Rekompensaty za prąd są nierealne przed wyborami do PE. "To zaklinanie rzeczywistości"

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
21 listopada 2018, 09:00
Rekompensaty za prąd są nierealne przed wyborami do PE. "To zaklinanie rzeczywistości"
Problem wzrostu cen energii jest poważny i nie można go ukrywać./Dziennik Gazeta Prawna
Minister energii po tekstach DGP zapowiedział, że dopłaty obejmą wszystkich odbiorców indywidualnych. Unijna notyfikacja może pokrzyżować te plany.

Minister energii odniósł się wczoraj do informacji DGP o tym, że od stycznia 2019 r. należy się spodziewać dla gospodarstw domowych i że w związku z tym jest planowane wprowadzenie dla gospodarstw domowych. Nie wiadomo do końca, czy rekompensaty miałyby trafiać do zainteresowanych, czy do , które obniżyłyby wyższe przyszłoroczne rachunki.

Zdaniem ekspertów wprowadzenie nowego programu, zwłaszcza szybko, jak chciałby minister, będzie bardzo trudne, jeśli nie wręcz niemożliwe.

>>> Czytaj też: Kurs akcji PGE mocno spada. Powód? Wypowiedź ministra energii o budowie elektrowni atomowej

– Prawo pomocy publicznej dotyczy tylko przedsiębiorców, a tu beneficjentami pomocy miałyby być gospodarstwa domowe. Pytanie, jak ten mechanizm rekompensat będzie zaprojektowany. Nie przedstawiono zapisów ustawy ani jej pełnych założeń. Istotne również, czy i w jaki sposób zostanie on powiązany z systemem i czy będzie się tu można doszukiwać pośredniej pomocy dla przedsiębiorstw energetycznych – wyjaśnia Wojciech Kukuła z fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi.

W przypadku notyfikacji nie ma szans na zatwierdzenie projektu przed przyszłorocznymi wyborami do europarlamentu: są już w maju, później przyjdzie nowa komisja, zmieni się też część urzędników w Brukseli. Wszystkie procedury ulegną spowolnieniu. Z kolei po polskiej stronie nie ma dziś dokumentów, które można by przedstawić w Brukseli. Co więcej, KE raczej sceptycznie będzie patrzeć na propozycję Polski, bo idzie ona w poprzek tego, co zakłada unijna reforma rynku energii. Systemy handlu uprawnieniami do emisji CO2 zaplanowano po to, by ceny energii z węgla rosły, czyniąc je nieatrakcyjnymi wobec bezemisyjnych źródeł. Środki ze sprzedaży do uprawnień wpływające do budżetu w zamyśle miały trafiać na i , a nie jako rozliczane przez spółki energetyczne dopłaty do rachunków za prąd.

>>> Czytaj też: Będą rekompensaty za wzrost cen prądu. Dla wszystkich, bez względu na dochód

– Problem wzrostu cen energii jest poważny i nie można go ukrywać. Przedsiębiorstwa musiały złożyć wnioski na wyższe taryfy, inaczej zarządy mogłyby być oskarżone o działanie na szkodę spółki. Uważam, że trzeba pomagać najuboższym – selektywnie i wspierając rozwiązanie problemu. To znaczy, że dla najuboższych powinny być powiązane ze wspieraniem efektywności energetycznej i ograniczaniem emisji – mówi Joanna Maćkowiak-Pandera, szefowa think tanku Forum Energii.

– Jeśli rząd pomoże konsumentom, dalej pozostanie do rozwiązania problem gwałtownego wzrostu cen dla przemysłu oraz małych i średnich przedsiębiorstw. Firmom, które działają w warunkach międzynarodowej konkurencji, będzie ciężko rywalizować z zagranicznymi podmiotami – uważa Maćkowiak-Pandera.

Podobnego zdania jest były wicepremier i minister gospodarki Janusz Steinhoff. – Nie mam pojęcia, jak minister Tchórzewski chce zrekompensować podwyżki cen prądu. Zresztą jednoczesne mówienie, że prąd nie będzie droższy i że górnictwo jest kołem zamachowym gospodarki, gdy w Polską Grupę Górniczą wpompowano miliardy złotych, jest zaklinaniem rzeczywistości – uważa.

Prezes Instytutu Jagiellońskiego Marcin Roszkowski podkreśla, że hurtowe ceny energii rosną przez drogi węgiel i droższe uprawnienia do emisji dwutlenku węgla.

– Środki ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2 trafiają do budżetu, działając jak dodatkowy podatek od energii elektrycznej. Budżet mógłby wypłacić rekompensaty wszystkim, także przedsiębiorcom, którzy najmocniej odczują wzrost kosztów. Dlaczego tylko gospodarstwa domowe mają być wsparte? – pyta Roszkowski.

Zdaniem Aleksandra Śniegockiego z WiseEuropa pełna rekompensata wzrostu cen prądu nie jest receptą na podwyżki. – Środki z budżetu zamiast na inwestycje trwale ograniczające koszty energii w gospodarce będą przeznaczane na bieżącą konsumpcję oraz ukrywanie realnej sytuacji w energetyce – mówi.

Gdyby doszło do dopłat na skalę zapowiedzianą przez ministra Tchórzewskiego, byłaby to pierwsza tego typu operacja w Polsce. Na świecie nie – podobne rozwiązanie wprowadził rząd Viktora Orbána. Węgrzy otrzymują dopłaty nie tylko do rachunków za prąd, ale też do gazu, paliwa i wywozu śmieci.

>>> Czytaj też: Energia+ dla każdego. UE może protestować

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj