Coraz więcej czołowych ekonomistów oraz instytucji finansowych, m.in. Ray Dalio z Bridgewater Associates, Goldman Sachs, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, a ostatnio Bank Anglii, porównuje obecną gorączkę wokół sztucznej inteligencji (AI) do mechanizmów, które wywołały wielkie globalne kryzysy w 1929 oraz 2008 roku.
Pierwszy z kryzysów z dnia na dzień zrujnował 90 procent ludzi w Ameryce i błyskawicznie rozlał się na Europę, prowadząc do gospodarczej i społecznej katastrofy, która dała władzę skrajnej prawicy, na czele z Mussolinim i Hitlerem; dekadę później świat pogrążył się w najtragiczniejszej z wojen. Światowy kryzys finansowy z 2008 r. również katastrofalnie pogorszył warunki życia setek milionów ludzi na całym świecie. W samych Stanach Zjednoczonych gospodarstwa domowe straciły w kilka miesięcy majątek wart… 16 BILIONÓW dolarów. To równowartość aktualnych piętnastu PKB Polski – dwudziestej gospodarki świata. Amerykański krach również, niczym tsunami, spustoszył Europę: aby ratować upadające banki komercyjne, „zbyt duże, by upaść”, rządy państw europejskich przejęły ich toksyczne długi. Doprowadziło to do gigantycznego kryzysu zadłużenia państwowego, recesji, a potem długotrwałego zatrzymania wzrostu gospodarczego. Społeczeństwa Europy musiały się zmierzyć z katastrofalnym kryzysem mieszkaniowym (miliony ludzi straciło mieszkania, za które zapłacili zaciągając długoletnie kredyty), brutalną redukcją emerytur oraz płac w budżetówce, zamrożeniem zasiłków socjalnych, a przede wszystkim drastycznym obniżeniem nakładów na kluczowe usługi publiczne: ochronę zdrowia i edukację; doszło do wzrostu ubóstwa i pogłębienia nierówności.
Kryzys 2008 roku zrodził największe od II wojny światowej masowe poczucie niesprawiedliwości – obywatele państw Zachodu dostrzegli, że rządy ratowały miliardami dolarów instytucje finansowe, które ów krach wywołały, zaś koszty tego ratowania ponieśli zwykli ludzie. Frustracja społeczna twa do dziś: zaufanie do tradycyjnych elit politycznych i ekonomicznych legło w gruzach, co po raz kolejny otworzyło drogę, a właściwie autostradę do władzy wszelkiej maści populistom, w tym skrajnej lewicy i skrajnej prawicy. Efektem jest niespotykana od dekad polaryzacja zachodnich społeczeństw - wzmacniana jeszcze przez algorytmy bóg techów z tej prostej przyczyny, że podziały lepiej angażują użytkowników, a więc pozwalają zarobić jeszcze więcej pieniędzy.
Brexit był w dużej mierze efektem tych procesów. Podobnie – sukcesy Trumpa. W kontynentalnej Europie notujemy wzrost popularności różnej maści klonów jego ruchu MAGA oraz formacji jawnie odwołujących się do haseł i idei skrajnych ugrupowań z lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku.
Istnieje wspólny mianownik kryzysów z 1929 i 2008 roku oraz tego, który rozwija się na świecie obecnie: jest nim chciwość garstki cwaniaków przedstawiających się - skutecznie – masom jako „wolnościowcy”, czyli piewcy niczym nie skrępowanego „wolnego rynku”, a tak naprawdę wolnej amerykanki – dzikiego kapitalizmu, w którym to ta garstka zyskuje, a cała reszta ciężkich frajerów dramatycznie traci. Koszmarny paradoks całej sytuacji polega na tym, że każdorazowo ci, którzy mają tutaj najwięcej do stracenia, najżarliwiej wspierają swoich katów – chcąc widzieć w nich zbawców.
Mechanizmy globalnych kryzysów są zaskakująco podobne. Co nam to mówi o erze sztucznej inteligencji?
Na przełomie lat 2025 i 2026 roku wskaźnik CAPE - odzwierciedlający relację wycen topowych giełdowych firm do realnych zysków tychże – osiągnął poziomy wyższe niż przed krachem w 1929 roku i przed kryzysem w 2008 roku. Przedstawiciele bóg techów i eksperci związani z rozwojem sztucznej inteligencji przekonują, że nie da się porównywać „starej gospodarki” z cyfrową: o ile maszyna parowa pozwoliła ludzkości przeskoczyć epokę, o tyle AI ma potencjał przeskakiwania wielu epok na raz – dlatego jej wyceny są uzasadnione. Wymienieni na wstępie eksperci podkreślają, że choć technologia jest faktycznie przełomowa i niesie w sobie obietnicę nowej skokowej zmiany, to psychologia tłumu i struktura finansowania inwestycji nie uległy zmianie. A to oznacza, że grozi nam kolejny globalny kryzys – oparty na tych samych mechanizmach, co zawsze. Jakich?
Dla niedowiarków przygotowałem uproszczone, ale dzięki temu czytelne i dające do myślenia porównanie mechanizmów kryzysowych.
Mechanizm kryzysowy | Wielki Kryzys (1929) | Kryzys Finansowy (2008) | Obecna sytuacja (Bańka AI) |
Główna bańka spekulacyjna | Gwałtownie rosnące ceny akcji na Wall Street, oderwane od realnej wartości firm. | Sztucznie napompowane ceny nieruchomości w USA (tzw. bańka mieszkaniowa). | Skrajna koncentracja wycen spółek technologicznych (wycena Nvidii siąga 5 bilionów USD, Space X Muska – ponad 2 bln, a opiera się wyłącznie na wierze w wizję lidera i przyszłe przychody z nowych technologii) |
Rola długu (lewarowanie) | Masowe kupowanie akcji na kredyt: wystarczyło wnieść 10 proc. wkładu własnego – buying on margin. | Masowe udzielanie ryzykownych kredytów hipotecznych (tzw. subprime) osobom bez zdolności kredytowej. | Ogromne finansowanie dłużne inwestycji infrastrukturalnych. Koncerny technologiczne masowo emitują obligacje korporacyjne (ponad 100 mld USD na kwartał) na budowę centrów danych i zakup procesorów, generując ujemne wolne przepływy pieniężne. |
Innowacje finansowe i brak przejrzystości | Nowe formy trustów inwestycyjnych maskujące realne ryzyko i sztucznie podbijające popyt. | Tworzenie skomplikowanych instrumentów pochodnych (np. CDO) pakujących „toksyczne” kredyty w pakiety AAA. | Finansowanie kołowe (circular financing) i nieprzejrzyste umowy. Wielkie korporacje inwestują miliardy w startupy AI, które zaraz wydają te same pieniądze na usługi chmurowe u swoich inwestorów, sztucznie pompując przychody gigantów. |
Punkt zwrotny/zapalny | „Czarny Czwartek” (24 października 1929) i paniczna wyprzedaż akcji. | Upadek gigantycznego banku inwestycyjnego Lehman Brothers (15 września 2008). | Brak rentowności komercyjnej (brak ROI). Sektor generuje setki miliardów kosztów (Capex), przynosząc ułamek tego w przychodach. Zapłonem może być moment, w którym inwestorzy masowo uświadomią sobie, że 95 proc. biznesowych wdrożeń AI nie przynosi zysków. |
Efekt domina i panika | Masowe wypłaty depozytów przez obywateli prowadzące do bankructw tysięcy banków komercyjnych. | Paraliż shadow banking (systemu pośrednictwa poza regulacjami) i wstrzymanie pożyczek między bankami ze strachu przed toksycznymi aktywami. | Zainfekowanie funduszy emerytalnych i banków. Istnieje domniemanie, że giełdowe debiuty (IPO) gigantów AI mają na celu przerzucenie ryzyka z funduszy Venture Capital na inwestorów indywidualnych i publiczne plany emerytalne. |
Co wiemy o Wielkim Kryzysie i jaka z niego płynie nauka w erze sztucznej inteligencji?
Główną i bezpośrednią przyczyną wybuchu Wielkiego Kryzysu był krach na nowojorskiej giełdzie papierów wartościowych, który rozpoczął się w tzw. czarny czwartek, 24 października 1929 roku. Katastrofa ta była jednak efektem głębszych, narastających przez całe lata 20., problemów strukturalnych w gospodarce USA i świata. Oto one:
1. Spekulacja giełdowa i bańka finansowa
- Kupowanie akcji na kredyt (tzw. buying on margin): W latach 20. inwestorzy mogli kupować akcje, wpłacając zaledwie 10 proc. ich realnej wartości w gotówce, a resztę finansując pożyczką z banku. Gdy ceny zaczęły spadać, inwestorzy masowo zbankrutowali, nie będąc w stanie spłacić długów.
- Sztucznie napompowane ceny: Wiara w niekończący się wzrost gospodarczy sprawiła, że ceny akcji całkowicie oderwały się od realnej wartości i zysków przedsiębiorstw.
2. Sektor bankowy i brak kontroli
- Powszechny brak regulacji: Banki komercyjne bez przeszkód angażowały się w ryzykowne spekulacje giełdowe, obracając pieniędzmi swoich depozytariuszy.
- Panika bankowa (tzw. bank runs): System bankowy nie posiadał państwowych gwarancji depozytów. Gdy po krachu spanikowani ludzie ruszyli masowo wypłacać oszczędności, tysiące banków ogłosiło upadłość, co doprowadziło do paraliżu finansowego kraju.
3. Nadprodukcja i nierówności społeczne
- Kryzys w rolnictwie: Po zakończeniu I wojny światowej popyt w Europie na amerykańskie produkty rolne drastycznie spadł. Ceny żywności gwałtownie zanurkowały, przez co farmerzy nie mogli spłacić kredytów na modernizację.
- Nadprodukcja przemysłowa: Nowe technologie (np. linia montażowa Forda) pozwoliły na masową produkcję towarów (aut, AGD), ale zarobki robotników nie rosły, więc rynek szybko się nasycił i fabryki zostały z magazynami pełnymi towarów, co zmusiło je do zwalniania ludzi.
4. Błędy w polityce rządu i Rezerwy Federalnej
- Zła polityka monetarna Fed: amerykański bank centralny, zamiast ratować rynek płynnością finansową, dopuścił do drastycznego skurczenia się ilości pieniądza w obiegu i podniósł stopy procentowe, co dobiło zadłużone przedsiębiorstwa.
- Protekcjonizm i wojny celne: W 1930 roku USA wprowadziły ustawę celną Smoota-Hawleya, nakładającą gigantyczne cła na importowane towary. W odwecie inne państwa zamknęły swoje rynki dla towarów z USA, co całkowicie sparaliżowało handel międzynarodowy i rozlało kryzys na cały świat.
To była klasyczna pętlą sprzężenia zwrotnego — spadek cen i bezrobocie napędzały strach, przez co ludzie przestawali wydawać pieniądze, a to z kolei prowadziło do kolejnych zwolnień i upadłości firm. Choć wielki kryzys zrodził się w Nowym Jorku, uderzył w Europę z ogromną siłą ze względu na ścisłe powiązania finansowe. Amerykańskie banki, ratując się przed bankructwem, gwałtownie wycofały swoje kredyty z Europy, co uruchomiło lawinę gospodarczą, a w konsekwencji – całkowicie przemodelowało mapę polityczną Starego Kontynentu:
- Efekt domina w bankowości: Pierwszym epicentrum kryzysu w Europie stała się Austria. W maju 1931 roku upadł tam największy bank kredytowy – Creditanstalt. Wywołało to panikę w sąsiednich Niemczech i doprowadziło do załamania niemieckiego systemu bankowego.
- Gwałtowny wzrost bezrobocia: Produkcja przemysłowa w Europie drastycznie spadła. W Niemczech liczba bezrobotnych wzrosła do niemal 6 milionów ludzi (ok. 30 proc. zdolnych do pracy). Podobne wskaźniki notowano w Wielkiej Brytanii i Polsce.
- Załamanie handlu i hiperinflacja: Kraje europejskie, wzorem USA, zaczęły wprowadzać cła ochronne. Niemcy straciły rynki zbytu, a ich waluta straciła wartość. Państwa zmagające się z kryzysem (w tym Wielka Brytania) decydowały się na odejście od parytetu złota, co zdestabilizowało międzynarodowe finanse.
- Kryzys rolniczy na peryferiach: W krajach Europy Środkowo-Wschodniej (w tym w Polsce) nastąpił drastyczny spadek cen żywności. Rolnicy nie byli w stanie sprzedać swoich plonów za kwotę pozwalającą na opłacenie podatków, co doprowadziło do biedy na wsiach i tzw. nożyc cenowych.
Kryzys szybko wywołał skutki polityczne w Europie: gospodarcza katastrofa zniszczyła zaufanie obywateli do demokracji i kapitalizmu. Ludzie szukali radykalnych rozwiązań, co doprowadziło do fali autorytaryzmu i totalitaryzmu.
Kraj / Region | Przełożenie kryzysu gospodarczego na politykę |
Niemcy (Republika Weimarska) | Najważniejszy skutek polityczny. Kryzys zmiótł umiarkowane rządy. Adolf Hitler i partia NSDAP wykorzystali masowe bezrobocie, obiecując pracę, chleb i odbudowę potęgi. W efekcie w styczniu 1933 roku Hitler legalnie przejął władzę, co oznaczało koniec demokracji i początek III Rzeszy. |
Europa Środkowo-Wschodnia i Południowa | Nastąpił odwrót od demokracji parlamentarnej na rzecz rządów twardej ręki. Dyktatury i systemy autorytarne umocniły się lub powstały m.in. w Austrii (austrofaszyzm), Sanacja w Polsce zacieśniła kurs, a w Grecji, Rumunii i krajach bałtyckich władzę przejmowali autokraci. |
Francja i Wielka Brytania | Demokracje przetrwały, ale były skrajnie niestabilne. We Francji kryzys doprowadził do głębokiej polaryzacji społeczeństwa, walk ulicznych z faszyzującymi bojówkami i ostatecznie do dojścia do władzy lewicowego Frontu Ludowego (1936). |
Wzrost popularności komunizmu | Związek Sowiecki, odizolowany gospodarczo i realizujący planową industrializację, nie odczuł kryzysu giełdowego. Dla wielu robotników na Zachodzie stało się to złudnym dowodem na to, że Sowieci znaleźli remedium na umierający kapitalizm - drastycznie zwiększyło to poparcie dla partii komunistycznych w Europie. |
Wielki Kryzys zniszczył powojenny ład oparty na traktacie wersalskim i Lidze Narodów. Doprowadzając Hitlera do władzy i radykalizując nastroje w innych państwach, a w efekcie doprowadził do wybuchu II wojny światowej.
Czyja to była wina? Współcześni ekonomiści i historycy gospodarczy obarczają nią cały ówczesny system finansowy i brak regulacji, który pozwolił na to, by chciwość i spekulacja doprowadziły do katastrofy. Ale najbardziej winni byli:
Bankierzy inwestycyjni i maklerzy z Wall Street: To oni stworzyli mechanizmy, które zamieniły giełdę w kasyno. Kluczowe było wprowadzenie zakupu akcji na kredyt: maklerzy zachęcali przeciętnych Amerykanów do brania pożyczek na zakup akcji, obiecując zyski, które pokryją dług. Gdy rynek zaczął się chwiać, maklerzy masowo zażądali natychmiastowych spłat, co wywołało lawinową wyprzedaż i krach.
Zarządy wielkich banków komercyjnych: W latach 20. nie istniał rozdział między bezpieczną bankowością detaliczną (gdzie ludzie trzymali oszczędności życia) a ryzykowną bankowością inwestycyjną. Szefowie banków komercyjnych używali depozytów zwykłych obywateli, by grać na giełdzie lub udzielać ryzykownych pożyczek spekulantom.
Wielkie korporacje przemysłowe i trusty: W pogoni za maksymalizacją zysków giganci przemysłowi drastycznie zwiększali produkcję dzięki nowym technologiom, jednocześnie sztucznie zaniżając koszty pracy. Zyski transferowano do kieszeni właścicieli i na giełdę, zamiast podnosić pensje robotników. Doprowadziło to do sytuacji, w której wyprodukowano miliony towarów, których przeciętny Amerykanin nie miał już za co kupić (kryzys nadprodukcji).
ABSOLUTNIE KLUCZOWĄ ROLĘ ODEGRAŁA TU CHCIWOŚĆ, KTÓRA NIE NATRAFIŁA NA INSTYTUCJONALNE BARIERY.
Lata 20. w USA były erą tzw. dzikiego kapitalizmu (określanego mianem Roaring Twenties). Ówczesna doktryna polityczna zakładała, że rynek ureguluje się sam, a państwo powinno trzymać się od niego z daleka. Chciwość nie była hamowana przez prawo, co stworzyło idealne warunki do katastrofy. Brak barier instytucjonalnych objawiał się w trzech kluczowych obszarach:
Totalna samowola: banki mogły robić z pieniędzmi klientów niemal wszystko. Ponieważ nie istniały żadne państwowe gwarancje depozytów (dzisiejszy odpowiednik BFG w Polsce czy FDIC w USA), banki nie musiały utrzymywać bezpiecznych rezerw gotówkowych. Gdy chciwość zarządów doprowadziła do strat na giełdzie, banki po prostu bankrutowały, zostawiając miliony ludzi bez grosza przy duszy.
Brak nadzoru nad rynkiem finansowym: nie istniała wtedy instytucja taka jak dzisiejsza amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC). Rynek giełdowy był całkowicie nieprzejrzysty. Powszechnym zjawiskiem były manipulacje kursami akcji przez tzw. kombinaty spekulacyjne – grupy bogatych inwestorów, które sztucznie podbijały ceny mało wartościowych spółek, by sprzedać je z ogromnym zyskiem nieświadomym drobny inwestorom. Informacje poufne (insider trading) były wykorzystywane legalnie i bez karnie.
Bierność Rezerwy Federalnej (Fed): amerykański bank centralny, zamiast pełnić funkcję instytucji studzącej nastroje na przegrzanym rynku, przez lata utrzymywał bardzo niskie stopy procentowe. Ułatwiało to zaciąganie tanich kredytów na spekulacje, co pompowało bańkę. Kiedy Fed w końcu zareagował, zrobił to za późno i zbyt gwałtownie, dobijając rynek.
