Osoby najsłabiej zarabiające, które są zatrudnione w administracji rządowej, samorządowej, w tym w szkołach, przedszkolach czy szpitalach, będą zarabiać więcej. Do płacy minimalnej nie będą miały wliczanego dodatku stażowego. Takie rozwiązania przewiduje projekt nowelizacji ustawy z 10 października 2002 r. o minimalnym wynagrodzeniu za pracę (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 2177). Autorem nowelizacji jest resort pracy, który przekonuje, że wprowadzone rozwiązania będą bardziej sprawiedliwe dla osób z dużym stażem. I, jak zaznacza, od lat o takie wyłączenie apelują związki zawodowe, a także obywatele. Zdaniem ekspertów rozwiązanie jest zasadne, ale zmiana prawa będzie się wiązała ze skutkami finansowymi dla pracodawców. Resort pracy zdaje sobie z tego sprawę i chce, aby nowe regulacje zaczęły obowiązywać od 1 stycznia 2020 r.

Kosztowna zmiana

Według wyliczeń Ministerstwa Pracy na nowym rozwiązaniu skorzysta ok. 60 tys. pracowników budżetówki. Zaznacza jednak, że to jedynie szacunki, bo dokładna liczba osób, która zostanie objęta zmianami, nie jest znana. Dzięki temu średnio pensja dla najsłabiej zarabiających urzędników wzrośnie o ponad 200 zł. Na tej cel trzeba znaleźć co roku ok. 150 mln zł. W budżetówce co do zasady dodatek stażowy przyznawany jest dopiero po pięciu latach i wynosi 5 proc. wynagrodzenia zasadniczego. Z każdym rokiem wzrasta o kolejny punkt procentowy. Docelowo może wynieść 20 proc. wynagrodzenia zasadniczego. Dla przykładu, jeśli np. urząd zatrudnił w 2018 r. sprzątaczkę na podstawie płacy minimalnej, to musiał jej zapłacić 2100 zł. W efekcie nowy pracownik mógł zarabiać praktycznie tyle samo, ile sprzątaczka z 20-letnim stażem i z wynagrodzeniem zasadniczym 1800 zł. Doliczając jej bowiem do tej kwoty 20 proc. pensji zasadniczej, jej pensja to 2160 zł. Po zmianach sprzątaczka z takim stażem otrzyma na dzień dzisiejszy 300 zł podwyżki do pensji zasadniczej (płaca minimalna 2100 zł) i do tego 420 zł dodatku za wieloletnią pracę. W sumie 2520 zł.

Gminy już liczą

Z sondy przeprowadzonej w samorządach wynika, że tego typu rozwiązanie obejmie część pracowników i będzie sporo kosztowało. Może się to więc odbyć np. kosztem niższych podwyżek płac dla wszystkich urzędników lub całkowitym ich zamrożeniem.

– W naszym urzędzie taki przepis dotyczyłby ok. 60 osób zatrudnionych, głównie do obsługi – potwierdza Marta Bartoszewicz, rzecznik prasowy urzędu miasta Olsztyn.

Według jej wyliczeń wejście tej nowelizacji w życie oznacza zwiększenie wydatków na wynagrodzenia o ok. 25 tys. zł miesięcznie, co daje blisko 300 tys. zł w skali roku.

W małych gminach też odczują skutki tych zmian.

– Proponowane przez resort pracy zmiany będą skutkowały zwiększeniem wydatków finansowych w urzędzie o około tysiąc złotych miesięcznie. Szacunkowo dotyczyło to będzie trzech osób – mówi Magdalena Waszk z gminy Rybno.

Problemów finansowych z wdrożeniem tych zmian nie będzie za to np. w Krakowie, Gdańsku, Lublinie czy Bydgoszczy. – W naszym urzędzie ta zmiana nie wywoła żadnych skutków. Już obecnie wynagrodzenie najniżej opłacanych pracowników składa się z dwóch elementów, tj. płacy zasadniczej plus miesięcznej premii. Wypłacanie wspomnianych składników w tym samym miesiącu spowoduje, że żaden pracownik nie będzie miał mniej niż najniższe wynagrodzenie – zapewnia Marta Stachowiak z urzędu miasta w Bydgoszczy.

Z sondy DGP wynika też, że część urzędów już obecnie sama decyduje się na to, by sprawiedliwie wynagradzać pracowników i nie wliczać do płacy minimalnej dodatku stażowego. Takie rozwiązanie stosuje m.in. urząd miasta w Białymstoku.

Oświatowa zapaść płacowa

O ile w poszczególnych gminach zarabiających najsłabiej nie jest zbyt dużo, o tyle już poważny problem zaczyna się w oświacie. Tam w szkołach i przedszkolach na płacy minimalnej zatrudniani są konserwatorzy, dozorcy, a także sprzątaczki.

– Jeśli dodatek za wysługę lat nie będzie wliczony do płacy minimalnej, to zwiększy to wydatki na wynagrodzenia – zapowiada Elwira Gołębiowska z ośrodka administracyjnego szkół gminy Stargard.

A Wrocław już wylicza koszty tego rozwiązania. – Wyłączenie dodatku za wysługę lat ze składników wynagrodzenia minimalnego będzie skutkować zwiększeniem wydatków finansowych. Na podstawie etatyzacji i wynagrodzeń pracowników niepedagogicznych na 2019 r. szacowany skutek, razem ze składkami opłacanymi przez pracodawcę dla 536 osób, wyniesie 867 tys. zł – potwierdza Maja Wysocka z urzędu miasta we Wrocławiu.

Szukanie pieniędzy

Samorządowcy nie mają wątpliwości, że koszty tych zmian znów spadną bezpośrednio na nich. – Obawiam się, że dla pracowników administracyjnych i obsługi w placówkach oświatowych nie znajdzie się pieniędzy. Tym bardziej że już obecnie brakuje środków na pokrycie całkowitych kosztów podwyżek dla nauczycieli – mówi Marek Olszewski, przewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP, starosta toruński.

– Zmiana jest zasadna, bo nie stawia na równi płacowo pracowników z dużym stażem z tymi, którzy dopiero zaczynają karierę. Nie można jednak tego wprowadzać naszym kosztem – dodaje.

Podobnego zdania są eksperci.

– Abstrahując od tego, że ta decyzja o zmianie w płacy minimalnej jest polityczna, to uważam, że całkowicie powinno się odejść od sterowania płacy minimalnej różnego rodzaju dodatkami – mówi dr Stefan Płażek, adwokat, adiunkt w Katedrze Prawa Samorządu Terytorialnego Uniwersytetu Jagiellońskiego. ©℗

>>> Czytaj także: Ukraińcy nieprędko uciekną z Polski na Zachód