Przemówienie w Królewskim Instytucie Spraw Międzynarodowych Chatham House było najprawdopodobniej ostatnim wystąpieniem programowym i refleksją nad trzyletnimi rządami ustępującej premier, którą w przyszłym tygodniu zastąpi zwycięzca wyborów nowego lidera Partii Konserwatywnej.
May powiedziała: "niezdolność do łączenia wartości z pragmatyzmem i wypracowywania kompromisu wtedy, kiedy jest to konieczne, wprowadziło nasz dyskurs polityczny na złą ścieżkę".
Nazywała to zjawisko "" opartym o "przekonanie, że jeśli wystarczająco głośno i długo podkreśla się swoje zdanie, to postawi się na swoim, a mobilizowanie swojej grupy (wyborców) jest ważniejsze od przekonywania innych".
"To szkodzi naszej debacie publicznej. Niektórzy tracą zdolność do sprzeczania się bez upokarzania innych" - ostrzegła, wskazując w szczególności na znaczenie internetu i mediów społecznościowych, które "pozwalają ludziom na wyrażenie swojej złości i lęków bez żadnego filtra lub odpowiedzialności".
Premier argumentowała, że kompromis nie opiera się na rezygnowaniu ze swoich wartości, ale "bronieniu ich w realnym świecie, na arenie życia publicznego, gdzie inni też mają swoje argumenty i dbają o swoje interesy".
Szefowa rządu oceniła, że taka polaryzacja doprowadziła do trzykrotnego odrzucenia proponowanej przez nią umowy w sprawie w Izbie Gmin. "Nasze życie polityczne zwróciło się ku binarnym pozycjom sprzed referendum", dzieląc posłów na zdeterminowanych zwolenników i przeciwników , którzy byli niezdolni do porozumienia - oceniła.
"Kiedy nasze opinie padają ofiarą polaryzacji i opierają się na ideologii, to mobilizowanie ludzi wokół kompromisu staje się niewiarygodnie trudne" - przyznała.
W innym fragmencie przemówienia, które zostało zinterpretowane przez brytyjskie media jako zawoalowany przytyk do amerykańskiego prezydenta, May zaznaczyła, że "ten absolutyzm pojawia się nie tylko w brytyjskiej polityce, ale na całym świecie".
Jak powiedziała, szczególnie niepokojącym przykładem jest coraz bardziej konfrontacyjny charakter relacji międzynarodowych, które "niektórzy postrzegają jako grę o sumie zerowej, gdzie jeden kraj zyskuje tylko wtedy, kiedy inny traci, a siła - nieograniczona zasadami - jest jedyną walutą".
May przestrzegła przed próbującymi wykorzystać konsekwencje szybko postępujących zmian gospodarczych, technologicznych i społecznych przez "politykę dzielenia ludzi, poprzez wskazywanie winnych naszych problemów i oferowanie pozornie łatwych odpowiedzi".
"W ten sposób promuje się polaryzację polityki, w której świat widziany jest przez pryzmat +my+ i +oni+ - zwycięzców i przegranych, gdzie kompromis i współpraca w ramach instytucji międzynarodowych jest sygnałem słabości, a nie siły" - podkreśliła May.
Premier potępiła niedawną krytykę liberalizmu, jaką wygłosił rosyjski prezydent , odrzucając jego zarzuty jako "cyniczny fałsz".
"Nikt, kto porównuje jakość życia czy sukces gospodarczy liberalnych demokracji jak Wielka Brytania, Francja czy Niemcy oraz tego (systemu), jaki obowiązuje w Federacji Rosyjskiej, nie dojdzie do wniosku, że nasz system jest przestarzały. Fakt, że (Putin) czuje się uprawniony do przedstawiania takiej opinii sygnalizuje skalę wyzwania, z jakim się mierzymy, gdy bronimy naszych wartości" - powiedziała szefowa rządu.
May przyznała jednak, że "nie chroni się wolnorynkowego kapitalizmu przez niereagowanie na uzasadnione obawy tych, którzy mają poczucie, że nie otrzymują w pełni wynikających z tego korzyści".
Podkreśliła, że jedynym wyjściem dla polityków jest "zreformowanie (kapitalizmu) w taki sposób, aby był korzystny dla wszystkich".
W trakcie sesji pytań i odpowiedzi May krytykowano za jej wypowiedzi, w których atakowała m.in. migrantów z państw członkowskich UE za wykorzystywanie uprzywilejowanej pozycji wobec osób spoza Wspólnoty; premier przyznała, że użycie takich sformułowań było błędem.
Członkowie Partii Konserwatywnej będą głosowali w sprawie następcy May do 22 lipca, a wynik powinien być ogłoszony następnego dnia. Nowy premier najprawdopodobniej obejmie stanowisko 24 lipca, po cotygodniowej sesji pytań i odpowiedzi, która będzie dla May okazją do pożegnania się z urzędem.
Według sondaży i bukmacherów zdecydowanym faworytem wyborów jest były minister spraw zagranicznych Boris Johnson, który powinien pokonać obecnego szefa dyplomacji Jeremy'ego Hunta.
Dla nowego szefa rządu pierwszym wyzwaniem będzie szybkie wznowienie rozmów z UE i wypracowanie kompromisu dotyczącego warunków opuszczenia Wspólnoty przed ustalonym na 31 października terminem brexitu.
>>> Czytaj też: Putin podpisał dekret o uproszczonym obywatelstwie dla ukraińskiego Donbasu
