Co przyniesie nam nowy rok? Tego nikt do końca nie wie, ale postarajmy się jakoś zrozumieć obecną sytuację.

Głosowanie nad umową o brexicie w brytyjskim parlamencie została przełożona na drugą połowę stycznia – mimo próśb ze strony niektórych członków Izby Gmin o nie przerywanie pracy parlamentu na święta.

W oczekiwaniu na decyzję przedstawiamy więc pięć możliwych scenariuszy na 2019 rok.

1. Brexit na później

Jest spora szansa, że brexit tak naprawdę nie nastąpi 29 marca. Data wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej jest zapisana w prawie, ale nie oznacza to, że nie można jej zmienić. Teresa May uważa, że nie powinno się przesuwać daty rozwodu, co nie stanowi wykluczenia takiej możliwości. Na początku roku można wypatrywać manewrów mających na celu przedłużenie terminu. Co na to UE? Zaakceptowałaby opóźnienie gdyby wynikało ze znaczących zmian w polityce kraju, ale nie po to, żeby zyskać na czasie.

2. Umowa odżyje

Umowa z UE wypracowana przez May wydaje się martwa, ale panią premier już wiele razy nazywano chodzącą truposzką, a jednak wciąż ma się dobrze. Jej umowę można by wskrzesić, ale prawdopodobnie tylko jeśli zostałaby odrzucona w pierwszym głosowaniu, a następnie ponownie zaprezentowana w parlamencie z kilkutygodniowym zapasem przed datą brexitu. UE mogłaby pójść na symboliczne ustępstwa, które złagodzą najgorsze punkty umowy, być może podczas styczniowego szczytu. Posłowie z Partii Pracy zorientowaliby się, że nie mogą głosować za brexitem bez umowy, a ich własna partia nie ma szczególnie solidnej alternatywy do zaproponowania. Wtedy mogłoby się udać przepchnąć umowę. Ale ugla nie potrwa długo: czy Demokratyczna Partia Unionistyczna z Irlandii Północnej dotrzyma obietnicy i następnego dnia rozmontuje rząd?

3. Próbujemy jeszcze raz

Umowa jest martwa i nie da się jej reanimować. Rząd zmusza May do zmiany ścieżki. W parlamencie nie ma większości dla żadnej wersji brexitu. May poddaje się, jeśli chodzi o sprzeciwianie się kolejnemu referendum i z niechęcią oddaje wybór pomiędzy umową a jej brakiem w ręce ludu. Parlament, bojąc się opcji brexitu bez umowy, forsuje referendum z trzema opcjami do wyboru. Wielka Brytania ubiega się o przedłużenie procedury artykułu 50 i zaczyna się kolejna kampania polityczna. Dla May pojawia się ryzyko, że zwolennicy brexitu staną po stronie laburzystów, starając się obalić jej rząd – chociaż musieliby się zastanowić, czy nie wyjdą wtedy na zbytnich tchórzy.

Wielka Brytania na równi pochyłej. Brexit zabije globalną strategię, którą Londyn stosował od pokoleń

4. Wybory parlamentarne

Wiele ścieżek może doprowadzić Wielką Brytanię do drugich wyborów w ciągu dwóch lat. May mogłaby sama je zwołać, żeby wyjść z impasu w sposób bardziej według niej demokratyczny, niż przeprowadzenie referendum. Zwolennicy brexitu mogliby zewrzeć szyki z laburzystami i obalić rząd. Podobnie unioniści. Jeśli zmierzamy do brexitu bez umowy to szanse na to, że przeciwnicy brexitu z partii konserwatywnej zewrą w tym celu szyki z laburzystami są małe. Tak czy siak, doprowadziłoby to do konieczności przedłużenia terminu (patrz: punkt 1).

5. No deal

Brexit bez umowy to wciąż domyślna konsekwencja braku akceptacji umowy w określonym terminie. Ale parlament jest w większości przeciwny tej sytuacji i ma do dyspozycji narzędzia, dzięki którym może jej zapobiec. Jaki jest kruczek? Zwolennicy brexitu uważają, że tymi samymi narzędziami mogą uniemożliwić parlamentowi uniemożliwienie brexitu bez umowy. Więc może się to sprowadzić do kwestii tego, która strona jest lepsza w parlamentarnych sztuczkach prawnych. A obie mają bardzo dobrych prawników.

Wielka Brytania zamknie się na robotników-imigrantów? Ekspert: rośnie ryzyko wyzysku