Niespodziewany ruch ze strony rady miasta może mieć poważne konsekwencje wizerunkowe i polityczne nie tylko dla stołecznej Platformy, ale i całego ugrupowania w kontekście dwóch wyborczych kampanii: do Parlamentu Europejskiego i Sejmu. Już w piątkowej debacie na temat konstruktywnego wotum nieufności był to jeden z podstawowych zarzutów PiS wobec PO. – W Warszawie mamy do czynienia z niczym innym jak posunięciem, które jest rabowaniem Polaków – mówił w sobotę prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Klapa wizerunkowa

– Nie ulega wątpliwości, że wizerunkowo w skali ogólnopolskiej to dla PO klapa. PiS swoją retorykę opiera na narracji o dotrzymywanych obietnicach. A tu mamy to, czego ludzie w PO nie lubili, czyli brak liczenia się z odbiorem społecznym. Podobny przypadek jak z podwyższeniem wieku emerytalnego, czemu Platforma w kampanii zaprzeczała, a potem to przeprowadziła – zauważa politolog Rafał Chwedoruk.

– Być może rozegrano to niezręcznie, ale to nie o „zręczność” musi troszczyć się samorząd. Zresztą mieszkańcy nadal mają możliwość skorzystania z wysokiej bonifikaty – mówi nam nieoficjalnie poseł PO.

W związku z planowaną likwidacją użytkowania wieczystego rząd na swoich gruntach zaoferował 60-proc. bonifikaty dla tych, którzy zechcą dojść do własności dzięki jednorazowej opłacie (stanowiącej 20-krotność dotychczasowych opłat rocznych, pomniejszoną o wspomniany rabat). Do tego samego resort inwestycji i rozwoju namawiał władze lokalne (w stosunku do ich gruntów). Część miast, jeszcze w toku kampanii wyborczej, zdecydowała jednak o przyznaniu jeszcze wyższych bonifikat. Warszawa – aż 98 proc. Ale w ostatni czwartek stołeczni radni nieoczekiwanie przyjęli nową uchwałę, która obniżyła bonifikaty do pułapu 60 proc.

Tę swoistą rejteradę próbują nam tłumaczyć działacze PO. Przypominają, że we wrześniu ich ugrupowanie straciło większość w radzie miasta (odeszły trzy osoby). W październiku projekt uchwały z 98-proc. bonifikatami pod obrady wniósł PiS. W ogniu kampanii wyborczej politycy PO bali się sprzeciwić uchwale, dlatego została ona przyjęta głosami obu ugrupowań – przy sprzeciwie ówczesnej prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz i skarbnika miejskiego. Wewnętrzne szacunki ratusza przewidywały bowiem, że jeśli w życie wejdzie bonifikata 98 proc., to ubytek w dochodach Warszawy wyniesie nawet 200 mln zł rocznie. Nieoficjalnie słyszymy, że nieprzypadkowo wybrano ostatnią sesję rady miasta, by załatwić temat bonifikat. Głównym tematem miała być wtedy sprawa przywrócenia dawnych nazw kilkudziesięciu stołecznych ulic, które wojewoda zmienił w procesie dekomunizacji (w tym al. Lecha Kaczyńskiego). W PO uznano, że ta sprawa skutecznie przykryje sprawę bonifikat. Ale to się nie udało.

Trzy scenariusze

Tak czy inaczej decyzja PO to okazja dla PiS i przeciwników Rafała Trzaskowskiego. Pytanie, czy możliwe są jakieś mocne politycznie wnioski, np. próba zorganizowania referendum w sprawie odwołania prezydenta Warszawy. Ale PiS wcale się do tego nie kwapi. – To silny cios w wizerunek Platformy. Ale umówmy się, skoro afera reprywatyzacyjna nie zatopiła Platformy, to ja nie wiem, czy coś jeszcze może. Między stołecznymi wyborcami a PO wytworzyła się relacja jak między żoną i mężem, który ją bije. Może i bije, ale ona wciąż go kocha – ocenia jeden z ważniejszych polityków PiS.

Także znany aktywista Jan Śpiewak wątpi, by ewentualna inicjatywa referendalna miała szansę. – To nie są aż tak duże sumy, by ludzie mieli z tego powodu protestować. To mocna rysa, ale nie tego typu temat i za bardzo skomplikowany, by wywołać takie działania – zauważa Śpiewak.

PiS na razie bada więc możliwości wstrzymania wejścia w życie uchwały Rady Warszawy. – PO liczy, że nie będzie reakcji, ale ona musi być, bo zmiana została przeprowadzona w sposób skandaliczny, a tempo odwrotu od wyborczych obietnic jest zawrotne – mówi nam Błażej Poboży z PiS.

Możliwe są trzy scenariusze. Pierwszy to opóźnienie wejścia nowej uchwały w życie. Rada Warszawy się śpieszyła, bo ustawa, do której uchwała się odnosi, wchodzi w życie od stycznia. Ale by tak się stało, musi zostać opublikowana w Dzienniku Urzędowym. A za to odpowiada już wojewoda (który jest z PiS). Dopóki publikacji nie będzie, obowiązuje uchwała o 98-proc. bonifikacie. Jeżeli ogłoszenie będzie się opóźniać, to warszawiacy mogą ruszyć po Nowym Roku do urzędów z wnioskami na podstawie starych przepisów. – Liczymy się z takim scenariuszem – przyznaje jeden z działaczy PO. – Ale zakłada on, że ludzie mają już odłożone sporo gotówki, by opłatę uiścić. Raczej trudno o masową liczbę wniosków – dodaje.

Drugi scenariusz związany z jest z piątkowym stanowiskiem wojewody mazowieckiego. Przypomniał on, że zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym (art. 90 ust. 1) ma 30 dni na analizę zgodności z prawem uchwały rady miasta. To pokazuje, że możliwa jest nie tylko zwłoka w publikacji uchwały, ale próba jej podważenia (uchylenia w trybie nadzorczym). Wówczas, jeśli władze miasta się odwołają, na długie miesiące spór między wojewodą a radą może trafić do sądu administracyjnego. Choć gdy się zakończy, może się okazać, że uchwała z czwartku jest ważna, bo na pierwszy rzut oka nie widać mocnych podstaw do jej podważenia.

Wreszcie scenariusz numer trzy to nagłośnienie całej sprawy i wywarcie społecznej presji samych zainteresowanych na radę Warszawy, by sama anulowała teraz z kolei uchwałę z czwartku. – Zaskoczenie samych radnych PO, którzy po godzinie narad jednak przyjęli wrzutkę Rafała Trzaskowskiego, daje do zrozumienia, jak mogłyby wyglądać rządy PO w razie ewentualnej wygranej w przyszłych wyborach. Ponadto Trzaskowski szykuje kolejne podwyżki, o których w kampanii nie mówił, a których na pewno był świadomy, jak znacząca podwyżka opłat za wywóz śmieci (wstępnie 76 proc.) oraz podwyżki za komunikację publiczną – podsumowuje Sebastian Kaleta, od niedawna stołeczny radny PiS. Jego zdaniem sytuacja przypomina działania PO za poprzednich rządów. – Po wygranych wyborach jest wycofywanie się z obietnic i sięganie do kieszeni Polaków. Tak było np. w 2011 r., kiedy po wygranej zabrano Polakom środki w OFE i podwyższono wiek emerytalny, mimo że sprawy te nie były poruszane w kampanii wyborczej – dodaje Kaleta.

Miasto się broni

Rafał Trzaskowski w piątek wskazywał, że miasta muszą szukać dziś pieniędzy w związku z tym, że rząd PiS zafundował im wzrost cen energii i wciąż nie przygotował kompleksowej reformy janosikowego, które mocno obciąża stołeczny budżet (na szczeblu gmin i powiatów Warszawa wpłaca ponad połowę całkowitych danin na janosikowe, a gdyby uwzględnić szczebel wojewódzki – ponad 40 proc.).

A ratusz przekonuje, że mieszkańcy i tak sporo zaoszczędzą. – Właściciel 59-metrowego mieszkania na Mokotowie, obecnie wnoszący opłatę 1,6 tys. zł co roku przez kolejnych kilkadziesiąt lat, będzie mógł – po wniesieniu jednorazowej opłaty przekształceniowej w wysokości 12,8 tys. zł – zaoszczędzić 19,2 tys. zł (nie będzie musiał płacić 1,6 tys. zł opłaty za przekształcenie w latach 2019–2038). Właściciel 47-metrowego mieszkania na Targówku zaoszczędzi ponad 11 tys. zł, a właściciel 53-metrowego mieszkania na Ursynowie – 12 tys. zł – podlicza ratusz. Tyle że osoba, która dotąd płaciła 1,6 tys. zł rocznie, przy bonifikacie 98 proc. zaoszczędziłaby nie 19,2 tys. zł, lecz 31,3 tys. zł.

Wojewoda może spróbować uchylić uchwałę w trybie nadzorczym.

>>> Czytaj też: Zaremba: Bez odpowiedzi na pytanie, jak PiS chce wygrać [OPINIA]