Kidawa-Błońska: Mszczą się ludzie słabi. My jesteśmy silni [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
21 września 2019, 20:10
Małgorzata Kidawa-Błońska Fot. Maksymilian Rigamonti
Małgorzata Kidawa-Błońska Fot. Maksymilian Rigamonti/Dziennik Gazeta Prawna
Jeśli ktoś złamał prawo, trzeba go z tego rozliczyć. Zemsta to oznaka słabości. A my jesteśmy silni. Z dnia na dzień coraz silniejsi - mówi Małgorzata Kidawa-Błońska, kandydatka koalicji KO-PO na premiera, wicemarszałek Sejmu, polityk Platformy Obywatelskiej w rozmowie z Magdaleną Rigamonti.

Proszę bardzo. Nie wiem tylko, czy się uda, bo pani jest spięta.

Sytuacje z życia wzięte. Ludzie do mnie podchodzą, obejmują, chcą tym gestem pokazać, że wiele nas łączy.

Częściej zanim zdążę wyciągnąć, już jestem przytulona.

Kampanię opieramy na kwestiach merytorycznych, na zacieśnianiu wspólnoty idei i wartości. Każdy z nas ma korzenie i rodzinną historię. Dokonania moich pradziadków, prezydentura jednego i premierostwo drugiego w II RP to z jednej strony szczęście, z drugiej obciążenie. Czuję ciężar odpowiedzialności za ich dobre imię i presję, by swoim działaniem nie narazić go na szwank. Prawość i honor to dla mnie ważne słowa.

Przede wszystkim element mojego życia. Pierwszoplanowy element. Obserwuję, co się dzieje w Polsce, widzę, że wielu ludzi ma poczucie straty i tęskni za przynależnością do wspólnoty. Bywa, że sąsiadki mają inne poglądy polityczne, nie rozmawiają, nie uśmiechają się do siebie...

>>> Czytaj też: Kidawa-Błońska: Skoro Kaczyński nie chce ze mną debaty, to znaczy że się boi

Nie, z moją sąsiadką rozumiemy się, rozmawiamy, uśmiechamy. Jest otwartym człowiekiem. Mówię o relacjach sąsiedzkich w ogóle. Ludzie się podzielili, skłócili się i w ich relacje zaczyna się wkradać nienawiść.

Czy inne kraje żyją w takiej atmosferze?

Ameryka taka nie jest.

Tego nie byłabym taka pewna.

Bardzo bym chciała, ale do wyborów niewiele czasu. Wiem, że Polonia bardzo się zmieniła, że duża część ma świadomość, jak źle się teraz u nas dzieje. Jeżdżę po kraju. Podczas jednej z ostatnich podróży przechodziliśmy przez park. Na ławce siedziały dwie panie. Jedna podeszła i spytała, czy mogłaby zrobić sobie ze mną zdjęcie, a druga podpowiadała: nie rób sobie z nią zdjęć, wiesz, że to Platforma. Okazało się, że to siostry, z których jedna popiera PO, a druga PiS. A przecież przyjechały wspólnie wypocząć w Kołobrzegu – i gdy tylko pojawił się wątek polityczny, poróżniły się. Słyszałam, że dochodzi do sytuacji, kiedy rodzice nie pozwalają dzieciom odwiedzać kolegów i koleżanek, bo rodzice tych dzieci są za PiS, a tych drugich za PO. Słyszałam też, jak starsza pani powiedziała do mnie: „No i co, złodziejko”. Odpowiadam: „Dzień dobry, czy może mi pani powiedzieć, co pani ukradłam?”. I zaczynamy rozmawiać, okazuje się, że można i spokojnie, i merytorycznie.

Od tamtej pory moje zdanie się nie zmieniło.

>>> Całą rozmowę można znaleźć w weekendowym wydaniu Magazynu DGP i na EDGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj