Przede wszystkim mam nadzieję, że Polacy, którzy na nas głosowali, się cieszyli. I za to jesteśmy wdzięczni. Jako PiS też mamy powody do radości. Myślę, że żadna partia, która po czterech latach rządzenia odnawia mandat w taki sposób i uzyskuje samodzielną większość, powodów do narzekania by nie miała.
Oczywiście byłoby dużo lepiej z punktu widzenia sprawności państwa, gdybyśmy zachowali większość w Senacie.
>>> Czytaj też: Wojna o Senat: PiS liczy na przejęcie izby wyższej
Tu nie chodzi o przepychanie czy nieprzepychanie ustaw. Po prostu obawiam się, że zdominowany przez opozycję Senat będzie starał się prowadzić działania blokujące rozwiązania Sejmu. Ale pamiętajmy, że koniec końców to Sejm przegłosowuje poprawki Senatu. Senat może się stać kolejnym frontem politycznej walki. Mamy nadzieję, że tak nie będzie i wezwania naszych oponentów do zgody i obniżenia temperatury sporu politycznego znajdą odzwierciedlenie w ich rzeczywistych działaniach.
Każdy senator ma wolny mandat, nie jest związany instrukcjami. Kluby będą się tworzyć po zaprzysiężeniu senatorów, nikogo na siłę nie będziemy przeciągać.
Zawsze działamy z otwartą przyłbicą i w sposób zgodny z prawem. Tak samo będzie tym razem. Jeżeli stanie u naszych drzwi senator wybrany z innej listy i powie, że chciałby pracować w klubie PiS, to nie ma powodu, by powiedzieć mu nie. Chyba że będzie to jeden z senatorów pseudoniezależnych, a de facto wspieranych przez opozycję, z zarzutami prokuratorskimi. Takim osobom dziękujemy.
Nawet gdyby bardzo chciał, to, parafrazując Kochanowskiego, „droga zamknięta do nieba”. Owszem, liczyliśmy na zwycięstwo w Senacie. Ale fakt, że trzymamy się pewnych zasad, sprawił, że tych dwóch senatorów nam zabrakło. Nie popieraliśmy na przykład Waldemara Bonkowskiego, gdyż były ku temu powody. Skoro za jego wypowiedzi, z którymi się nie zgadzamy, usunęliśmy go z klubu, to nie było takiej możliwości.
Tak, ale zdobył głosy kosztem naszego kandydata. Gdybyśmy nie wystawili kontrkandydata, Bonkowski by spokojnie wygrał. Uznaliśmy, że to niezgodne ze standardami. Tym się różnimy od kolegów z opozycji, którzy kandydatom z zarzutami, Gawłowskiemu i Kwiatkowskiemu, kontrkandydatów nie wystawili.
Jeśli chodzi o te sondażowe przeliczenia, to zakładały one wejście czterech, a nie pięciu komitetów do Sejmu, stąd mniejsza liczba naszych mandatów. Nie podejrzewam prezesa TVP o wspieranie którejkolwiek partii politycznej.
Ależ jestem absolutnie poważny. Jeśli Janusz Korwin-Mikke uważa, że coś zawdzięcza telewizji publicznej, to oczywiście w dobrym tonie jest podziękować.
Nie znam dokładnych szacunków. Ale jeżeli pan premier odbywa gdzieś wizytę zagraniczną…
Znowu jakieś plotki… Ale dobrze, użyjmy innego przykładu: jeśli dowolny minister przyjmuje swojego odpowiednika z UE, to oczywiście można policzyć, że to ekspozycja PiS. Ale to funkcje rządowe. Kiedy rządził Donald Tusk, to również odpowiednio więcej było go w telewizji. Nie dlatego, że był szefem PO, ale dlatego że był szefem rządu.
Nie mam powodów, by sądzić inaczej.
Cieszy nas przede wszystkim wynik powyżej 230 mandatów. Szliśmy z jedną wspólną listą. Każdy, kto się do tego wyniku przyczynił, ma naszą wdzięczność. To, czy ktoś się bardziej afiliuje z tym czy z tamtym, to sprawa drugorzędna. Razem tworzymy Zjednoczoną Prawicę, której celem jest realizacja przedstawionego Polakom programu.
Plan na pierwsze 100 dni jeszcze przed wyborami zapowiedzieli prezes Jarosław Kaczyński i premier Mateusz Morawiecki. Chodzi o pięć postulatów: mały ZUS, 13. i 14. emerytura, 100 obwodnic, kwestia mapy drogowej, jeśli chodzi o dopłaty dla rolników, i program badań profilaktycznych.
Zachowywał ostrożność i dmuchał na zimne z pozycji praktyka legislacji. Z niczego się nie wycofujemy, realizacja tych pięciu zobowiązań rozpocznie się w ciągu pierwszych 100 dni.
Chodzi nam o dojście do średniej unijnej. Nie będziemy mieć jeszcze tak wysokich dopłat jak Niemcy. Nie udało nam się to przez 15 lat, ale powiem tak: wiz do USA nie udawało się znieść przez 30 lat, a jednak za rządów PiS się udało.
Może tak: podobnie jak w przypadku dopłat, nie była to tylko decyzja Polski.
Ostatecznie to faktycznie prezydent USA ją zapowiedział, a realizuje Kongres. Ale gdyby prezydent Trump chciał, to mimo spełniania przez Polskę limitów dotyczących odsetka odmów mógłby ją odkładać ad kalendas graecas. Kwestia nierównych dopłat to w dużej mierze wynik negocjacji akcesyjnych prowadzonych przez rząd SLD-PSL. Ale teraz będą negocjacje nowej perspektywy budżetowej w UE, prowadzone przez rząd PiS, i możemy tę kwestię podnosić. Poza tym udało nam się wynegocjować tekę komisarza rolnictwa. Oczywiście szanujemy to, że komisarz jest reprezentantem całej Unii, ale głęboko wierzymy, że wrażliwość na sprawy naszej części Europy i umiejętności przekonywania kolegów z Komisji Europejskiej pozwolą ten cel osiągnąć.
>>> Czytaj też: Podatki od nowa. Oto zmiany, jakie szykuje PiS
