Gowin: Uczciwie mówimy, że budżetu nie stać na więcej [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 9 minut
2 kwietnia 2019, 08:36
Jarosław Gowin
Jarosław Gowin/Agencja Gazeta
Jak rząd próbuje rozdać więcej niż stać na to budżet, to po krótkiej fieście funduje obywatelom biedę. Taki scenariusz grozi Polsce, gdyby jesienią władzę przejęła opozycja - mówi w wywiadzie dla DGP Jarosław Gowin.
4186882-jaroslaw-gowin-wicepremier-minister.jpg
Jarosław Gowin, wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego, fot. Wojtek Górski

, wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego: DGP ma inteligentnych czytelników. Nikt by mi więc nie uwierzył, gdybym próbował pana zapewnić, że nie dbamy o głosy internautów. Ale ważniejszy jest inny powód. Zjednoczona Prawica to obóz nie tylko równości. Tak samo ważna jest dla nas wolność. ACTA 2 zagraża wolności słowa. Dlatego przygotujemy maksymalnie liberalną interpretację tej dyrektywy.

Polityka to bezustanny wybór między sprzecznymi interesami i wartościami. Tak jest i w tym przypadku. Na jednej szali mamy prawo własności i interes twórców czy tradycyjnych wydawców. Na drugiej – nie tylko interes internetowych gigantów, ale też milionów użytkowników internetu. A przede wszystkim na tej szali leży bezcenna wartość, jaką jest wolność. To ona przesądziła o naszym podejściu do tej sprawy.

Krach Grecji był wynikiem dziesiątków lat nieodpowiedzialnej polityki kolejnych rządów oraz szerokiego społecznego nawyku unikania podatków. Taki scenariusz Polsce nie grozi. Piątka Kaczyńskiego jest – co sam prezes podkreśla – trudna do wykonania, ale możliwa do pogodzenia z rygorami bud żetowymi. Inaczej sprawy się mają z obietnicami Koalicji Europejskiej, które idą o wiele dalej. Realizacja tych zapowiedzi pchnęłaby nas na ścieżkę rumuńską. Rząd Rumunii zaczął obiecująco, bo od zdecydowanego obniżenia podatków. Efektem był 7-proc. wzrost gospodarczy. Równocześnie o kilkadziesiąt procent podniesiono emerytury, świadczenia socjalne i zarobki w sferze budżetowej. Konsekwencją okazała się inflacja, gwałtowny wzrost importu, ogromny deficyt budżetowy, radykalny spadek konkurencyjności i stagnacja gospodarcza, z której Rumunia będzie wychodzić latami. Jak rząd próbuje rozdać więcej niż stać na to budżet, to po krótkiej fieście funduje obywatelom biedę. Taki scenariusz grozi Polsce, gdyby jesienią władzę przejęła opozycja.

Wzrost deficytu wydaje się nieuchronny. Ważne, by nie naruszyć stabilizacyjnej reguły wydatkowej i trzymać się jak najdalej od progu 3 proc. Proszę zwrócić uwagę, że nie cała kwota 40 mld zł to transfery socjalne. Około 15 mld zł to koszt ulg podatkowych, a one powinny stymulować nie tylko konsumpcję, ale i inwestycje. PiS zbudował swoją wiarygodność na dotrzymywaniu zapowiedzi. Zatem piątka Kaczyńskiego będzie zrealizowana. Ważne jednak, by mieć świadomość dalekosiężnych skutków tych działań.

Przez ostatnie trzy lata naszemu rządowi udało się znacząco ograniczyć skalę biedy, podnieść poziom zamożności Polaków, ale dalszy rozwój gospodarczy poprzez stymulowanie konsumpcji wydaje się niemożliwy. W następnych latach i kadencjach, niezależnie od tego, kto będzie rządził, trzeba pobudzać inwestycje.

W tym i następnym roku realizacja programu jest niezagrożona. Ale – wbrew temu, co twierdzi opozycja – nie ma już pola na dalsze programy socjalne. Można by je realizować tylko drogą podnoszenia podatków, jedną ręką dając, a drugą odbierając. W dodatku przed Polską stoi konieczność ogromnych inwestycji: w infrastrukturę, energetykę, armię, służbę zdrowia, naukę, sztuczną inteligencję... Bez tych inwestycji państwo straci instrumenty sprawcze.

Czym innym jest skuteczne ściąganie należnych podatków, a czym innym ich podnoszenie. To pierwsze jest sukcesem naszego rządu. Drugiemu jestem przeciwny. Na razie podatki obniżamy.

Nie jestem politykiem PiS. W sprawach kulturowych jestem umiarkowanym konserwatystą. Za to w gospodarce sprawdza się wolny rynek, prywatna przedsiębiorczość i niskie podatki. Powiem tak: my daliśmy to, co zapowiedzieliśmy. I uczciwie mówimy, że budżetu nie stać na więcej. Platforma będzie chciała udowodnić, że potrafi dać więcej niż my. I tu otwiera się droga do scenariusza rumuńskiego.

>>> Czytaj też: Inspekcja pracy wkroczy do strajkujących szkół. PIP zniechęci do protestu?

Ostatnia teza wydaje mi się wątpliwa. Mam wrażenie, że transfery społeczne przestały wpływać na decyzje wyborcze Polaków. Długo dyskutowaliśmy w obozie rządowym nad kształtem piątki. Zadecydowała o nim pewna filozofia ekonomiczna: keynesowskie przeświadczenie, że rozwój stymulowany jest przez konsumpcję. Nie jest tajemnicą, że w sporze Keynes – Hayek stoję po stronie tego drugiego.

W sferze transferów społecznych zwiększyłbym środki na trzecie i następne dzieci, bo miałoby to oddziaływanie prodemograficzne. A ulgi podatkowe skumulowałbym w jednej: w obniżeniu kosztów pracy. Ale decyzje podejmuje premier, one zapadły, teraz trzeba wspólnie realizować zapowiedzi.

Premier Morawiecki mówi o konieczności podniesienia deficytu budżetowego. Kluczowe jest, by nie przekroczyć progu 3 proc., bo wtedy zareagowałyby rynki finansowe. Samorzutne procesy ekonomiczne doprowadziłyby np. do podwyższenia kosztów długu publicznego.

Reguła wydatkowa to cenny instrument blokowania nieprzemyślanego wzrostu wydatków. Fundamentalne znaczenie ma jednak nieprzekraczanie 3-proc. deficytu, bo to pociągnęłoby za sobą i sankcje unijne, i sankcje ze strony rynków finansowych.

Widział pan ministra finansów, który wpadałby w entuzjazm na wieść o wzroście wydatków? Teresa Czerwińska jest wybitnym fachowcem i typem państwowca, twardo stojącego na straży racji stanu. Z uwagą przeczytałem jej wykład publikowany na łamach DGP. Formułuje w nim zasady odpowiedzialnej polityki finansowej. To ważny głos i uważam, że ma on bardzo pozytywny wpływ.

Powtórzę: piątka została zapowiedziana i będzie zrealizowana. Rolą ministra finansów jest kierowanie uwagi rządu na cele dalekosiężne. Potrzebny jest całościowy przegląd wydatków państwa, namysł nad jego zadaniami i koncentracja na bodźcach stymulujących rozwój.

Byłbym temu przeciwny.

>>> Czytaj też: Wojsko wymaga zmian. Niepotrzebne nam śmigłowce i okręty podwodne, ale mosty

Przyszłość każdego ministra jest sprawą między nim a premierem. Komentowanie tego przez innych ministrów byłoby nieodpowiedzialne.

Opowiadam się za silną pozycją premiera. Dlatego uważam, że Mateusz Morawiecki powinien mieć wolną rękę w przeprowadzaniu ewentualnych zmian w czasie, który uważa za najodpowiedniejszy.

Skoro premier ma autonomię w podejmowaniu decyzji, to żadnego scenariusza nie należy z góry wykluczać.

Chcemy wygrać te wybory.

Przypuszczam, że wynik będzie wyrównany. Zdecyduje mobilizacja elektoratów, przebieg kampanii, popełnione błędy. Dziś szanse oceniam 50 na 50.

Nie przywiązuję wagi do sondaży. Wierzę swoim obserwacjom. A te wskazują, że nie ma tendencji wzrostowej opozycji. Z drugiej strony, jak dotąd elektoraty poszczególnych partii tworzących Koalicję Europejską się sumują. Schody zaczną się w trakcie kampanii, gdy opozycja będzie musiała pokazać program. A co – poza niechęcią do PiS – łączy ludowców z Zielonymi? Albo katolika Władysława Kosiniaka-Kamysza z wrogą Kościołowi Barbarą Nowacką? Konflikty wewnątrz Koalicji Europejskiej są nieuchronne, a wraz z nimi odpływać zacznie część wyborców.

>>> Czytaj też: Operacja OFE czeka na zielone światło. Reprywatyzacja nastąpi przed wyborami?

Obóz rządowy oceniany jest za całokształt. Za nami przemawiają świetne wyniki gospodarcze i rozbudowana polityka społeczna. Ważne, by uzupełnić nasze działania o to, co w sobotę przedstawił Jarosław Kaczyński: zrównoważenie akcentu na równość rozwiązaniami wolnościowymi. Ale o wyniku przesądzić może kilkuprocentowa grupa wyborców niezdecydowanych. Jeśli mogę zawierzyć intuicji, to oni oczekują od polityków świętego spokoju. Stabilności i przewidywalności.

Minister Ziobro przedstawił nowe propozycje reform, moim zdaniem interesujące. Dotyczą m.in. uproszczenia struktury sądownictwa przez likwidację jednego ze szczebli czy powołania sędziów pokoju. Gdy byłem ministrem sprawiedliwości, pracowałem nad podobnymi rozwiązaniami. Zabrakło czasu.

W każdej koalicji jest podział zadań i odpowiedzialności. W obszarze wymiaru sprawiedliwości nasz rząd realizuje program PiS i Solidarnej Polski, a nie Porozumienia. My staramy się wpływać na rozwiązania gospodarcze, nauki czy innowacyjności.

Temperatura sporów politycznych jest za wysoka. Liczę, że w następnej kadencji rozpocznie się proces zasypywania podziałów. Sam w tym gabinecie gościłem wszystkich liderów parlamentarnej opozycji. Zależało mi nie tylko na ich poparciu dla reformy szkolnictwa wyższego. Chciałem, by ta reforma stała się dowodem, że w Polsce możliwa jest konserwatywna modernizacja: zmiany ewolucyjne, rozpisane na lata, oparte na dialogu z zainteresowanymi grupami społecznymi i szukaniu porozumienia na linii rząd – opozycja. Myślę, że w dużej mierze się to udało. Silne państwo utrzymuje balans między zmianami a kontynuacją. Niezależnie od tego, kto sprawuje władzę, strategiczne kierunki reform powinny być kontynuowane.

Całość wywiadu na

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj