Jednym z problemów, który skomplikuje ukraińskie wybory prezydenckie pod koniec marca jest to, że nikt, łącznie z ankieterami, nie wie, ile osób pozostało nad Dnieprem. Od kilku lat kolejne fale Ukraińców odpływają z kraju, a policzenie emigrantów nie jest łatwe.

Oficjalne statystyki są zwodniczo szczegółowe. Ostatnie szacunki z grudnia 2018 roku mówią o 42 177 579 Ukraińców zamieszkujących swój kraj. Według ukraińskiego urzędu statystycznego w latach 2014-2015 zaobserwowano ostry spadek populacji, gdy Ukraina utraciła zaanektowany przez Rosję Krym oraz nie mogła prowadzić wyliczeń na wschodzie kraju, który znalazł się pod kontrolą prorosyjskich separatystów. Ale już w ostatnich latach nie odnotowano ostrego spadku populacji.

Całkiem prawdopodobne, że dane te są niedokładne. Rządowe statystyki pokazują niewielki wzrost populacji w ciągu 11 miesięcy 2018 roku, choć liczba wewnętrznych uchodźców ze wschodniej Ukrainy – największego w ciągu ostatnich lat regionu migracji wewnętrznej – w tym okresie nie wzrosła. Tymczasem dane z sąsiednich krajów pokazują, że duża liczba Ukraińców przemieszczała się, szczególnie do Europy Wschodniej. Tym bardziej, że od lipca 2017 roku jest to łatwiejsze, gdyż Unia Europejska zniosła wizy dla Ukraińców.

Z kolei Eurostat stosunkowo wolno publikuje nowe dane o migracji – ostatnie dostępne pochodzą z 2017 roku. Ale nawet te dane sugerują, że z oficjalnym statystykami na Ukrainie coś jest nie tak. Z danych Eurostatu wynika, że w 2017 roku aż 662 tys. Ukraińców (to więcej, niż jakakolwiek inna narodowość) otrzymało pozwolenie na pobyt w UE. Ukraiński urząd statystyczny twierdzi zaś, że w tym okresie z Ukrainy wyjechało 430 290 osób.

Większość migrujących Ukraińców przeniosła się do Polski, która wedle danych Eurostatu wydała Ukraińcom 585 439 pozwoleń na pobyt w 2017 roku. Ukraińcy stanowili także największa grupę otrzymujących pozwolenie na pobyt na Węgrzech, Słowacji, w Czechach, Estonii i na Litwie. Trudno nie dostrzec tu pewnej ironii: wszystkie te kraje są niechętne przyjmowaniu imigrantów, zaś ich rządy otwarcie walczą lub cicho bojkotują próby redystrybucji imigrantów z Bliskiego Wschodu w UE, twierdząc, że są zbyt biedne, aby łożyć na ich integrację lub twierdząc, że imigranci z tego regionu są dla nich kulturowo zbyt odmienni.

Reklama

Niemniej wszystkie te kraje mają również braki na rynkach pracy, ponieważ ich obywatele sami migrowali do bogatszych krajów. Polska uprościła procedury pozwalające na zatrudnienie obcokrajowców, które wykorzystuje się głównie w odniesieniu do Ukraińców. Procedura ta pozwala na zatrudnienie na podstawie „oświadczenia o zamiarze zatrudnienia”. W 2017 roku takich oświadczeń dla Ukraińców wydano 1,7 mln, dodatkowo zaś 200 tys. pozwoleń na pobyt. W 2018 roku zasady te nieco zaostrzono w celu dostosowania ich do regulacji UE i w pierwszej połowie 2018 roku wypełniono aż 820 tys. deklaracji – z większości z nich skorzystali Ukraińcy. Nie wiadomo, ile osób rzeczywiście podjęło pracę, ale całkiem możliwe, że liczba Ukraińców tylko w Polsce jest większa, niż liczba pozwoleń na pobyt opublikowana przez Eurostat.

Inne kraje również próbują przyciągnąć ukraińskich pracowników. Czechy uprościły program zatrudnienia, a wcześniej w tym roku rząd w Pradze podwoił kwotę zatrudnienia dla Ukraińców do poziomu 19 600 rocznie. Ukraińcy są dziś największą wspólnotą cudzoziemców w Czechach, którzy mają legalne pozwolenie na pobyt. To 117 tys. osób na tle liczących 10,5 mln obywateli Czech.

Ukraińskie wspólnoty szybko powiększają się także w państwach bałtyckich, gdzie Ukraińcy mogą zarobić znacznie więcej niż w swoim kraju. Na Litwie są oni największą grupą zagranicznych rezydentów, a ich liczba w ubiegłym roku wzrosła o 55 proc. W Estonii w 2018 roku zarejestrowano największy napływ Ukraińców. Rosja, która przez wiele osób może być postrzegana jako państwo, które jest w stanie wojny z Ukrainą, wydała Ukraińcom 77 tys. pozwoleń na pobyt. 81 tys. Ukraińców przyjęło rosyjskie obywatelstwo.

Wciąż trudno jest uzyskać pełny obraz emigracji ze względy na nielegalne i półlegalne zatrudnienie sezonowe Ukraińców. W 2017 roku uznano, że 11 tys. Ukraińców nielegalnie znajduje się na terytorium UE, ale to tylko cząstka tych, którzy nielegalnie pracują w Europie. W warunkach braku wiz do UE obserwacja pracowników jest trudniejsza.

Przekazy finansowe od ukraińskich emigrantów do kraju w ubiegłym roku odpowiadały aż za 13,8 proc. PKB Ukrainy – wynika z danych Banku Światowego. Być może jest to najlepszy miernik emigracji znad Dniepru.

Oceniając na podstawie 35-proc. wzrostu przekazów finansowych w 2018 roku (to największy wzrost od 2007 roku), można stwierdzić, że coraz więcej Ukraińców pracuje poza granicami własnego kraju, a ich liczba jest prawdopodobnie wyższa niż 5,9 mln osób, który to poziom znalazł się wśród szacunków ONZ w 2017 roku.

Z politycznego punktu widzenia to bardzo ważne. Utrata relatywnie prorosyjskich części populacji z Krymu i wschodniej Ukrainy wzmocniła szanse wyborcze ugrupowań proeuropejskich oraz opowiadających się za przynależnością do NATO. Z drugiej strony emigrują najczęściej ci najbardziej aktywni i przedsiębiorczy obywatele, którzy szczęścia postanowili szukać poza granicami kraju. Co więcej, w efekcie emigracji szala zwycięstwa może przechylić się na korzyść nieprzewidywalnych populistów (podczas gdy nie-rezydenci mogą głosować, ale niewiele osób zada sobie trud, aby na wybory wrócić do kraju lub ustawiać się w długich kolejkach przed ambasadami Ukrainy. Wiele osób nie wierzy też, że ich głos może coś zmienić). Obecny lider w wyścigu o fotel prezydenta – Wołodymyr Żeleński, aktor i producent telewizyjny, nie ma politycznego doświadczenia ani spójnego programu.

Ukraińska emigracja jest także ważna dla Europy. Opór Europy Wschodniej przed przyjęciem uchodźców nie jest z natury antyimigrancki. Jest on antymuzułmański i często rasistowski, opiera się na powszechnym przekonaniu, że imigranci spoza Europy nie będą chcieli pracować i dostosować się do społeczeństwa. Taka dyskryminacja jest głęboko zakorzeniona, ale aby z nią walczyć, kraje Europy Zachodniej najpierw same muszą poprawić efekty działań w zakresie integracji imigrantów.

>>> Czytaj też: Bershidsky: Ukraina wciąż nie może otrząsnąć się ze starego reżimu [OPINIA]