Wczoraj opisaliśmy w DGP założenia do ustawy o rekompensatach za podwyżki cen prądu. Resort energii miał właśnie złożyć projekt w Sejmie. Zgodnie z nim rekompensaty byłyby wypłacane przez specjalnie powołany fundusz, zasilony m.in. 1 mld zł z oszczędności koncernów energetycznych kontrolowanych przez Skarb Państwa. Tych samych, które złożyły wnioski nawet o 30-proc. podwyżki cen energii elektrycznej dla odbiorców indywidualnych na przyszły rok. Energetyka miałaby więc współrekompensować podwyżki, które sama funduje. Sprawą zainteresował się Urząd Regulacji Energetyki.

– W ramach trwających postępowań taryfowych prezes URE wzywa dystrybutorów oraz sprzedawców energii do przedstawienia szczegółowych informacji na temat możliwych oszczędności, o których powiadomił 10 grudnia, na podstawie informacji od tychże przedsiębiorstw, minister energii – mówi Agnieszka Głośniewska, rzeczniczka URE. – Regulator zwróci się też do ministra energii o przekazanie danych, które pozwoliły na oszacowanie oszczędności w spółkach energetycznych na ok. 1 mld zł – dodaje.

O stanowisko zapytaliśmy we wtorek resort energii. Usłyszeliśmy, że ministrowi chodziło o zyski, a nie o oszczędności. Na konferencji prasowej dzień wcześniej szef resortu Krzysztof Tchórzewski ewidentnie mówił o oszczędnościach obliczonych na 1 mld zł. Dziennikarze dostali też jego piątkowy list do szefów rad nadzorczych spółek energetycznych, w którym apelował o audyt kosztów w całym łańcuchu produkcji prądu.

>>> Czytaj też: Nie ma pieniędzy na dopłaty za prąd. Projekt budżetu na 2019 rok nie przewiduje rekompensat

– Pojawiająca się możliwość oszczędności wskazuje, że przedsiębiorstwa energetyczne powinny ponownie przeanalizować i skorygować wnioski taryfowe. Prezes URE oczekuje odpowiedzi do 18 grudnia – zaznacza Agnieszka Głośniewska. – Zgodnie z ustawą – Prawo energetyczne nowe ceny mogą wejść w życie najwcześniej 14 dni od dnia opublikowania zatwierdzonej przez prezesa URE taryfy – dodaje.

Co w takim razie z naszymi rachunkami za prąd? Żeby nowa taryfa weszła w życie od 1 stycznia, prezes URE musiałby ją zatwierdzić najpóźniej 18 grudnia.

– Jest małe prawdopodobieństwo, by w tej sytuacji nowe taryfy obowiązywały od 1 stycznia 2019 r. – przyznaje Głośniewska. Co to znaczy dla 15 mln gospodarstw domowych z grupy G regulowanej przez URE? Przedstawicielka urzędu uspokaja, że do momentu, w którym wejdą w życie nowe, zatwierdzone taryfy, nic się nie zmienia: nie ma podwyżki (ani obniżki) i obowiązuje dotychczasowa stawka, a wszystko to zostanie uwzględnione w rachunku za prąd przez naszego operatora.

Temat podwyżek cen energii budzi emocje, bo niewiele osób rozumie, dlaczego prąd drożeje, skoro w ostatnich latach takiego problemu w grupie G nie było. Rok temu mieliśmy podwyżkę o 0,5 proc., ale dwa lata wcześniej obniżkę o 4,9 proc. W latach 2013–2018, jak podał resort energii, w grupie G energia staniała o 14 proc.

>>> Czytaj też: Samorządy szykują się na drogi prąd. Zapłacą za niego najpewniej mieszkańcy 

Największymi klientami spółek energetycznych są firmy. Rząd zapowiada, że także one mogą liczyć na rekompensaty za droższy prąd. Resort energii wyliczył, że rekompensaty dla odbiorców indywidualnych oraz małych i średnich przedsiębiorstw będą kosztowały 4–5 mld zł. Kolejne miliardy mają wesprzeć, w myśl ustawy resortu przedsiębiorczości, tzw. firmy energochłonne. ©℗