Chciwość jest stałym elementem natury ludzkiej i rynków, jednak Wielki Kryzys pokazał, co się dzieje, gdy ta chciwość dostaje do dyspozycji potężne narzędzia finansowe (lewarowanie, kredyty) przy całkowitym paraliżu i braku kontroli ze strony państwa. Lekcja ta była tak bolesna, że w latach 30. administracja Roosevelta musiała stworzyć od zera nowoczesny system regulacji finansowych.
Ale… W drugiej połowie XX wieku stare demony rzekomej „wolności”, czyli de facto nieskrępowanej chciwości, powróciły, by ten system zdemontować. Jaki był efekt?
Co wiemy o światowym kryzysie finansowym 2008 roku i jaka z niego płynie nauka w erze sztucznej inteligencji?
Po Wielkim Kryzysie w 1933 roku w USA wprowadzono ustawę Glass-Steagall, która wzniosła mur pomiędzy: bankowością detaliczną (która miała się poświęcić wyłącznie bezpiecznemu przyjmowaniu depozytów od obywateli, chronionemu dodatkowo gwarancjami państwa) a bankowością inwestycyjną (przewidującą ryzykowną grę na giełdzie, handel papierami wartościowymi, a finansowaną kapitałem własnym inwestorów).
Jednak w 1999 roku, za kadencji prezydenta Billa Clintona, uchwalono Gramm-Leach-Bliley Act, który oficjalnie zniósł te bariery, otwierając drogę do fuzji i powstania gigantycznych „supermarketów finansowych”. Chciwcy z Wall Street zabiegali o to od lat 70., a popierali ich neoliberalni ekonomiści - ideolodzy „wolności gospodarczej” optujący za gruntowną deregulacją.
Faktycznie, wąskie grupy inwestorów zaczęły zarabiać jak nigdy, kumulując gigantyczny kapitał, ale zniesienie tego podziału odegrało kluczową rolę w rozwoju kryzysu z 2008 roku – i to na trzy sposoby:
Doprowadziło do stworzenie instytucji „zbyt wielkich, by upaść” (Too Big to Fail): połączenie tradycyjnych banków z domami maklerskimi pozwoliło na powstanie potężnych konglomeratów (np. Citigroup). Instytucje te stały się tak ogromne i powiązane z całą gospodarką, że ich upadek groziłby natychmiastowym paraliżem kraju i krachem na skalę Wielkiego Kryzysu; aby temu zapobiec, rząd musiał ratować gigantów miliardami dolarów z kieszeni podatników.
Zakażenie depozytów ryzykiem giełdowym: kiedy banki inwestycyjne mogły legalnie łączyć się z komercyjnymi, miliardy dolarów z bezpiecznych depozytów zwykłych Amerykanów oraz tanie pożyczki z Rezerwy Federalnej stały się paliwem dla spekulacji. Banki zaczęły masowo skupować ryzykowne obligacje oparte na kredytach hipotecznych, szukając wyższych zysków. Zarabiali na tym – znów – nieliczni, przenosząc całe ryzyko swych spekulacji na masy.
Zmiana kultury bankowej: tradycyjna, raczej konserwatywna, kultura bankowości detalicznej została wyparta przez agresywną, nastawioną na gigantyczne krótkoterminowe premie kulturę bankierów inwestycyjnych. Przez to menedżerowie ignorowali ryzyko systemowe, wierząc, że zyski z toksycznych instrumentów pochodnych będą płynąć bez końca.
Choć ekonomiści spierają się, czy samo uchylenie prawa Glass-Steagall było bezpośrednią przyczyną katastrofy (część instytucji, które upadły najszybciej, jak Lehman Brothers czy Bear Stearns, działała głównie jako tradycyjne banki inwestycyjne), to większość badaczy zgadza się, że usunięcie tej bariery zniszczyło najważniejszy bezpiecznik stworzony po 1929 roku. Pozwoliło to chciwości zainfekować całą strukturę oszczędności obywateli i doprowadziło do rozlania się kryzysu z Wall Street na Main Street - czyli do realnej gospodarki.
Próbą reakcji na to była uchwalona w 2010 roku ustawa Dodd-Frank Act - najbardziej radykalna reforma sektora finansowego od czasów Wielkiego Kryzysu. Choć ustawodawcy zdecydowali, że całkowity powrót do historycznej ustawy Glass-Steagall i fizyczny podział banków nie są możliwe, Dodd-Frank podjął próbę ponownego wzniesienia barier regulacyjnych w celu odizolowania bezpiecznych depozytów obywateli od ryzykownych operacji spekulacyjnych. Banki komercyjne straciły m.in. prawo do używania własnych funduszy (w tym pieniędzy deponentów) do krótkoterminowych spekulacji akcjami, obligacjami, instrumentami pochodnymi (derywatami) czy opcjami w celu generowania zysku dla samej instytucji. Wolno im było dokonywać transakcji wyłącznie na bezpośrednie zlecenie i ryzyko klientów (np. jako animator rynku). Ustawa zakazała też bankom komercyjnym posiadania, sponsorowania lub wchodzenia w bliskie relacje kapitałowe z funduszami hedgingowymi (hedge funds) oraz funduszami private equity. Banki mogły zainwestować w nie maksymalnie do 3 proc. swoich kapitałów własnych, co miało odciąć Wall Street od drenowania bezpiecznych oszczędności.
Równocześnie pojawił się państwowy nadzór nad „zbyt wielkimi, by upaść” – służyło temu powołanie Rady ds. Monitorowania Stabilności Finansowej (FSOC). Największe banki zostały też zmuszone do przygotowania planów awaryjnych na wypadek bankructwa. Rządy zyskały instrumenty do kontrolowanego demontażu lub podziału giganta, bez konieczności ratowania go miliardami z kieszeni podatników. Połączone giganty bankowe musiały utrzymywać znacznie większe rezerwy gotówkowe (bufory bezpieczeństwa), co sprawiało, że agresywne inwestycje stawały się dla nich mniej opłacalne. Co istotne – uregulowany został także rynek instrumentów pochodnych (derywatów). Wzmocniono ochronę konsumenta, tworząc całkowicie nową agencję rządową – Biuro Ochrony Finansowej Konsumentów (CFPB) w celu ukrócenia drapieżnych praktyk bankowych, takich jak wciskanie skomplikowanych kredytów hipotecznych ludziom bez zdolności kredytowej.
Już w chwili wprowadzania tych regulacji trwała zmasowana kampania chciwców twierdzących, że wszelkie ograniczenia są „zamachem na wolność gospodarczą” i „będą krępować rozwój gospodarczy USA uderzając w konkurencyjność kraju w epoce ekspansji Chin”. W efekcie ustawa Dodd-Frank nie rozbiła fizycznie megabanków na małe, osobne podmioty detaliczne i inwestycyjne, jak Glass-Steagall w 1933 roku, lecz stworzyła prawny szlaban wewnątrz samych konglomeratów. Niebawem jednak szlaban ten zaczął być demontowany. Za pierwszej kadencji Trumpa część przepisów Dodd-Frank została mocno rozluźniona - co wywołuje w USA burzliwe spory ekonomistów. Dlaczego?
Ponieważ skutki kryzysu finansowego 2008 roku były katastrofalne i trwają do dziś w całym zachodnim świecie. Kryzys ten wywołał najgłębszą globalną recesję gospodarczą od czasów II wojny światowej. Załamanie na rynkach finansowych błyskawicznie uderzyło w realną gospodarkę, drastycznie pogarszając warunki życia setek milionów ludzi na całym świecie. Gwałtownie wzrosło bezrobocie, w wielu krajach do 25 proc., zaś wśród młodych (Hiszpania, Grecja) powyżej 50 proc. , w samych Stanach doszło do fali tzw. foreclosures – miliony rodzin straciły domy, które zostały przejęte przez banki, ponieważ wartość kredytów przewyższyła realną, drastycznie spadającą wartość nieruchomości. Podobny dramat dotknął mieszkańców Hiszpanii czy Irlandii. W zamian za pomoc finansową rządy (szczególnie w Europie) zostały zmuszone do drastycznych cięć w wydatkach publicznych. Przełożyło się to na obniżki emerytur, pensji w budżetówce, zamrożenie zasiłków socjalnych oraz redukcję nakładów na ochronę zdrowia i edukację, co uderzyło w najuboższych. Dramatycznie wzrosły nierówności: w USA wskaźnik ubóstwa przekroczył 15 proc.
Kryzys zrodził masowe poczucie niesprawiedliwości – obywatele dostrzegli, że rządy ratowały miliardami dolarów instytucje finansowe, które kryzys wywołały, podczas gdy koszty ponosili zwykli podatnicy. Frustracja społeczna doprowadziła do narodzin masowych ruchów protestacyjnych (np. Occupy Wall Street w USA czy ruch Oburzonych w Hiszpanii). W dłuższej perspektywie kryzys z 2008 roku trwale zniszczył zaufanie do tradycyjnych elit politycznych i ekonomicznych, co stało się paliwem dla wzrostu populizmu na świecie, narodzin ruchów antyglobalistycznych oraz takich wydarzeń jak Brexit.
A jakie mogą być konsekwencje gospodarcze i społeczne pęknięcia bańki AI? Nauka na dziś
Jeśli w najbliższych latach doszłoby do gwałtownej przeceny firm technologicznych, konsekwencje uderzyłyby zarówno w USA, jak i w Europę, choć w odmienny sposób. Ekonomiczne prognozy mówią o potencjalnym wyparowaniu globalnego majątku na poziomie od 20 do 35 bilionów dolarów. To więcej niż w kryzysie 2008 r.
USA dopadłaby natychmiastowa recesja. W 2025 roku sektor technologiczny i wydatki na infrastrukturę AI (Capex) odpowiadały za ponad 90 proc. wzrostu PKB Stanów Zjednoczonych. Wyhamowanie tych inwestycji automatycznie wpędziłoby amerykańską gospodarkę w głęboki kryzys. Ten z kolei wywołałby masowe bankructwa startupów zależnych od funduszy Venture Capital - ponieważ korporacje finansowały centra danych długiem, pęknięcie bańki wywołałoby falę niewypłacalności na rynku obligacji korporacyjnych, uderzając w zaangażowane w nie banki inwestycyjne. Największym przegranym stałaby się klasa średnia: dziś w rynkach kapitałowych bezpośrednio uczestniczy ponad połowa amerykańskich gospodarstw domowych; robi to poprzez plany emerytalne 401k czy aplikacje maklerskie; krach na giełdzie zniszczyłby oszczędności emerytalne dziesiątków milionów ludzi, drastycznie obniżając konsumpcję konsumencką. Towarzyszyłyby temu masowe zwolnienia w sektorze IT.
Ponieważ gospodarka nie zna próżni, w Europie miejsce zmagających się z katastrofą dostawców rozwiązań technologicznych z USA zajęliby dostawcy z Chin. Ekonomiści, jak australijski profesor Steve Keen, ostrzegają, że podczas gdy zachodni model rozwoju AI opiera się na giełdowej spekulacji, Chiny najwyraźniej rozwijają tę technologię w sposób strukturalny i zrównoważony kosztowo. Krach w USA i Europie trwale osłabiłby pozycję Zachodu w globalnym wyścigu technologicznym.
W Europie - tak jak i w USA - gigantyczne środki są obecnie przekierowywane na rozbudowę sieci energetycznych i transformację infrastruktury pod kątem zasilania centrów danych. Pęknięcie bańki pozostawiłoby kraje europejskie z ogromnymi, niedokończonymi lub niepotrzebnymi inwestycjami, które mogły w tym czasie finansować transformację klimatyczną czy ochronę zdrowia. Europę ogarnąłby też zapewne kryzys zaufania do innowacji, a już teraz boryka się ona z powolnym wzrostem gospodarczym; zamrożenie kapitału Venture Capital odcięłoby europejskie startupy od finansowania na lata.
Czy to wszystko musi się skończyć katastrofą, jak w 1929 i 2008 roku? Historyczny wniosek z poprzednich, nieco mniejszych banek, jak dot-com w 2000 r. czy bańka kolejowa w XIX wieku, daje – wedle naukowców - małą nadzieję: rynki finansowe mogą ulec załamaniu, ale fizyczna infrastruktura (w tym przypadku serwerownie i rozwinięte algorytmy) pozostanie, a w konsekwencji może się stać fundamentem pod realny, zrównoważony wzrost gospodarczy. Ale ten wzrost może się zacząć dopiero wiele lat po kryzysie...
Scenariusze na przyszłość według Antrhropic. Biliony dla chciwców i zwykli ludzie zmierzający ku nędzy
Pod koniec października lub w pierwszych dniach listopada 2026 roku na amerykańskiej giełdzie Nasdaq zadebiutuje Anthropic, twórca Claude – modelu AI walczącego o globalny prymat. Firma została założona zaledwie pięć lat temu przez rodzeństwo Dario i Danielę Amodei oraz grupę kluczowych naukowców, którzy odeszli z OpenAI w ramach protestu przeciwko zbyt komercyjnemu kierunkowi rozwoju twórców ChatGPT.
Ile jest wart Anthropic? Wiosną tego roku na platformach obrotu akcjami pozagiełdowymi szacowano wartość firmy na ok. 1 bln USD. Obecne prognozy wyceny giełdowej (na październik) podwajają tę kwotę. A ile zarabia ów biznes? Przychody za II kwartał 2026 r. miały wynieść 11,5 miliarda dolarów (w analogicznym okresie 2025 roku było to 787 milionów dolarów). Spółka poinformowała, że w drugim kwartale 2026 roku po raz pierwszy osiągnęła dodatni skorygowany wynik.
Ale główni subemitenci oferty, w tym Morgan Stanley, Goldman Sachs i JPMorgan, wyceniają spółkę nie na podstawie wyników bieżących, tylko tych, które firma ma osiągnąć dopiero za dwa lata. Ich prognozy przygotowywane pod planowany debiut giełdowy (IPO) opierają się na bezprecedensowych w historii rynków kapitałowych założeniach wzrostu: przychody w 2028 r. mają wynieść 190–200 mld USD. Wycena giełdowa w dniu debiutu wynosiłaby więc 10-krotność przychodów, ale nie obecnych, lecz obiecywanych w przyszłości. Anthropic musiałby do tego czasu potroić przychody.
Wzrost Anthropic napędzany jest przez segment B2B, w tym przez masową adopcję przez biznes narzędzi programistycznych na czele z Claude Code. Bankierzy inwestycyjni w swoich modelach wyceniających (tzw. comps) porównują dynamikę Anthropic do takich gigantów jak SpaceX, Palantir czy Cloudflare. Prognozy zakładają utrzymanie skumulowanego rocznego wskaźnika wzrostu (CAGR) przychodów na poziomie ok. 92 proc. A jaka jest i ma być rentowność tego przedsięwzięcia – EBITDA, marże?
W przeciwieństwie do wielu konkurentów z sektora AI, prognozy Anthropic zakładają bardzo szybkie osiągnięcie stabilizacji finansowej, co ma kluczowe znaczenie dla inwestorów z rynku publicznego: prognozy zakładają, że marża EBITDA w latach 2026–2028 zbliży się do poziomu 0% (break-even) - cały generowany zysk ma być natychmiastowo reinwestowany w infrastrukturę obliczeniową.
Anthropic jakiś czas temu udostępnił Indeks Ekonomiczny, który mierzy, jak AI jest obecnie wykorzystywana w gospodarce. Teraz dodał do tego narzędzie pozwalające w formie graficznej zobaczyć, jak AI może wpłynąć na gospodarkę w przyszłości - zostało oparte na raporcie „Economic Scenarios for Transformative AI” prezentującym różne scenariusze.
„Badamy, jak AI przekształca gospodarkę, ponieważ zobowiązujemy się do tego, by ta transformacja była korzystna dla społeczeństwa, w tym dla pracowników. Dzięki lepszej widoczności naszej możliwej przyszłości gospodarczej możemy podjąć kroki, by wszyscy z niej korzystali” – deklaruje Anthropic.
Co wynika z analizy suchych danych i opartych na niej prognoz? Ano to, że w żadnym ze scenariuszy wpływu AI na gospodarkę do 2030 roku nie wygrywa tzw. szary człowiek, a już na pewno nie wygrywa pracownik. Najwięcej obaw powinny mieć białe kołnierzyki - AI będzie ich seryjnie stawiać pod ścianą i rozstrzeliwać. W niespełna cztery lata algorytmy mogą przejąć nawet połowę obecnej pracy umysłowej. Blisko 40 proc. white collars będzie zmuszone zmienić fach – na budowlańca, mechanika, pielęgniarza. Efektywność firm podniesie się skokowo, ale pracownicy nie zyskają na tym, lecz stracą – udział wynagrodzeń w zyskach firm spadnie z 60 do 45 procent. W trzy lata. Potem będzie tylko gorzej.
Na papierze wszystkie kraje będące liderami wdrażania AI odnotują bezprecedensowy w dziejach wzrost PKB. Ale obywatele będą coraz biedniejsi. Kto zatem zyska? Wąska grupa głównych udziałowców firm oferujących najlepsze modele AI oraz infrastrukturę do ich rozwoju.
Brzmi znajomo? Anthropic zastrzega, że te scenariusze zakładają, iż rządy – za radą ekspertów lub pod naciskiem ludu – nie podejmą żadnych działań ograniczających radosną grę chciwców. A te działania stanowczo trzeba podjąć. Bo dziś wszystko wskazuje na to, że stawką w tej grze są z jednej strony niewyobrażalne zyski cyfrowej oligarchii, a z drugiej – niewyobrażalna katastrofa i nędza wszystkich pozostałych. Kryzys, jakiego świat jeszcze nie widział. Może nawet wojna. To co robimy?
Dziennikarz, publicysta, felietonista Forsal.pl i Dziennika Gazety Prawnej, laureat wielu nagród i wyróżnień dziennikarskich, m.in. Nagrody Grabskiego i Nagrody Kwiatkowskiego.
