Premierzy państw Grupy Wyszehradzkiej: szef rządu Węgier Viktor Orban, premier Czech Andrej Babisz, premier Słowacji Peter Pellegrini i szef polskiego rządu Mateusz Morawiecki spotkali się w czwartek w Budapeszcie. Jak informował wcześniej Mueller, głównym tematem spotkania miały być kwestie obsady stanowisk w Komisji Europejskiej i innych instytucjach unijnych.

Wcześniej na Twitterze rzecznik rządu informował, że państwa V4 uzgodniły, że będą podejmować skoordynowane działania dotyczące zarówno kwestii programowych, jak i personalnych na najbliższym szczycie UE.

"To porozumienie dotyczy zarówno spraw programowych, jak i spraw dotyczących aspektów personalnych, czyli wyborów w ramach Komisji Europejskiej oraz innych instytucji unijnych" - powiedział na briefingu Mueller.

"Na tę chwilę nie będziemy wskazywać żadnych konkretnych personalnie osób, które będziemy popierać, ale chciałbym zaznaczyć, że premier Mateusz Morawiecki wraz z Grupą Wyszehradzką wydał jednoznaczne stanowisko, że to będzie wspólne, blokowe głosowanie, więc liczymy na to, że dzięki temu zarówno w sprawach programowych, jak i personalnych, będą podjęte dobre decyzje dla regionu Europy Środkowo-Wschodniej" - dodał.

Rzecznik rządu pytany, czy to poparcie Grupy Wyszehradzkiej będzie też miało miejsce na poziomie kandydatów państw V4 na unijnych komisarzy, odpowiedział, że Polska, Czechy, Słowacja i Węgry uzgodniły, że będą "wzajemnie wspierać swoich kandydatów, również do KE".

Reklama

"Obecnie po wyborach do PE sytuacja w ramach PE jest nieco inna niż po ostatnich wyborach, w związku z tym te negocjacje są trudniejsze, ale inicjuje je na pierwszym etapie Rada Europejska, więc to do Rady Europejskiej będzie należało wskazanie pierwszego kandydata na przewodniczącego KE" - powiedział Mueller.

"Te decyzje będą zapadały 20-21 czerwca, ale może się okazać, że na tym posiedzeniu w Brukseli jeszcze nie będzie znany kandydat na przewodniczącego KE" - dodał.

Pytany, czy premierzy V4 nie są przekonani, że te ustalenia zapadną na najbliższym szczycie, rzecznik rządu odpowiedział, że "jest to wariant, który jest brany pod uwagę".

"Aczkolwiek jesteśmy raczej optymistami w tym zakresie, ale mimo wszystko bierzemy taki wariant pod uwagę, w stosunku do tego, co się działo wcześniej" - zaznaczył Mueller.

Na tydzień przed szczytem Unii Europejskiej, na którym unijni przywódcy będą dyskutować, kto powinien zająć najważniejsze stanowiska w jej instytucjach, ich obsada jest ciągle pod znakiem zapytania, a konkretów brak. Pod koniec maja szef PE Antonio Tajani mówił - po posiedzeniu konferencji przewodniczących - że większość liderów grup politycznych w PE opowiedziała się za tym, aby przywódcy państw UE wybrali szefa KE spośród kandydatów wskazanych przez grupy polityczne, tzw. kandydatów wiodących.

Manfred Weber jest wiodącym kandydatem EPL na nowego szefa Komisji Europejskiej; socjaliści natomiast chcą, żeby przyszłym szefem KE został jej obecny wiceszef Holender Frans Timmermans. Kandydatką liberałów jest natomiast unijna komisarz ds. konkurencji Margrethe Vestager.

Jednak ze względu na układ sił politycznych w PE po minionych wyborach trudno dziś wyobrazić sobie scenariusz, w którym frakcje polityczne dochodzą do porozumienia co do wspólnego kandydata na szefa unijnej egzekutywy w kontrze do kandydata zaproponowanego przez Radę Europejską.

Szefowie rządów i głowy państw będą musieli się jednak liczyć z głosem PE. Wynika to bezpośrednio z unijnego traktatu, który mówi, że to Rada Europejska nominuje, a PE wybiera szefa KE. W UE nikt nie ma jednak wątpliwości, że kluczowe decyzje zapadną w wyniku porozumienia stolic największych unijnych krajów. (PAP)

autor: Mateusz Roszak