"Ponownie wzywamy stronę kanadyjską do poszanowania prawa międzynarodowego (...) i natychmiastowego zaprzestania ingerowania w sprawy Hongkongu i wewnętrzne sprawy Chin" - napisał w komunikacie rzecznik ambasady ChRL w Kanadzie.

Minister spraw zagranicznych Kanady Chrystia Freeland i szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini wspólnie wyraziły zaniepokojenie sytuacją w Hongkongu w sobotę, w przeddzień największego w ostatnich miesiącach wiecu w tej byłej brytyjskiej kolonii.

"Podstawowe wolności, w tym wolność pokojowego gromadzenia się i wysoki stopień autonomii Hongkongu (...), zagwarantowane są w ustawie zasadniczej i w umowach międzynarodowych i muszą być nadal przestrzegane" - napisano w oświadczeniu.

Według ambasady ChRL w Kanadzie demonstracje, które trwają w Hongkongu od ponad dziesięciu tygodni, "przerodziły się w ekstremalną przemoc" i "żaden rząd mający poczucie odpowiedzialności nie pozostałby bezczynny".

Już jedenasty z rzędu weekend demonstranci w Hongkongu protestowali przeciwko władzom tego specjalnego regionu administracyjnego ChRL i zgłoszonemu przez nie projektowi nowelizacji prawa ekstradycyjnego, która umożliwiłaby m.in. transfer podejrzanych do Chin kontynentalnych. Protestujący żądają również niezależnego śledztwa w sprawie możliwego nadużycia siły przez policję, uwolnienia wszystkich osób zatrzymanych w związku z demonstracjami, wycofania wobec nich określenia "zamieszki" oraz powszechnych, demokratycznych wyborów władz regionu.

Stosunki między Ottawą a Pekinem są napięte od grudnia 2018 roku, gdy aresztowano dwóch Kanadyjczyków pod zarzutami działania na szkodę Chin. Aresztowanie było odwetem Pekinu po zatrzymaniu w Kanadzie na prośbę władz amerykańskich wiceprezes koncernu Huawei Meng Wanzhou. Procedury ekstradycyjne Meng trwają, a ona sama przebywa w swoim domu w Vancouver. W ramach eskalacji działań Pekin zablokował import m.in. rzepaku i mięsa z Kanady.

Według kanadyjskiego MSZ w Hongkongu mieszka około 300 tys. obywateli Kanady.

>>> Czytaj też: Szef hongkońskich linii lotniczych ustąpił z funkcji. To wynik presji Pekinu