Forsal logo

Upiorna epidemia rozlewa się po całej Polsce. Jest źle, będzie jeszcze gorzej

Ten tekst przeczytasz w 8 minut
dzisiaj, 06:36
Upiorna epidemia rozlewa się po całej Polsce. Jest źle, będzie jeszcze gorzej
Upiorna epidemia rozlewa się po całej Polsce. Jest źle, będzie jeszcze gorzej/Shutterstock
W poniedziałkowe poranki Karolina długo patrzyła w sufit, zanim wstał z łóżka. Nie była chora, nie miała gorączki. Po prostu nie miała już siły. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej brała na siebie kolejne zadania, odbierała po pracy maile i telefony, bez problemu zgadzała się na dodatkowe projekty. Dzisiaj sama myśl o poniedziałku wywołuje u niej odruch wymiotny.– Zaczęłam się bać własnej pracy – mówi. I nie jest wyjątkiem. Wypalenie zawodowe stało się cichą epidemią i dotyka już ponad 70 procent Polaków. Psycholodzy biją na larm. Jest źle, może być jeszcze gorzej.

Praca, która kiedyś dawała satysfakcję, zaczęła odbierać siły

– Na początku wydawało mi się, że po prostu mam intensywny czas w pracy. Każdy tak czasem ma. Brałam dodatkowe zadania, zostawałam dłużej, odpisywałam na wiadomości wieczorami. Byłam przekonana, że jak się jeszcze trochę postaram, wszystko się uspokoi – opowiada Karolina.

Nie uspokoiło się. Terminy zaczęły się nakładać, telefon praktycznie nie przestawał dzwonić, a odpoczynek stał się czymś, na co trzeba było znaleźć czas pomiędzy kolejnymi obowiązkami. – Najgorsze było to, że przestałam czerpać z pracy jakąkolwiek przyjemność. Rano budziłam się już zmęczona. W niedzielę wieczorem zaczynałam myśleć o poniedziałku i czułam ścisk w żołądku. W pewnym momencie dotarło do mnie, że nie jestem po prostu zmęczona. Ja naprawdę nie mam już siły więcej z siebie dawać - mówi.

Wypalenie zawodowe nie jest już problemem kojarzonym wyłącznie z menedżerami pracującymi po kilkanaście godzin dziennie. Coraz częściej dotyka również młodszych pracowników, którzy dopiero kilka lat temu zaczynali karierę z przekonaniem, że praca będzie źródłem rozwoju i satysfakcji. Dziś wielu z nich funkcjonuje przede wszystkim od weekendu do weekendu.

Statystyki pokazują skalę problemu

Z raportu pracowni UCE Research i platformy ePsycholodzy „Polacy na granicy wypalenia zawodowego” wynika, że aż 78,3 proc. aktywnych zawodowo Polaków ma co najmniej jeden objaw wypalenia zawodowego. Jeszcze trzy lata temu było to 65,3 proc.

Najczęściej badani wskazywali na długotrwałe zmęczenie lub brak energii. Taki objaw zgłosiło 43,4 proc. respondentów. Kolejne były brak satysfakcji z pracy – 25,2 proc., dystans wobec wykonywanych obowiązków – 20,8 proc., rozdrażnienie i niechęć – 20,6 proc. oraz spadek wydajności – 20,1 proc. – Ludzie coraz bardziej martwią się o swoją stabilność finansową i przyszłość – komentuje Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.

Jego współpracownik Michał Pajdak zwraca uwagę, że problem może się jeszcze pogłębiać. Presja związana z pracą, niepewność i obawy o przyszłość powodują, że coraz więcej osób funkcjonuje przez długi czas na granicy swoich możliwości.

Organizm wcześniej czy później upomni się o odpoczynek

Psycholog Bogdan Kajzer zwraca uwagę, że wypalenie nie pojawia się nagle. Organizm przez długi czas wysyła sygnały ostrzegawcze, które często są ignorowane. – Kiedy ciało daje pierwsze sygnały, ludzie często je bagatelizują: ból głowy, napięcie w karku, bezsenność. A potem nagle przychodzi moment, że nie są w stanie wstać z łóżka. Dosłownie. To nie lenistwo, tylko wyczerpanie systemu – mówi.

Lekarka jednej z krakowskich przychodni przyznaje, że coraz częściej spotyka pacjentów, którzy nie potrafią już normalnie funkcjonować w pracy. – Słyszę wtedy: „Nic mi nie dolega, ale nie jestem w stanie pracować”. To błaganie o zwolnienie, byleby odpocząć. A ja daję to L4, choć wiem, że to tylko plaster. Mówię: „Proszę iść do psychologa”. Bo to nie ciało się buntuje, tylko psychika – tłumaczy.

Bogdan Kajzer podkreśla, że między pierwszymi sygnałami a całkowitym wyczerpaniem może minąć wiele miesięcy. – Wypalenie nie przychodzi z dnia na dzień. Najpierw człowiek myśli, że to tylko gorszy tydzień. Potem gorszy miesiąc. Aż w końcu całe życie zamienia się w przetrwanie – dodaje.

Wypalenie odbiera nie tylko chęć do pracy

Problem nie kończy się na niechęci do wykonywania zawodowych obowiązków. W zaawansowanym stadium wypalenie może sprawić, że człowiek przestaje cieszyć się także tym, co wcześniej było dla niego ważne. – Przychodzą ludzie i mówią: „Nie chce mi się nawet marzyć”. To najgorszy moment, bo wtedy wypalenie zabiera radość, pasję, relacje. Zostawia pustkę – mówi Kajzer.

Karolina przyznaje, że długo nie potrafiła odpoczywać. Nawet kiedy miała wolne, myślami wciąż pozostawała w pracy. – Zaczęłam od najprostszych rzeczy. Wyłączyłam powiadomienia, przestałam sprawdzać pocztę wieczorem, wychodziłam na spacer bez telefonu. Na początku miałam wyrzuty sumienia. Wydawało mi się, że coś mnie ominie, że ktoś będzie miał do mnie pretensje. Nic takiego się nie stało. Dopiero wtedy zrozumiałam, jak bardzo byłam zmęczona – mówi.

Psycholodzy podkreślają, że wypalenie zawodowe nie powinno być traktowane jako oznaka słabości czy braku odporności. – Człowiek nie jest robotem. Jeśli przez lata działa na pełnych obrotach, coś musi się zatrzeć – dodaje Bogdan Kajzer.

Pracodawcy muszą przygotować się na poważny problem

Rosnąca skala wypalenia zawodowego może wkrótce mocno odbić się także na firmach. Michał Pajdak z platformy ePsycholodzy.pl ostrzega przed konsekwencjami, które mogą być coraz bardziej widoczne na rynku pracy. – Wkrótce pracodawcy będą musieli mierzyć się z nowym zagrożeniem – rosnącą absencją i rotacją pracowników, a także spadkiem produktywności – mówi.

Mateusz Żydek z firmy Randstad zwraca uwagę przede wszystkim na pogłębianie się problemu wypalenia. – Dynamiczna sytuacja gospodarcza, niestabilność zatrudnienia i praca zdalna sprawiają, że pracownicy czują się samotni. W rozproszonych zespołach trudniej zauważyć, że ktoś już nie daje rady – mówi ekspert.

Z kolei Monika Sońta z Akademii Leona Koźmińskiego uważa, że firmy powinny odpowiednio kształtować kulturę organizacyjną, aby pracownik miał możliwość uzyskania pomocy, kiedy pojawiają się problemy. – Coraz więcej firm wprowadza programy dbania o zdrowie psychiczne, ale to wciąż kropla w morzu potrzeb – wskazuje.

Powiedzenie „nie daję rady” nadal wymaga odwagi

O zdrowiu psychicznym mówi się dziś znacznie więcej niż jeszcze kilka lat temu. W wielu miejscach pracy nadal jednak trudno otwarcie przyznać, że zawodowa presja zaczyna przerastać pracownika. – Postęp idzie z rozwojem gospodarczym. Coraz więcej mówimy o zdrowiu fizycznym, ale teraz przychodzi czas na zdrowie psychiczne – mówi menedżerka jednej z krakowskich korporacji.

Jak dodaje, problemem wciąż pozostaje wstyd. – Tylko że wciąż jest to temat wstydliwy. Trzeba odwagi, żeby powiedzieć przełożonemu: „Nie wyrabiam”. I empatii, by ten przełożony potrafił to usłyszeć.

Jej zdaniem przełożeni powinni także zwracać uwagę na zmiany w zachowaniu pracowników. – Powinna mu się zapalić czerwona lampka, gdy widzi, że pracownik, który zawsze był pełen energii, nagle robi się drażliwy i bez pomysłów. Ta zmiana podejścia dopiero przed nami – dodaje.

Polacy należą do najbardziej zapracowanych w Unii Europejskiej

Skala problemu nie powinna dziwić, jeśli spojrzymy na dane dotyczące czasu pracy. Według danych Eurostatu Polacy pracują średnio 40,5 godziny tygodniowo. To jeden z najwyższych wyników w całej Unii Europejskiej – więcej pracują tylko Grecy. Z kolei z raportu enel-med „Łączy nas zdrowie” wynika, że tylko co trzeci Polak nie pracuje po godzinach. Wieczory, weekendy i urlopy nie są czasem wolnym dla 56 proc. pracowników, niezależnie od ich wieku.

