"Premier May wie, dlaczego szuka wsparcia w Berlinie: tu nikt jej nie zamyka drzwi przed nosem. Niemcy koniecznie chcą uniknąć chaotycznego brexitu. Zależy im na jak najbliższych relacjach z Wielką Brytanią m.in. w sferze gospodarki i bezpieczeństwa" - tłumaczy konserwatywny dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung".

To pomaga zrozumieć, dlaczego rząd Angeli Merkel jest gotowy do ponownego przesunięcia terminu brexitu mimo ewentualnych politycznych komplikacji na arenie europejskiej.

"Otwartość na brytyjskie postulaty ma jednak swoje granice" - ostrzega gazeta z Frankfurtu.

Stąd lewicowo-liberalny "Sueddeutsche Zeitung" doradza w stosunkach z Londynem jednoczesne wywieranie presji i zapewnienie mu swobody działania.

"Unia musi postępować w sposób zrównoważony. Z jednej strony naciskać na Londyn, żeby wreszcie doszło tam do ponadpartyjnego porozumienia. Z drugiej - dać na to Brytyjczykom tyle czasu, ile potrzebują. Nie zważając na rosnącą frustrację" - postuluje monachijska gazeta. "Warunkiem takiej elastyczności jest dalsze prezentowanie jednolitego stanowiska przez 27 państw UE" - dodaje.

Gospodarczy dziennik "Handelsblatt" z Duesseldorfu ma tymczasem nadzieję, że nadzwyczajny szczyt Rady Europejskiej będzie ostatnim poświęconym brexitowi.

"Złość UE na Brytyjczyków jest tak duża, że nie docenia się już pozytywnych sygnałów płynących ze Zjednoczonego Królestwa. W ostatnim czasie Theresa May zdecydowała się na działania, które mogą oznaczać prawdziwy przełom: szuka ponadpartyjnego porozumienia" - przypomina gazeta. "Premier przestaje być zakładniczką twardogłowych zwolenników brexitu. Być może zgodzi się nawet na unię celną. Właściwie wszyscy na Kontynencie powinni się z tego cieszyć. Oznacza to bowiem dużo większe szanse na uregulowane wyjście z UE" - puentuje.

Po wtorkowym spotkaniu z May Merkel poinformowała posłów swojej partii (CDU/CSU), że możliwe jest przesunięcie terminu wyjścia Wielkiej Brytanii z UE na koniec 2019 albo początek 2020 roku. Zastrzegła jednak, że wynik środowego szczytu Rady Europejskiej nie jest przesądzony.

May chce, by na nadchodzącym szczycie szefowie unijnych państw i rządów przesunęli termin brexitu na 30 czerwca.

Brytyjska Izba Gmin już trzykrotnie odrzuciła wynegocjowaną przez May umowę dotyczącą brexitu. Premier rozpoczęła jednak rozmowy z liderem opozycyjnych laburzystów Jeremym Corbynem na temat ewentualnego poparcia ze strony jego ugrupowania dla rządowego porozumienia. Przewodniczący Partii Pracy oczekuje, że Wielka Brytania pozostanie po brexicie w unii celnej. Przeciwni są temu jednak eurosceptyczni konserwatyści z partii May.

>>> Czytaj też: UE proponuje kolejne terminy brexitu. Możliwa data wyjścia to 31 grudnia lub 1 marca