Gigantyczne opóźnienia na kolei
W ciągu kilku dni doszło do podobnych zdarzeń. Kierowcy pojazdów, głównie ciężarowych, nielegalnie wjeżdżali na przejazdy kolejowe, co doprowadzało do zderzeń z pociągami. W środę, ok. godz. 11:25, w Sokolnikach Suchych (na Mazowszu) doszło do katastrofy.
Ciężarówka miała wjechać tuż przed pociąg Intercity „Koziołek”, który jechał z prędkością 117 km/h. W wyniku zdarzenia wiele osób zostało poszkodowanych, a jedna zmarła. Związek Zawodowy Maszynistów stwierdził, że to efekt zaniedbań. Zdecydował się na protest.
Maszyniści strajkują. Jeżdżą 20 km/h
Rada Związku Zawodowego Maszynistów jednogłośnie zdecydowała o rozpoczęciu strajku. 11 września (pierwotnie) przez cały dzień wszyscy maszyniści mieli przejeżdżać przez przejazdy kolejowo-drogowe z prędkością do 20 km/h.
„Wobec drastycznie pogarszającego się stanu bezpieczeństwa na przejazdach kolejowo-drogowych oraz kolejnych poważnych wypadków zagrażających życiu i zdrowiu maszynistów, pracowników kolei i pasażerów (zdecydowano się na protest – red.)”
Sytuacja jest na tyle poważna, że np. na trasie Warszawa–Poznań jest ponad sto przejazdów. Czas podróży wydłuża się z 2:30 do ok. 6 godzin. Co więcej, jedno opóźnienie na trasie „hamuje” pozostałe pociągi, a także wpływa na połączenie powrotne. Jak mówił wiceminister Piotr Malepszak, „rozsypuje się cała układanka”.
Rozmowy ostatniej szansy i start protestu
Niemal w ostatniej chwili, po rozmowach Malepszaka i ministra Dariusza Klimczaka, kolejarze zdecydowali się nieco złagodzić protest. Potrwa do godz. 12. Jednak jego efekty pasażerowie będą odczuwali przez cały dzień, ze względu na opisywaną powyżej „układankę”.
„Informujemy, że realizacja tych działań (protestu – red.) może przyczynić się do powstania znaczących opóźnień pociągów pasażerskich w dniach 11–12 września, zarówno w ruchu lokalnym, jak i dalekobieżnym. Działania takie mogą wpłynąć na dużą dezorganizację realizacji rozkładów jazdy oraz utrudnić podróżowanie koleją setkom tysięcy pasażerów” – informuje w komunikacie PLK SA, czyli zarządca sieci kolejowej.
Z kolei Intercity uruchomiło transport autobusowy w miejscach, gdzie z powodu protestu przejazd pociągiem nie będzie możliwy. Poza tym bilety na 11 września mogą być zwracane bez opłat, a na głównych stacjach pojawią się informatorzy.
Uzgodniono też wzajemne honorowanie biletów ze wszystkimi przewoźnikami w Polsce. Nie jest planowane odwołanie pociągów.
Co dzieje się od rana?
Jak podaje Intercity, do godz. 6:46 uruchomiono 140 pociągów, z których 47 notuje opóźnienia. Średnio wynoszą one 26 min, ale łączny czas opóźnień to już 1225 min.
Obecnie, na stcji Warszawa Zachodnia, największe opóźnienie pociągu Polregio „Mały Powstaniec” na trasie z Łodzi wynosi 51 min. To jednak niewiele w porównaniu z innymi stacjami. Najbardziej – jak na razie – protest odczuwają pasażerowie pociągu Baltic Express (Intercity), który wyruszył wczoraj o godz. 21:59 z Gdyni Głównej. We Wrocławiu ma już 193 minuty (!) opóźnienia, czyli ponad trzy godziny.
Aż 181 minut opóźnienia (dla stacji Poznań) ma też IC Podhalanin, który wyjechał wczoraj wieczorem z Zakopanego. Podobne opóźnienie (169 min) ma też IC Przemyślanin, który nie może wystartować z Poznania ze względu na tamto opóźnienie.
Redaktor Forsal.pl, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizuje się w tematach związanych z inwestycjami oraz transportem. Od lat obserwuje wielkie budowy, opisuje rynek nieruchomości, a także zawiłości systemu transportowego.
Autor reportażu "Żarnowiec. Sen o polskiej elektrowni jądrowej" nagrodzony Grand Press 2023 w kategorii książka reporterska roku. Finalista m.in. Pomorskiej Nagrody Literackiej oraz konkursu dziennikarskiego "Biały Kruk".
