Jak dobre są stosunki dyplomatyczne Polski i Szwajcarii? [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 8 minut
10 września 2019, 08:31
Burri: Chodzi też o to, żeby lepiej pokazać historię samego zamku, a także przystosować go do obsługi ponad 400 wesel rocznie, które się tam odbywają

Mam problem z wybraniem konkretnej wartości, ponieważ nie zdefiniowaliśmy tej skali (szwajcarska precyzja)! Ale Polska na pewno należy do grupy najważniejszych partnerów tuż za krajami, z którymi Szwajcaria graniczy bezpośrednio, oraz jedną czy dwoma potęgami globalnymi.

Nie chciałbym tego ujmować w tych kategoriach, bo nie zdefiniowaliśmy, jakie kraje kryłyby się pod cyframi 1, 2, 3 itd.

Niewiele pan wie o relacjach szwajcarsko-madagaskarskich [śmiech].

Relacje między naszymi krajami są dobre, co jest szczególnie ważne w rocznicowym roku. Ale co ważniejsze, łączy nas znacznie więcej niż tylko biało-czerwone flagi. Polacy i Szwajcarzy podobnie zapatrują się na wiele rzeczy: lubimy dobrze i solidnie zjeść, kochamy naturę, ważny jest dla nas sport, uwielbiamy muzykę…

Nie wydaje mi się, żeby to był problem między naszymi krajami. Z pewnością jednak wiele osób – w tym w Polsce – jest zainteresowanych, aby muzeum – znajdujące się w jednym z najpiękniejszych zamków Szwajcarii, na samym brzegu Jeziora Zuryskiego – mogło się rozwijać w odpowiednich ramach.

To znaczy w zamku, który może odwiedzić znacznie więcej ludzi. Tego chciałyby władze miasta, do których należy budowla. Chodzi też o to, żeby lepiej pokazać historię samego zamku, a także przystosować go do obsługi ponad 400 wesel, które rocznie się tam odbywają. Innymi słowy, zamek i muzeum muszą zostać przygotowane na przyszłość. Więc to nie jest sprawa międzyrządowa, ale taka, w której muszą się porozumieć: prywatne stowarzyszenie, które prowadzi muzeum, oraz właściciele zamku. Z tego, co wiem, rozmowy na temat tego, jak pogodzić te potrzeby w nowym projekcie, wciąż trwają.

Towarzyszymy temu procesowi od wielu lat – bo też sprawa adaptacji zamku do nowoczesnych wymagań ciągnie się już jakiś czas. Charakterystyczne dla Szwajcarii jest to, że nad każdym problemem wielokrotnie się zastanawiamy, a rozwiązania staramy się wypracowywać, a nie narzucać. I to się właśnie teraz dzieje – praca nad rozwiązaniem, które zadowoli obie strony.

Śledzimy tę sprawę od wielu lat i doskonale znamy polskie stanowisko. Zawsze staraliśmy się je uwzględnić. Biorąc jednak pod uwagę, że nic jeszcze nie zostało zdecydowane – nie mamy żadnego zatwierdzonego projektu na modernizację zamku – wciąż jesteśmy na bardzo wczesnym etapie.

Dążymy do tego, aby lokalne władze, które konsultują projekt z prywatnym stowarzyszeniem, osiągnęły porozumienie, na mocy którego polska obecność w zamku i muzeum wciąż będzie trwała. Plany zawsze brały to od uwagę. Dlatego wciąż nie rozumiem, dlaczego nalega pan na rozwiązania administracyjne, skoro można odbyć konstruktywną debatę.

Ale to jest dokładnie to, co usłyszałby pan na wspólnej konferencji prasowej prezydentów. Pan mówi o jakiejś formie zapewnienia prawnego, ale takie można wydać wyłącznie w kwestii podlegającej wydającemu takie zapewnienie. Szwajcarski rząd nie jest właścicielem zamku, gdzie mieści się muzeum – podobnie jak rząd polski nie jest właścicielem samego muzeum. Oba rządy są więc w pewnym sensie patronami tej instytucji, ale nie podmiotami prawnymi, które powinny wypracować rozwiązanie dla tej sytuacji.

Oczywiście. Za każdym razem, kiedy strony się spotykały, rząd – jeśli miało to sens – uczestniczył w rozmowach, służąc radą, w którą stronę powinna pójść cała sprawa.

Myślę, że dobrze rozumiemy polskie stanowisko i staramy się je właściwie przedstawić. Przy okazji, Polska ma ambasadę w Szwajcarii, więc nie tylko staramy się wzbogacić dialog między partnerami zaangażowanymi w rozmowy o zamku, ale – kiedy to konieczne – sugerujemy też bezpośrednią wymianę z waszym ambasadorem, co też kilkukrotnie miało miejsce.

Odnosi się pan do wydarzeń, które miały miejsce pod koniec ubiegłego millenium i na początku obecnego – a nie do czegoś, co miało miejsce niedawno. A przecież media powinny zajmować się świeżymi informacjami, a nie nieświeżymi.

Tego nie powiedziałem; wyzwanie jest poważne. Z jednej strony mamy stary, unikatowy zamek położony na eksponowanym miejscu nad jednym z najpiękniejszych jezior w Szwajcarii, który odwiedza coraz więcej turystów i gdzie odbywa się coraz więcej wesel. Z drugiej strony mamy muzeum, które nie zmieniło się od kilkunastu lat…

Zamek jest tylko jeden, więc trzeba to ze sobą jakoś pogodzić. W taki sposób, aby uwzględnić wymagania oraz szanse oraz żeby znalazło się tam miejsce na wystawę dotyczącą historii zamku. Nikt nie wątpi, że polska obecność jest jej ważnym elementem. A kiedy mówi pan, że nie ma prawnych zapewnień, to chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że każdy oryginalny element wyposażenia zamku – jak na przykład Kolumna Wolności, grób hrabiego Platera – jest chroniony przez kanton. Nikt nie podaje w wątpliwość, że najważniejsze elementy polskiego dziedzictwa pozostaną nienaruszone.

Jako ludzi wielkiej odwagi. Podczas II wojny światowej także wielu szwajcarskich dyplomatów – i nie tylko – uratowało w podobny sposób życie wielu osobom. I podobnie jak w przypadku Ładosia ich heroizm jest odkrywany na nowo. Członkowie grupy berneńskiej zasługują na upamiętnienie. Zresztą zrobiono to już w Izraelu, przyznając konsulowi Konstantemu Rokickiemu z grupy berneńskiej tytuł Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. Przedstawiciele władz szwajcarskich, w tym przewodniczący parlamentu, byli obecni podczas odsłonięcia tablicy pamiątkowej na ścianie dawnego konsulatu polskiego w Bernie. Wydaje mi się też, że ich działalność była elementem większego fenomenu – w tym władz szwajcarskich przymykających na to oko. Bo przecież pod koniec wojny już wiedzieliśmy, co się stało w warszawskim getcie.

Jak każdy kraj, także Szwajcaria stawała przed wieloma wyzwaniami podczas II wojny światowej. Proszę sobie wyobrazić – nasza populacja liczyła mniej niż 4 mln osób. Byliśmy otoczeni przez potęgi kontrolowane przez nazistów i faszystów. Ponad 300 tys. osób szukało schronienia u nas „na pokładzie”, wśród nich 13 tys. polskich żołnierzy z francuskiego frontu. Ale tak, Rothmund i inni popełnili błędy. Zbyt pobłażliwie zostało to potraktowane. W roku 1996 rząd federalny zwołał niezależną komisję ekspercką, aby zbadała tę sprawę. Potwierdzono wówczas, że szwajcarska polityka uchodźcza była restrykcyjna. Niektórym ludziom, którzy za przyzwoleniem prawa w jej wyniku ucierpieli, udzielone zostały przeprosiny oraz odszkodowania.

>>> Polecamy: Narodziny PiSonomiki. Jakie skutki dla gospodarki będzie miało podniesienie pensji minimalnej? [ANALIZA]

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj