"Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie zaakceptuje obecności w Kosowie żadnego przedstawiciela serbskich władz i wszystkie wnioski spotkają się odmową, dopóki ta postawa będzie trwać" - powiedział dziennikarzom Jetlir Zyberaj, doradca szefa kosowskiego MSZ.

To działanie wobec Serbii jest odpowiedzią na "stałą propagandę i dezinformację o kraju i naszych obywatelach” - dodał.

Zyberaj oskarżył Belgrad przede wszystkim o podsycanie „tak zwanego kryzysu humanitarnego w północnym Kosowie".

Reklama

Północne Kosowo, zamieszkane przez liczną ludność serbską, lojalną wobec Belgradu, protestuje przeciwko wprowadzeniu przez Prisztinę pod koniec listopada ubiegłego roku 100-proc. cła na towary produkowane w Serbii oraz Bośni i Hercegowinie, importowane do Kosowa. Według Belgradu doprowadziło to do niedoborów żywności i leków w regionie.

Prisztina odpowiada, że Serbia "instrumentalizuje" ten kryzys, podkreślając, że kosowska żywność jest na miejscu dostępna.

W przeciwieństwie do kosowskich władz, które stosunkowo rzadko jeżdżą do Serbii, serbscy urzędnicy, szczególnie ci, którzy zajmują się Kosowem, przyjeżdżają regularnie do tej byłej serbskiej prowincji, aby spotkać się z mieszkającą tam serbska wspólnotą.

20 lat po zakończeniu wojny i wycofaniu się sił serbskich z Kosowa oraz ponad 10 lat po ogłoszeniu przez Prisztinę niezależności od Belgradu stosunki między Kosowem a Serbią są fatalne.

Jednak normalizacja jest niezbędna, jeśli obydwa kraje chcą osiągnąć członkostwo w UE, do którego aspirują.

Kosowo zapowiedziało, że nie zniesie taryf, dopóki Belgrad nie uzna jego niezależności. Z kolei Serbia odpowiada, że odmawia wszelkiej dyskusji do momentu zniesienia tych ceł.

>>> Czytaj też: Globalna panika fiskalna. Politycy zaczynają przekonywać się do Nowoczesnej Teorii Monetarnej