnym systemie, który ich zdaniem prowadzi jedynie do ubóstwa i zmusza Bułgarów do emigracji. Analitycy porównują obecną sytuację z zimą 2013 roku, gdy pierwszy rząd obecnego centroprawicowego premiera Bojko Borisowa upadł pod naporem fali protestów przeciw wysokim cenom prądu i ogrzewania.

W czwartkowym wywiadzie telewizyjnym Borisow zapowiedział, że nie poda się do dymisji, gdyż jego zdaniem sytuacja w kraju jest dobra, dochody obywateli rosną, a państwo wydaje coraz więcej na płace i cele socjalne, w tym na niepełnosprawne dzieci. Powiedział również, że dymisja Simeonowa nie jest brana pod uwagę.

Na pytanie prowadzącego, czy za wystarczający uważa noworoczny dodatek w wys. 20 euro dla emerytów o najniższych dochodach (do 160 euro), Borisow stwierdził, że „trzeba mówić o wydzieleniu 25 milionów euro na ten cel, a nie o 20 euro (na osobę)”.

Bułgaria jest krajem o najniższych dochodach w Unii Europejskiej, a przeciętna płaca jest niższa od unijnej o ponad 40 proc. 2 mln emerytów otrzymują do 160 euro miesięcznie. Ceny benzyny są z kolei porównywalne z unijnymi, przez co za średnią płacę w Bułgarii można kupić 423 litrów benzyny bezołowiowej E95, a w Europie przeciętnie 1126 litrów.

Z Sofii Ewgenia Manołowa (PAP)