To oznacza, że dla wielu osób granica między pracą a życiem prywatnym praktycznie przestała istnieć. – Przepracowanie to prosta droga do wypalenia. Najpierw zniechęcenie, potem bezradność, a w końcu depresja – ostrzega psycholog Bogdan Kajzer. – Katastrofa zaczyna się wtedy, gdy człowiek ma poczucie, że kompletnie sobie nie radzi.

Czy można dostać L4 z powodu wypalenia zawodowego?

Wypalenie zawodowe zostało przez Światową Organizację Zdrowia uznane za zjawisko ujęte w Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób. Nie oznacza to jednak, że w Polsce można otrzymać zwolnienie lekarskie wyłącznie z powodu wypalenia zawodowego. – Niewprowadzenie wypalenia zawodowego do katalogu chorób nie oznacza, że nie da się uzyskać zwolnienia z powodu problemów psychicznych związanych z pracą, wskazują eksperci, ale to lekarz decyduje, jak zakwalifikować schorzenie. Oznacza to, że może wystawić zwolnienie, jeżeli stan zdrowia pacjenta rzeczywiście uzasadnia czasową niezdolność do pracy. Samo określenie „wypalenie zawodowe” nie jest jednak podstawą do automatycznego otrzymania L4.

Zakład Ubezpieczeń Społecznych przypomina jednocześnie, że każde zwolnienie lekarskie może zostać skontrolowane. Zasiłek chorobowy przysługuje natomiast w przypadku choroby lub pobytu w szpitalu. – ZUS nie powinien akceptować zwolnień wystawianych na wypalenie zawodowe, jeśli nie jest ono chorobą w rozumieniu przepisów – wskazują prawnicy.

Prawie połowa Polaków chciałaby pójść na zwolnienie

Skala zmęczenia pracą znajduje odzwierciedlenie również w badaniach dotyczących zwolnień lekarskich. Z sondażu UCE Research wynika, że 47,7 proc. Polaków poszłoby na zwolnienie z powodu wypalenia zawodowego, gdyby mieli taką możliwość. Przeciwnego zdania jest 26 proc. respondentów. – To znak czasów, w których wszystko ma być „na wczoraj” – komentuje Piotr Wielgomas z firmy Bigram. – W takich warunkach zdrowie psychiczne towarem deficytowym.

Michał Pajdak zwraca uwagę, że nawet brak możliwości wystawienia L4 bezpośrednio z powodu wypalenia nie rozwiązuje problemu. – Choć nie ma L4 na wypalenie, koszty dla pracodawców i tak będą rosły. Spadek efektywności, konflikty, rotacje. I narastająca frustracja pracowników, którzy błagają lekarzy o zwolnienia „na cokolwiek”, byle odpocząć – zauważa.

To już nie tylko problem pojedynczych pracowników

Wypalenia zawodowego nie można sprowadzać do chwilowego zmęczenia po trudnym tygodniu czy kilku bardziej stresujących miesiącach. Problem staje się coraz powszechniejszy i dotyczy kolejnych grup pracowników.

Karolina dziś inaczej patrzy na swoją pracę. Wie już, że nie jest w stanie bez końca funkcjonować na najwyższych obrotach. – Długo myślałam, że muszę być dostępna cały czas. Że jeśli odmówię, ktoś uzna mnie za słabą albo niezaangażowaną. Dzisiaj wiem, że nie warto płacić własnym zdrowiem za przekonanie, że trzeba być najlepszym za wszelką cenę – mówi.

Psycholodzy ostrzegają, że jeżeli problem będzie nadal ignorowany, kolejne statystyki mogą być jeszcze bardziej niepokojące. Wypalenie zawodowe przestaje być bowiem indywidualnym problemem pracownika. Coraz wyraźniej staje się problemem całego rynku pracy – pracowników, pracodawców i systemu ochrony zdrowia.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Jagienka Michalik
Jagienka Michalik

Absolwentka politologii i dziennikarstwa na  Uniwersytecie Jagiellońskim, także PR-owiec.  Przez blisko dziesięć lat jej pasją było radio, gdzie prowadziła audycje i robiła reportaże,  ostatecznie zwyciężyła magia mediów  internetowych. Bliskie są jej tematy związane z rynkiem pracy i przedsiębiorczością. Lubi rozmawiać z ludźmi i opisywać ich historie, także  te biznesowe, prowadzące do sukcesu. Prywatnie wielbicielka psów i kotów, górskich wędrówek, jazdy na nartach i podróży w miejsca nieoczywiste. 

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraTrzeba wypłacać pieniądze z kont. Apelują o to... banki. Musimy szykować się najczarniejszy scenariusz »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj