Prezydent Białegostoku: PiS próbuje dziś przybrać łagodną maskę, a wcześniej sam podsycał wrogie nastroje wobec LGBT [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 9 minut
25 lipca 2019, 07:41
Tadeusz Truskolaski
Tadeusz Truskolaski/PAP
Marsz w Białymstoku w weekend? Jeśli zgłoszenia będą spełniały wymogi formalne, to je zarejestrujemy – mówi Tadeusz Truskolaski, prezydent Białegostoku. Ale zastanawia się, czy impreza jest potrzebna.

Moim obowiązkiem jako prezydenta miasta jest zapewnienie wszystkim możliwości zrealizowania konstytucyjnego prawa do wolności zgromadzeń. Moje osobiste poglądy nie mają tu znaczenia.

Na sobotę 27 lipca wpłynęło kilka zgłoszeń zgromadzeń. Jeżeli będą spełniały wymogi formalne, to je zarejestrujemy zgodnie z ustawą – Prawo do zgromadzeń. Inna sprawa, czy tak szybko po wydarzeniach z Marszu Równości potrzebny jest nam, białostoczanom, kolejny marsz… Potrzebujemy czasu, żeby ochłonąć, pozbierać się po tym, czego wielu białostoczan doświadczyło, a co wielu ze ściśniętym sercem obserwowało w relacjach.

Bardzo chciałbym w nie wierzyć. Niestety, obawiam się, że te reakcje mają ścisły związek z kampanią parlamentarną. PiS próbuje teraz przybrać łagodną maskę i łagodzić nastroje, które wcześniej sam podsycał, wskazując swojemu elektoratowi kolejnego wroga – tym razem środowiska LGBT. Szczególnie zastanawiająca jest rola lokalnych działaczy PiS – radnego sejmiku województwa Sebastiana Łukaszewicza, radnego miejskiego Henryka Dębowskiego, p.o. dyrektora gabinetu marszałka województwa Roberta Jabłońskiego i samego Artura Kosickiego – w sobotnich wydarzeniach. Trzech pierwszych wymienionych przeze mnie działaczy można było oglądać na czele jednej z blokad Marszu Równości. Jaka była ich rola? A marszałek Artur Kosicki zorganizował konfrontacyjny przemarsz ulicami Białegostoku, nie mając ku temu żadnej podstawy prawnej. Będziemy te sprawy zgłaszać do prokuratury.

Nie używałbym tu retoryki wojennej, ale widzimy istotne zagrożenia dla podstaw finansowych samorządu. Decyzje polegające na zmniejszaniu obciążeń podatkowych czy zmian związanych z OFE spowodują istotne uszczuplenia samorządowych finansów. Już teraz ponad 800 gmin albo nie ma w ogóle, albo ma minimalną nadwyżkę operacyjną. Szacujemy, że w przyszłym roku – wskutek realizacji obietnic wyborczych rządu – samorządy stracą ponad 15 mld zł. Wówczas tych gmin zagrożonych utratą płynności finansowej będzie znacznie więcej. Dlatego upominamy się o zrekompensowanie tych ubytków. Niestety, premier nie chce z nami na ten temat rozmawiać.

Argumenty strony rządowej dotyczą przeszłości. My nie negujemy większych wpływów z PIT dla samorządów w ostatnich latach. Problem w tym, że one już zostały skonsumowane, bo nikt w rządzie nie bierze pod uwagę, jak bardzo podrożały ostatnio inwestycje i ile dokładamy do systemu oświaty. My koncentrujemy się na przyszłości. A ona rysuje się w ciemnych barwach, bo tak wynika z naszych wyliczeń, zresztą w oparciu o dane MF. Przy rosnących obciążeniach dla samorządowych budżetów wiele gmin może nie być w stanie uchwalić budżetów czy konsumować środki unijne na dotychczasowym poziomie, bo zwyczajnie nie będzie nas stać na wkład własny przy projektach. Takie są fakty i nie jesteśmy z nikim w stanie wojny. Gdyby jakikolwiek inny rząd podjął te same działania, co obecnie PiS, nasza reakcja byłaby identyczna.

Bolesne będą zmiany w OFE, które wywołają jednorazowy ubytek w wysokości 9,5 mld zł dla całego sektora samorządowego. Obniżka stawki PIT z 18 do 17 proc. to ubytek 4,8 mld zł rocznie, podwojenie kosztów uzyskania przychodu – ponad miliard złotych rocznie i zerowy PIT dla młodych – kolejny miliard rocznie.

W tej chwili to zapowiedzi wyborcze, a PiS swoje plany już realizuje, i to jeszcze w trakcie roku budżetowego. Poza tym rozmawiamy z podmiotem, który dziś sprawuje władzę. Jeżeli on się zmieni, te rozmowy będą dalej prowadzone.

