"Narodowe upokorzenie". Brytyjskie media sfrustrowane impasem ws. brexitu

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
20 marca 2019, 14:45
Brytyjskie media krytycznie komentują w środę kryzys polityczny wokół planowanego wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, wyrażając swoją frustrację faktem, że w ciągu tysiąca dni od czasu referendum z 2016 roku posłowie nie wypracowali porozumienia.

W środę mija 1000 dni od referendum w sprawie członkostwa w UE, które odbyło się 23 czerwca 2016 roku. Kraj nadal jest pogrążony w kryzysie politycznym w obliczu trwającego impasu wokół warunków wyjścia ze , do którego pierwotnie miało dojść 29 marca.

"Tysiąc dni niekompetencji, zdrad i teraz narodowego upokorzenia. Jak zwycięstwo przekształciło się w coś takiego?" - pytał w komentarzu redakcyjnym eurosceptyczny "Daily Mail".

"Kiedy 17,4 miliona osób zagłosowało za wyjściem przy najwyższej od 24 lat frekwencji na poziomie 72 proc., dali oni rządowi najwyższy mandat demokratyczny w brytyjskich historii. (...) Jednoznacznie ignorując niestosowne bombardowanie straszliwymi opowieściami czarnowidzów, (...) nieustraszona opinia publiczna wysłała politykom jasny sygnał: wyprowadźcie nas (z UE)" - przypomniano.

Jak pisze gazeta, "wydaje się, że to było tak dawno temu", a "dziś to marzenie, jeśli nie martwe, to ledwo dyszy dzięki maszynie podtrzymującej czynności życiowe".

"Daily Mail" nie przebierał w słowach, oceniając, że winnym za taki stan rzeczy jest "nie mający kontaktu z rzeczywistością, elitystyczny parlament, który haniebnie nie wdrożył jasno wyrażonego pragnienia elektoratu".

"Pstrokaty miks niekompetentnych posłów, masochistycznie nieprzejednanych eurosceptycznych fanatyków, zdradliwych zwolenników pozostania w Unii Europejskiej i wyniosłego, sabotującego spikera spiskował razem, aby powstrzymać brexit" - napisano.

Dziennik ocenił, że obecna sytuacja polityczna jest "upokorzeniem dla Zjednoczonego Królestwa", a "niepowodzenia głosowań nad umową w ciągu tysiąca dni od 23 czerwca 2016 roku sprawiły, że staliśmy się międzynarodowym pośmiewiskiem".

W szczególności skrytykowano eurosceptyczne skrzydło rządzącej , które dwukrotnie opowiadało się przeciwko umowie przygotowanej przez swoją premier, doprowadzając do porażki przedstawionej propozycji.

"Najwyższą ironią jest to, że (...) ryzykują utratę nagrody, o którą walczyli przez dwa pokolenia: samego brexitu. Trudno sobie wyobrazić, w jaki sposób będą w stanie spojrzeć sobie w oczy, jeśli Wielka Brytania będzie ostatecznie zmuszona do pozostania w Unii Europejskiej, nie mówiąc już o poradzeniu sobie z wściekłością milionów wyborców" - napisano.

W podobnie ostrym tonie wypowiedział się najlepiej sprzedający się tabloid w kraju, "The Sun", który ostrzegł, że "Wielka Brytania jest na granicy globalnego upokorzenia", wzywając "słabych polityków do spełnienia swojego obowiązku wobec demokracji".

Gazeta także przypisała kluczową odpowiedzialność brytyjskiej, a w szczególności eurosceptykom w ramach Partii Konserwatywnej.

"Torysi (...) powinni się dobrze nad sobą zastanowić. Jeśli skończymy bez brexitu lub z jego bardzo miękką wersją - a (lider opozycyjnej Partii Pracy Jeremy) Corbyn już planuje taką wersję, w której nawet zrezygnujemy z kontroli nad naszymi granicami to będzie w znacznej mierze ich wina" - oceniono.

Jak podkreślono, politycy mają jeszcze "ostatnią szansę na uniknięcie kapitulacji" przez przegłosowanie proponowanego przez premier Theresę May projektu porozumienia przy trzeciej próbie, "realizując swój obowiązek wobec naszej demokracji i liczącej 17,4 miliona większości wyborców".

W poniedziałek spiker Izby Gmin powiedział jednak, że zgodnie z procedurami brytyjski rząd nie może zwrócić się do posłów o ponowne głosowanie nad tekstem porozumienia bez wprowadzenia w nim istotnych zmian.

Bercow powołał się na parlamentarną konwencję z 1604 roku, która zapisana jest w podręczniku praktyki parlamentarnej Thomasa Erskine'a Maya, opublikowanym w 1844 roku. Zakłada ona, że w trakcie jednej sesji parlamentarnej (zwyczajowo trwającej rok) nie można ponownie poddać pod głosowanie projektu, który już raz został odrzucony przez posłów.

Mimo to przedstawiciele rządu kontynuowali w poniedziałek i wtorek rozmowy z przedstawicielami eurosceptycznego skrzydła rządzącej Partii Konserwatywnej i północnoirlandzkiej , którzy w przeszłości głosowali przeciwko proponowanemu tekstowi porozumienia z UE, próbując przekonać ich do poparcia tego projektu umowy.

Wcześniej posłowie dwukrotnie odrzucili przedstawioną propozycję porozumienia z Wspólnotą, najpierw w połowie stycznia (różnicą 230 głosów), a następnie w ubiegłym tygodniu (różnicą 149 głosów).

Jakiekolwiek przedłużenie procesu opuszczenia UE wymaga jednomyślnej zgody 27 pozostałych państw członkowskich. Wniosek Londynu będzie prawdopodobnie omówiony podczas zaplanowanego na czwartek i piątek posiedzenia Rady Europejskiej w Brukseli.

W razie braku jakichkolwiek ustaleń - przyjęcia porozumienia z UE lub przedłużenia procesu wyjścia z Unii - niezależnie od przyjętej w ubiegłym tygodniu opinii politycznej Izby Gmin przeciwko wyjściu z UE bez umowy, Wielka Brytania automatycznie opuści Wspólnotę o północy z 29 na 30 marca.

>>> Czytaj też: Brytyjski rząd złożył wniosek o opóźnienie brexitu do 30 czerwca

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj