Już wiem, kto będzie mi towarzyszył w wyprawie na majówkowy wypoczynek. To Jan Józef Lipski. Najsłabiej jak dotąd opisana postać w gronie wszystkich świętych opozycji demokratycznej czasów PRL. Ale wreszcie dostajemy dwa grube (po 900 stron każdy) tomy jego biografii.
Łukasz Garbal, „Jan Józef Lipski. Biografia źródłowa” Tom 2. (1969–1991), Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa 2018 / DGP
Lipski jest fascynujący z wielu powodów. Jedni odnajdą w nim symbol mitu o solidarnościowej opozycji sprzed dramatu wielkiego podziału. Postać, którą jako swego mistrza przywołują od lat zarówno Adam Michnik, jak i Jarosław Kaczyński. Ten status autorytetu niekwestionowanego przez żadną ze stron to oczywiście wynik przedwczesnej śmierci Lipskiego. Zmarł we wrześniu 1991 r., w momencie gdy fronty słynnej wojny na górze (Mazowiecki kontra Wałęsa) nie zdołały jeszcze ostatecznie zakrzepnąć. Chwilę potem jedna część dawnej Solidarności zrobiła drugiej chaotyczną lustrację. A ta druga odpowiedziała tej pierwszej niesławną „nocną zmianą”. A potem – jak u Hitchcocka – napięcie rosło.
Mnie w Lipskim pociąga jednak coś innego. Dużo bardziej od aureoli autorytetu kręci mnie jego ideowe credo szczerego i praktykującego socjalisty. Z socjalizmem w łonie opozycji bywało różnie. Jedni z niego wyrastali, by potem się od lewicowego światopoglądu zdystansować. Otwarcie i bez żalu – jak Adam Michnik, albo faktycznie, choć z moralnymi oporami – jak Jacek Kuroń w czasie balcerowiczowskiej transformacji. Byli też tacy opozycjoniści, którzy socjalną szatę pierwszej Solidarności przywdziali – jak się wydaje – czysto taktycznie, bo tylko poprzez sojusz z masowym ruchem związkowym mieli nadzieję na realizację wyższego ich zdaniem celu, czyli wyrwania Polski z radzieckiej strefy wpływów. Do takich opozycjonistów lubi się zaliczać Jarosław Kaczyński.