Czasami presja ma sens. Chcemy ostrzegać przed faktem, a nie po fakcie. Rozmowy z rządowymi oficjelami może są miłe, ale nie przynoszą żadnych konkretnych obietnic. Brakuje woli politycznej, by pomagać samorządom.

Tyle że te programy nie dotyczą np. takich miast jak Białystok. W dodatku w FDS procedura zatwierdzania projektów gminnych czy powiatowych jest bardzo nietransparentna, a pieniądze dzielone są według klucza politycznego.

Widać to bardzo wyraźnie. Nawet ostatnio były wicemarszałek Senatu Adam Bielan stwierdził, że „jeżeli prezydenci kolejnych miast konfliktują się z rządem, to trudno się dziwić, że później do tych miast nie będą trafiać wielkie inwestycje rządowe”.

Werbalnie może tak, ale w warstwie wykonawczej pan Bielan powiedział to, co myśli i widzi. Dziś każda decyzja rządu w stosunku do miast podejmowana jest zgodnie z kluczem politycznym.

Ja tak tego nie odbierałem, choć wówczas jako Białystok też nic specjalnie od rządu nie dostawaliśmy. Tyle że wtedy decydowały regionalizmy, wygrywał ten, kto był silniejszy. A że nasz region jest dosyć słaby, ma mało posłów, to przebicie mieliśmy również słabe.

To są tezy do dyskusji, one są konsultowane teraz na poziomie powiatów. Będziemy wsłuchiwać się w głosy krytyczne, te tezy na pewno ulegną pewnej transformacji i złagodzeniu. Finalne brzmienie poznamy 31 sierpnia.

Większej bzdury nie słyszałem. Tam nie ma żadnych pokus tego typu. Jeden z najdalej posuniętych postulatów – likwidacja funkcji wojewody – w dalszym ciągu pozostawia nadzór nad samorządami w rękach państwa.

Tę rolę mogłyby przejąć np. terenowe jednostki biur prawnych premiera. W tej chwili wojewoda, poza piękną nazwą, nie dysponuje żadnymi własnymi dochodami, jest tylko administratorem państwowych pieniędzy, a z dotychczasowej władzy pozostał mu jedynie nadzór nad samorządami. Nasz postulat miał bardziej charakter semantyczny, chodziło raczej o osłabienie historycznego znaczenia wojewody, a nie likwidację samej funkcji.

Być może więc ten podpunkt zostanie przeformułowany, to najdalej idący postulat. Nie upierałbym się do końca, by on się ostał, ale wszystko zależy od przebiegu konsultacji.

Trudno powiedzieć, nie ma tu ciała wiodącego, będziemy działać w sposób konsensualny, rozmawiać w ramach korporacji samorządowych i zobaczymy, jaki będzie efekt tych konsultacji.

Dzisiaj nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie tego proponował. To byłoby polityczne samobójstwo. Naszą tezę należy rozumieć w ten sposób, że jeśli już jesteśmy odpowiedzialni za jakieś podatki, np. od nieruchomości, to być może ustawowe widełki są niepotrzebne. Nie chodzi o podwyższanie tych podatków, bo niektóre samorządy być może chciałyby te podatki obniżyć. Dziś zakres władztwa samorządów nad sferą podatkową jest marginalny. A chodzi o to, by Polska była prawdziwie samorządna.

Tezy skierujemy do wszystkich partii politycznych, wówczas samorządowcy zobaczą, kto ich popiera.

Wiemy o tym, ale nie musimy o tym głośno mówić. Jesteśmy otwarci na wszystkie środowiska polityczne.

Podobno szef ZMP Zygmunt Frankiewicz przygotowanych ma ok. 30 nazwisk na wybory do Senatu. Jeśli chodzi o wybory do Sejmu, to tu nie spodziewam się wielu chętnych. Przy obecnych sondażach i w sytuacji dostania się włodarza do Sejmu, do miasta mógłby przyjść komisarz z PiS. To oznaczałoby oddanie miasta walkowerem. Dlatego nie ma nawet specjalnych nacisków, by tacy samorządowcy startowali. Zresztą nie widzę też jakiegoś specjalnego entuzjazmu. Mówi się o starcie takich samorządowców jak Wadim Tyszkiewicz z Nowej Soli, Jacek Karnowski z Sopotu czy były burmistrz Kołobrzegu Janusz Gromek. U mnie sytuacja jest nieco inna, bo syn jest posłem i zapewne będzie startował. W tym samym okręgu dwóch Truskolaskich nie wchodzi w rachubę. Myślę, że ze strony samorządów w wyborach częściej startować będą np. radni sejmikowi aniżeli wójtowie, burmistrzowie czy prezydenci miast.

>>> Czytaj też: Czy PO popełniło wielki błąd, popierając kartę LGBT+? [OPINIA]

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj