W rozmowie Greenblatt powiedział też, że określanie żydowskich społeczności na Zachodnim Brzegu Jordanu "osiedlami" nacechowane jest pejoratywnie. On sam uznaje zajmowane terytoria za "sporne", a nie "okupowane". Jego zdaniem "nazywanie ich okupowanymi terytoriami nie pomaga w rozwiązaniu konfliktu".

Greenblatt był pytany w jakim stopniu państwo żydowskie ponosi odpowiedzialność za obecny konflikt z Palestyńczykami. "Myślę, że Izrael jest w rzeczywistości bardziej ofiarą niż stroną, która jest odpowiedzialna" - odparł ten wyznający judaizm prawnik. "Od momentu niepodległości, (Izraelczycy) byli wielokrotnie atakowani. Wciąż są atakowani terrorystycznie (...)" - dodał.

Negocjator Trumpa stwierdził zarazem, że "nie przychodzi mu na myśl żaden przypadek" błędu Izraela lub sytuacji, w której kraj ten przekroczył swoje uprawnienia. Zastrzegł przy tym, że "nikt nie jest doskonały". "Myślę jednak, że Izrael działa najlepiej jak to możliwe w bardzo wymagających okolicznościach" - uznał.

Reklama

Podkreślił też, że amerykańska administracja nie używa pojęcia "two-state solution" (rozwiązanie polegające na istnieniu obok siebie dwóch państw, izraelskiego i palestyńskiego - PAP), gdyż "nie można sprowadzić tak złożonego konfliktu do trzech słów". W ocenie Greenblatta w palestyńskim społeczeństwie nie ma jednak nikogo kto mógłby stworzyć podwaliny pod szersze poparcie dla bliskowschodniego planu pokojowego USA.

Greenblatt jest członkiem zespołu Białego Domu opracowującego plan rozwiązania konfliktu izraelsko-palestyńskiego. W czerwcu w Bahrajnie ogłoszono jego gospodarczą część. Ta polityczna zostanie upubliczniona dopiero po wrześniowych wyborach parlamentarnych w Izraelu.

Proces pokojowy na Bliskim Wschodzie utknął w martwym punkcie w grudniu 2017 roku, gdy Donald Trump ogłosił uznanie przez USA Jerozolimy za stolicę Izraela. Palestyńczycy ocenili wówczas, że decyzja prezydenta USA dyskwalifikuje amerykańską administrację jako bezstronnego mediatora w konflikcie bliskowschodnim.

>>> Czytaj też: Trump może pokrzyżować plany Polski. Chodzi o podatek cyfrowy