Nie. Premier Boris Johnson ponowił to zobowiązanie. Kluczowe jest jednak zarejestrowanie się w systemie, by otrzymać status osoby osiedlonej. To bardzo prosty proces, na który składają się trzy kroki. Pierwszy polega na udowodnieniu swojej tożsamości. W drugim kroku obywatele UE muszą udowodnić, że mieszkają w UK dłużej niż przez pięć lat. Trzeci krok to zgłoszenie wszelkich wyroków skazujących. To można zrobić przez internet. Nasz rząd ułatwił, jak tylko się dało, całą procedurę, bo chce, by obywatele europejscy, w tym polscy, zostali. Obecnie w Wielkiej Brytanii żyje 3,2 mln obywateli spośród 27 krajów członkowskich UE. Do tej pory wnioski o status osoby osiedlonej złożył 1 mln osób. To bardzo dobrze, ale to oznacza, że 2,2 mln osób nadal tego nie zrobiły.
Dlatego w Wielkiej Brytanii, ale również tu w Polsce robimy wszystko, by nakłonić wszystkie osoby mieszkające w Zjednoczonym Królestwie, które chcą zostać, do tego, by złożyły wniosek o status osoby osiedlonej jak najszybciej. Podkreślamy, że nie jest to proces skomplikowany ani inwazyjny.
Obywatele polscy, którzy chcą pozostać w Wielkiej Brytanii, muszą złożyć swój wniosek do końca 2020 r.
Tak. Mamy taką gwarancję ze strony premiera i rządu. Nie zwlekałbym jednak do końca 2020 r. ze składaniem wniosku. Lepiej zrobić to wcześniej. Nie tylko dlatego, że jest to ważne, ale może też być potrzebne w codziennym życiu. W pewnym momencie obywatele UE mogą zostać spytani o swój status.
Zawsze ryzykowne jest mówić „nigdy”. Nie ma jednak żadnej gwarancji, że ich prawa będą respektowane, jeśli nie złożą wniosku do końca 2020 r.
Polska ma bardzo duży sektor transportu drogowego, z którego Wielka Brytania na dużą skalę korzysta. W interesie obu stron jest więc, by wszystko przebiegło jak najsprawniej. Wydaje mi się jednak, że obie strony doskonale to rozumieją. Porozumienie oznacza, że żadnych zmian bezpośrednio po 31 października nie będzie. Sprawa jest jednak o wiele bardziej skomplikowana w przypadku scenariusza bez porozumienia. Unia Europejska i Wielka Brytania przyjęły już awaryjne ustalenia, które pozwolą na kontynuowanie usług transportu drogowego towarów do końca grudnia 2019 r. To oznacza, że obie strony będą akceptować do tego czasu licencje dotyczące przewozu towarów. Nie powinno więc być żadnego kryzysu pierwszego dnia po brexicie. Pewne zmiany jednak będą, np. w sprawie ceł, bo Wielka Brytania już 1 listopada znajdzie się poza unią celną. Próbujemy się na to przygotować, by nie doszło do żadnych opóźnień w portach. Zastanawiamy się, jak przeprowadzać kontrole – zamiast na granicy – poza nią. Pracujemy w tej sprawie bardzo blisko z polskim sektorem transportowym, który o wszystkim informujemy.
To może się wydarzyć, ale nie wiem, czy należy się tego jakoś szczególnie spodziewać. Chcemy zminimalizować to ryzyko.
Poprzez różnego rodzaju zwolnienia, które działają już chociażby w transporcie morskim. Tutaj to łatwo przeprowadzić, bo podróż drogą morską chwilę zajmuje. Towary zostają oclone w momencie, kiedy statek odbija od brzegu, i obowiązują, kiedy dopływa do Wielkiej Brytanii. Szukamy czegoś podobnego w transporcie drogowym. Wiedząc wcześniej, że w ciężarówce znajduje się ładunek polskich jabłek, nie będziemy musieli jej sprawdzać.
Ale to mniej więcej podobnie wygląda dzisiaj. Ciężarówki są zatrzymywane na granicy ze względu np. na przemyt towarów, a nawet ludzi. Mówiąc jednak generalnie, nie każdy pojazd na granicy trzeba zatrzymywać i sprawdzać. Kontrole są przeprowadzane na podstawie oceny ryzyka i niektóre z nich można przeprowadzić zdalnie. Tak w zasadzie już dzisiaj się to odbywa w przypadku niektórych kontroli.
Tak. Ludzie powinni być przygotowani na tę możliwość. Wolelibyśmy opuścić Unię Europejską na podstawie porozumienia, o tym premier rozmawiał podczas niedawnych wizyt w Paryżu i Berlinie. Jeśli jednak to nie będzie możliwe, wyjdziemy 31 października bez umowy. Strona brytyjska ostatnie miesiące poświęciła na to, by dobrze się do tego przygotować. Idzie nam dobrze, ale praca nie jest jeszcze skończona. We wrześniu i październiku będziemy kontynuować starania, by zminimalizować szkody związane z brakiem porozumienia. Mamy nadzieję, że nasi koledzy w 27 krajach członkowskich podchodzą do perspektywy wyjścia bez umowy równie poważnie. Tylko pod warunkiem, że obie strony zrobią wszystko, co powinny, unikniemy dużych zakłóceń w systemie bezpieczeństwa, handlu oraz przepływie osób podróżujących pomiędzy Wielką Brytanią a UE.
Wielka Brytania wyjdzie z UE 31 października, z porozumieniem lub bez niego. Tak zapowiada rząd Borisa Johnsona.
Ryzykownie jest zakładać, że nie będzie porozumienia. Chcemy być na to przygotowani, ale premier i rząd wolą, by do podpisania umowy doszło, i pracują nad tym. To priorytet. Jeśli dojdzie do porozumienia, po brexicie nastąpi półtoraroczny okres przejściowy, w czasie którego praktycznie nic się nie zmieni. Będzie to czas na wynegocjowanie nowych warunków handlowych pomiędzy Wielką Brytanią a UE. Drugi scenariusz to brak porozumienia, który będzie oznaczać, że nie będzie w zasadzie żadnych reguł dotyczących handlu i nasze relacje będą opierać się wyłącznie na zasadach Światowej Organizacji Handlu. Wielka Brytania ogłosi cła i inne kwestie celne przed 31 października. W tym przypadku jak najszybciej jednak będziemy musieli się porozumieć co do zasad, na jakich ma działać handel pomiędzy nami. Wielka Brytania jest najbardziej znaczącym kierunkiem dla unijnych towarów na świecie. Nasz eksport również jest silnie związany z unijnym rynkiem. Rozmowa na ten temat będzie musiała się rozpocząć jak najszybciej. Ale jak będzie to przebiegać, trudno dzisiaj przewidzieć.
>>> Polecamy: Polska będzie miała większą rolę w decydowaniu o UE? Niemcy są za
