"Bild": Niemieccy politycy nie potrafią odpowiednio reagować na zbrodnie popełniane przez migrantów

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
4 sierpnia 2019, 10:45
Widok na Berlin
Widok na Berlin/ShutterStock
"Bild am Sonntag" - magazynowe wydanie tabloidu "Bild" ukazujące się w niedzielę - ostro krytykuje reakcje polityków zarówno prawicy, jak i lewicy na zbrodnie popełniane przez migrantów. Jedni generalizują, drudzy udają, że problemu nie ma - zauważa gazeta.

"Zabójca wepchnął dziecko pod pociąg we Frankfurcie. Inny zamordował mieczem swoją ofiarę w Stuttgarcie. Dwie bestialskie zbrodnie w jednym tygodniu popełnione przez migrantów" - przypomina "" wydarzenia z mijającego tygodnia i opisuje reakcje polityków.

"Nagonka ze strony (frakcji prawicowo-populistycznej Alternatywy dla Niemiec) jest nieznośna. Posłowie do Bundestagu, demokratycznie wybrani przedstawiciele partii czynią (kanclerz Niemiec Angelę) Merkel osobiście odpowiedzialną za śmierć i cierpienie. Przeklinają dzień jej narodzin. Totalne dno - podsumowuje niemiecka bulwarówka. - Identycznie załgane i niebezpieczne jest jednak nieprzyjmowanie prawdy do wiadomości po lewej stronie".

Według lewicowych ugrupowań - jak pisze "BamS" - są to tylko jednostkowe przypadki. "Nie wolno z nich wyciągać zbyt daleko idących wniosków. Szczególnie wysoki odsetek przestępstw popełnianych przez migrantów? Nic takiego nie ma" - drwiąco relacjonuje narrację lewicy "BamS".

"Spójrzmy prawdzie w oczy, nawet jeśli jest bolesna. Takie przestępstwa, jak rozboje, włamania i gwałty są popełniane przez niemal taką samą liczbę migrantów, co Niemców. Mimo, że tych pierwszych mieszka w RFN wielokrotnie mniej" - konstatuje komentator tabloidu Kayhan Oezgenc.

"Faktem jest też to, że w niektórych dzielnicach naszych miast, to arabskie klany ustanawiają i egzekwują prawo. Nie możemy tego tolerować" - zaznacza publicysta i przypomina swoją osobistą historię. Jego ojciec przyjechał do Niemiec w latach 60. jako "gastarbeiter" z Turcji. RFN była ziemią obiecaną, szansą na lepsze życie. Chciał, żeby jego dzieci jak najlepiej się zintegrowały.

"Migranci-bandyci szkodzą większości przybyszy, którzy ten kraj kochają" - puentuje Oezgenc.

W mijającym tygodniu doszło do dwóch szokujących morderstw w Niemczech. W poniedziałek 40-letni Erytrejczyk wepchnął na dworcu we Frankfurcie pod nadjeżdżający pociąg matkę z dzieckiem. Kobieta zdołała się uratować, ale jej 8-letni syn zginął na miejscu.

Z kolei w środę 28-letni Palestyńczyk z Jordanii na jednym z osiedli w Stuttgarcie zabił samurajskim mieczem byłego współlokatora. Świadkiem makabrycznej zbrodni - oprócz okolicznych mieszkańców - była też 11-letnia córka ofiary. Zabójca dostał się do Niemiec w 2015 roku, podając się za Syryjczyka i wystąpił o ochronę międzynarodową. Jako obywatel Jordanii prawie na pewno nie dostałby azylu; był notowany przez policję, a w listopadzie ub.r. został wystawiony nakaz jego aresztowania.

Liczne kontrowersje wzbudziło relacjonowanie tego drugiego przypadku przez niemieckie media publiczne. Wiadomość nie trafiła w środę do serwisów wiadomości telewizji ARD i radia Deutschalndfunk. Rozgłośnia tłumaczyła się, że była to wiadomość lokalna, nie mająca większego znaczenia społecznego.

"To nowa rubryka w państwowych mediach: Dlaczego nie informujemy o wydarzeniu?" - drwił na Twitterze medioznawca z Uniwersytetu Technicznego w Berlinie Norbert Bolz.

>>> Czytaj też: Rozstrzeliwanie biedy. Czy interwencje zbrojne USA rozwijają państwa "bronione"?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Tematy: Niemcyświat
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj