Prezydent Władimir Putin i jego turecki odpowiednik Recep Tayyip Erdogan spotkali się w poniedziałek w Stambule, by nadzorować ukończenie 930-kilometrowej podwodnej części rurociągu TurkStream, którym od przyszłego roku ma być dostarczany rosyjski gaz przez Morze Czarne do Turcji.

"Takie projekty, a w szczególności TurkStream, nie są wymierzone w cudze interesy", powiedział Putin podczas ceremonii ułożenia ostatniego odcinka rurociągu w nadmorskim mieście Kiyikoy - około 160 kilometrów od Stambułu.  Nazwał TurkStream "jasnym i dobrym przykładem obrony własnych interesów narodowych" i stwierdził, że takie projekty mogą być "konstruktywne". 

"TurkStream będzie służył najlepszym interesom całego regionu", mówił turecki prezydent Erdogan.

Koniec prac nad tą częścią inwestycji wypada akurat wtedy, gdy USA chcą ograniczyć ekspansję projektów energetycznych wspieranych przez Kreml. Na razie amerykańska administracja nie zagroziła konkretnymi sankcjami wobec TurkStream, koncentrując się na innym ważnym projekcie Gazpromu - gazociągu Nord Stream 2. Jednak Kreml nie wyklucza możliwych amerykańskich restrykcji dotyczących także połączenia biegnącego po dnie Morza Czarnego.

>>> Czytaj też: Energia+ dla każdego. UE może protestować

TurkStream pomoże Gazpromowi osiągnąć dwa strategiczne cele: zmniejszyć zależność od tras tranzytowych przez Ukrainę i zwiększyć swój udział w tureckim rynku, trzecim największym odbiorcy rosyjskiego gazu.

Wraz z uruchomieniem pierwszego odcinka gazociągu rosyjskie roczne dostawy gazu do Turcji wzrosną aż o 54 procent, czyli o 15,75 mld metrów sześciennych, co zapewni Gazpromowi silną pozycję na najbardziej atrakcyjnym rynku w regionie. Według danych Instytutu Badań nad Energią w Oksfordzie, Turcja była w zeszłym roku największym odbiorcą gazu w południowo-wschodniej Europie. Popyt w tym kraju wyniósł 53,6 mld metrów sześciennych, co oznacza wzrost o ponad 15 procent w stosunku do roku poprzedniego.

W ubiegłym roku rosyjski gigant energetyczny wysłał do Turcji 29 mld metrów sześciennych gazu. Połowa dostaw realizowana była przez Ukrainę. Druga cześć za pośrednictwem gazociągu Blue Stream (Błękitny Potok) zrealizowanego 15 lat temu. 

Po uruchomieniu TurkStream Gazprom chce ograniczyć dostawy realizowane przez Ukrainę, która pozostaje główną trasą tranzytową dla rosyjskiego gazu i to mimo bardzo złych stosunków dyplomatycznych pomiędzy tymi krajami. W ubiegłym roku około połowa rosyjskiego eksportu gazu poza teren byłego Związku Radzieckiego została wysłana przez Ukrainę.

TurkStream składa się z dwóch linii biegnących pod wodą. Aby zakończyć inwestycję Turcja musi jeszcze ukończyć lądowy odcinek. Plany przewidują też dobudowanie nowej nitki gazociągu aż do południowej granicy Unii Europejskiej. Będzie to możliwe, jeśli dojdzie do porozumienia z UE w sprawie transportu gazu przez TurkStream. Wtedy Gazprom i jego turecki odpowiednik, Botas Petroleum Pipeline, wspólnie zbudują drugą linię lądową, o rocznej wydajności 15,75 mld metrów sześciennych.

Nie jest jasne, w którym miejscu rosyjski gaz z nowego gazociągu może wpłynąć do UE. Rosyjski minister energetyki Aleksander Nowak przedstawił ostatnio dwie opcje. Pierwsza z nich to połączenie przez Bułgarię z dostawami w kierunku Austrii. Druga opcja to Grecja, przez którą rosyjski gaz płynąłby do Włoch. Bułgarska trasa "ma wyższy priorytet", powiedział Aleksander Nowak. Jednak napięte stosunki polityczne między Rosją a UE powodują dużą niepewność związaną z rozszerzeniem tej inwestycji.

>>> Czytaj też: Jak wyglądała polska energetyka w 1918 roku?