Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw w kwietniu 2019 roku wyniosło 5 186,12 zł, co oznacza wzrost o 7,1 proc. rok do roku - podał Główny Urząd Statystyczny. Zatrudnienie w tym sektorze wzrosło o 2,9 proc. w ujęciu rocznym.

Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw w kwietniu 2019 roku wyniosło 5.186,12 zł, co oznacza wzrost rdr o 7,1 proc. - podał Główny Urząd Statystyczny. Zatrudnienie w tym sektorze rdr wzrosło o 2,9 proc.

GUS w komunikacie podał, że w okresie czterech miesięcy br. przeciętne miesięczne wynagrodzenie w porównaniu z analogicznym okresem 2018 roku wzrosło we wszystkich sekcjach PKD od 1,7 proc. w sekcji „Rolnictwo, leśnictwo, łowiectwo i rybactwo” do 15,4 proc. w sekcji „Górnictwo i wydobywanie”, co dało ogółem wzrost w sektorze przedsiębiorstw o 6,9 proc.

>>> Czytaj też: Do niemieckich zarobków wciąż nam daleko. Jak zmieniały się pensje Polaków od lat 90.?

Jakub Rybacki, ekonomista z ING Banku Śląskiego, zwraca uwagę, że wzrost wynagrodzeń o 7,1 proc. rok do roku w kwietniu, wobec 5,7 proc. w marcu br. był wyższy od oczekiwań ekonomistów, którzy spodziewali się średnio 6,5 proc. Rybacki zauważył, że pełną strukturę poznamy w przyszłym tygodniu. Jego zdaniem najprawdopodobniej wskaże ona stosunkowo niską dynamikę w sektorze budowlanym oraz silniejszy wzrost w pozostałych gałęziach gospodarki.

"Spodziewamy się, że tendencja wzrostowa będzie kontynuowana w kolejnych miesiącach. Jednak skala wahań dynamiki powinna być już dużo niższa niż w marcu-kwietniu. Prognozujemy, że wskaźnik oscylować będzie wokół 7-8 proc. rdr. Za takim scenariuszem przemawia wysoki odsetek przedsiębiorstw sygnalizujących chęć podwyższania wynagrodzeń w badaniu NBP oraz raportujących niedobór pracowników" - uważa Rybacki.

Rybacki jest zdania, że pokazany przez GUS wzrost wynagrodzeń to zdecydowanie dobra wiadomość dla pracowników. Ekonomista nie dostrzega przy tym zagrożeń dla firm. "Jeżeli spojrzymy na wyniki przedsiębiorstw za ubiegły rok, które w zeszłym tygodniu opublikował GUS, to nie widzimy drastycznego pogorszenia wśród branż, które bardzo mocno raportują niedobór pracowników, bazujących na pracy, zajmujących się np. handlem detalicznym, hurtowym, czy budownictwem. To oznacza, że tego typu firmy mają jeszcze przestrzeń do podwyższania wynagrodzeń bez utraty rentowności, czy problemów po stronie kosztów" - powiedział PAP ekonomista.

Zaznaczył, że wyjątkiem może być sektor hotelarski i restauracyjny. "Tu pewnym rozwiązaniem, które pokazują dane o inflacji, jest przeniesienie wyższych kosztów pracy na klienta końcowego. To widać w indeksie CPI - ceny takich usług od kilku miesięcy systematycznie rosną - szybciej, niż wynikałoby to z długotrwałego trendu" - powiedział.

Jego zdaniem można więc spodziewać się wzrostu kosztów wyjazdów turystycznych w Polsce, część firm będzie bowiem przerzucać wyższe koszty wynagrodzeń na klientów. Wpłynie to na inflację - ale, jak ocenił Rybacki, efekt ten nie będzie widoczny szybko, ani nie będzie drastyczny.

Rybacki przypomniał, że zgodnie z badaniem NBP w drugim kwartale br. podwyżkę wynagrodzeń planuje 38,2 proc. ankietowanych przedsiębiorstw tj. o 10 pp więcej niż w analogicznym kwartale ubiegłego roku. Zbliżone wyniki dotychczas występowały tylko w roku 2007. W przemyśle odsetek firm skarżących się na problemy z rekrutacją dalej oscyluje wokół 49,5 proc. (tj. wartości zbliżonej do ubiegłego roku), podczas gdy w pozostałych gospodarkach CEE (poza Węgrami) i Niemczech wyraźnie widoczne są spadki zapotrzebowania na pracowników.

>>> Czytaj też: Średnia pensja kontra mediana i dominanta, czyli ile tak naprawdę zarabiają Polacy