Ten najnowszy atak wpisuje się w szerszy kontekst konfliktu pomiędzy Iranem i jego sojusznikami w Libanie, Syrii, Iraku czy Jemenie a koalicją państw zainteresowanych w ograniczeniu roli Teheranu w regionie. Do tej grupy zaliczają się Stany Zjednoczone, Izrael, Arabia Saudyjska oraz związane z nią państwa sunnickie. Sobotni ostrzał rafinerii w miastach Bukajk i Churajs nie jest pierwszym atakiem na żywotne instalacje gospodarcze Arabii Saudyjskiej, za który odpowiedzialność biorą na siebie jemeńscy rebelianci, a mimo to są one przypisywane Iranowi.
Powiedziałbym, że po sobotnim ataku jesteśmy o krok bliżej do kolejnej otwartej wojny na Bliskim Wschodzie, choć jej wybuch nie jest zapewne perspektywą najbliższych dni czy nawet tygodni. Z całą pewnością należy się spodziewać, że polityka wypierania Iranu z jego obecnych pozycji wejdzie jednak w nowy etap. Główną przestrzenią konfrontacji z Teheranem może stać się Irak, gdzie w tej chwili następują bardzo istotne zmiany wewnętrzne – związane m.in. z funkcjonowaniem proirańskich milicji szyickich oraz kolejną podejmowaną przez iracki parlament próbą pozbycia się obcych wojsk ze swojego terytorium, co oznacza jawne wyzwanie dla obecności wojskowej USA w tym kraju.
Osobiście jestem zdania, że obecny skok cen ropy naftowej będzie krótkotrwały, a Saudyjczycy będą w stanie szybko usunąć skutki ataku. Jeżeli nie wystąpią inne czynniki eskalujące sytuację, może ona wrócić do normy. Atak na saudyjskie rafinerie pokazał jednak, że wojna na pełną skalę może przekształcić się w katastrofę o zasięgu nie tylko regionalnym, ale też globalnym, wpływając na światową gospodarkę.
Atak może też wpłynąć pośrednio na wyniki wtorkowych wyborów parlamentarnych w Izraelu, najprawdopodobniej wzmacniając pozycję obecnego premiera Binjamina Netanjahu. Jego zwycięstwo z kolei może się przyczynić do dalszego wzrostu napięć w regionie – choćby w przypadku prób realizacji zapowiedzi dotyczących aneksji części terytoriów palestyńskich leżących na Zachodnim Brzegu Jordanu.
>>> Czytaj też: Ceny ropy: teraz wszystko zależy od tempa napraw rafinerii w Arabii
