Iran kontra Stany Zjednoczone. Czekanie na casus belli

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
19 maja 2019, 16:17
Iran
Iran/ShutterStock
Największy sukces administracji Baracka Obamy, jakim było okiełznanie irańskich ambicji nuklearnych i odprężenie na Bliskim Wschodzie, przechodzi do historii.

Nie będzie wojny. Naród irański wybrał drogę biernego oporu – oznajmił w ostatni wtorek najwyższy przywódca Iranu, ajatollah Ali Chamenei. Deklaracja jest jedynie dodatkiem do ultimatum, jakie Teheran postawił Zachodowi. W ubiegłym tygodniu Irańczycy poinformowali Międzynarodową Agencję Energii Atomowej (MAEA), Chiny, Francję, Niemcy, Wielką Brytanię oraz Rosję o odejściu – przynajmniej czasowym – od części ustaleń z 2015 r.

Umowa zakładała ograniczenia w produkcji paliwa nuklearnego: Iran mógł wytworzyć do 300 kg wzbogaconego uranu i 130 ton ciężkiej wody. Potencjalną nadwyżkę mógł przekazać do przechowywania innemu państwu. Teheran znosi teraz te limity. Nie jest jasne, czy dotyczy to również stopnia wzbogacania surowca – aby uran miał zastosowanie militarne, musi zawierać w 90 proc. izotopy rozszczepialne. Przed zawarciem porozumienia ze Stanami Zjednoczonymi przed czterema laty irańscy naukowcy wzbogacali surowiec do poziomu 20 proc., po jego zawarciu – do poziomu 3,67 proc. (można go używać jako paliwo w reaktorze lekkowodnym).

Za to nie ma żadnych wątpliwości, że decyzja Teheranu ma charakter ultimatum. Irańczycy dali stronom porozumienia 60 dni na to, by przekonały Waszyngton do zniesienia sankcji nałożonych przez Donalda Trumpa. – Porozumienie nuklearne wymaga operacji, pigułki przeciwbólowe stosowane przez ostatni rok były nieskuteczne – z typowo perskim zamiłowaniem do metafor podsumował irański prezydent Hasan Rouhani. – Operacja ma uratować umowę nuklearną, a nie ją zniszczyć – dorzucał.

>>> Czytaj też: Wzrost napięć na Bliskim Wschodzie powoduje zwyżkę cen ropy naftowej 

– Nie szukamy konfliktu z Iranem – odpowiedział na irańskie deklaracje sekretarz stanu USA Mike Pompeo, który spotkał się w Soczi z szefem rosyjskiego MSZ Siergiejem Ławrowem. – Jasno jednak postawiliśmy sprawę, że jeśli amerykańskie interesy zostaną zagrożone, najprawdopodobniej odpowiemy w odpowiedni sposób – skwitował.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że poszukiwanie casus belli już się zaczęło.

Alert pojawił się na stronach amerykańskiej ambasady w Bagdadzie w środę rano: „Departament Stanu nakazuje natychmiastowy wyjazd pracowników rządu USA, których obecność nie jest w Iraku konieczna. Wydawanie wiz zostanie tymczasowo zawieszone”. Ostrzeżenie dotyczy także konsulatu w stolicy irackiego Kurdystanu, Irbilu.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP  

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj