Szwecja ma problem ze sformowaniem rządu od wyborów parlamentarnych 9 września.

"Chcę skupić się na programie rządu, a kwestią kandydata na premiera zająć się później" - powiedziała liderka Partii Centrum Annie Loeoef.

Jak przyznała, w ciągu tygodnia, jaki otrzymała na swoją misję, będzie rozmawiać ze wszystkimi siłami politycznymi w parlamencie oprócz najbardziej skrajnych: postkomunistycznej Partii Lewicy oraz nacjonalistycznej i przeciwnej imigrantom partii Szwedzcy Demokraci.

Według komentatorów, jeśli negocjacje Loeoef powiodą się, w Szwecji powstanie rząd oparty na współpracy Partii Centrum z Partią Robotniczą-Socjaldemokraci przy poparciu innych ugrupowań. Niewykluczone, że na czele takiego gabinetu znów stanie dotychczasowy socjaldemokratyczny premier Stefan Loefven.

W środę szwedzki parlament odrzucił kandydaturę konserwatysty Ulfa Kristerssona. Za objęciem przez niego funkcji premiera oprócz jego macierzystej Umiarkowanej Partii Koalicyjnej opowiedzieli się jedynie Chrześcijańscy Demokraci oraz Szwedzcy Demokraci. Wcześniej wotum zaufania nie otrzymał premier Stefan Loefven. On także nie poradził sobie w rozmowach na temat utworzenia następnego gabinetu.

Niemożność powołania nowego rządu odbije się na szwedzkim społeczeństwie. W czwartek odchodzący rząd socjaldemokratów oraz Zielonych przedstawił budżet. W związku z brakiem nowego rządu ustawa ta nie może jednak zawierać istotnych reform ani zmian. Z tego powodu samorządy nie otrzymają zapowiadanych wcześniej zwiększonych dotacji na wydatki socjalne. Na więcej pieniędzy liczyło także wojsko.

Partia Centrum dysponuje tylko 31 mandatami w 349-miejscowym parlamencie i stanowi w nim czwartą siłę. Największym ugrupowaniem jest Partia Robotnicza-Socjaldemokraci (100 mandatów), kolejnym konserwatywna Umiarkowana Partia Koalicyjna (70 mandatów), a trzecim klubem pod względem wielkości są Szwedzcy Demokraci (62 mandaty).

Ze Sztokholmu Daniel Zyśk (PAP)