Prawo i Sprawiedliwość nie zamierza płacić politycznej ceny za aferę, jaka wybuchła wokół oświadczeń majątkowych i krakowskiej kamienicy należącej do prezesa Najwyższej Izby Kontroli Mariana Banasia. Po tym, jak ten umocnił swoje stanowisko, wrócił z urlopu i zapowiedział, że nie zamierza składać rezygnacji, kierownictwo polityczne ekipy rządzącej czeka na rozwój wydarzeń i efekty kontroli przeprowadzonej przez Centralne Biuro Antykorupcyjne (CBA).

– Ma czas na odpowiedź CBA. Jeśli będzie wyczerpująca i nie ma nic do ukrycia, to wszystko się wyjaśni. Jeśli nie, to nikt go nie będzie bronił w Sejmie, gdy prokuratura wystąpi o uchylenie immunitetu – mówi nam osoba z PiS.

We wtorek mija termin, w którym Marian Banaś ma się odnieść do wyników kontroli przez CBA jego oświadczeń majątkowych. W komunikacie prasowym wydanym przez biuro wprost wskazano, że kontrolerzy mieli „zastrzeżenia” do tego, co znaleźli w dokumentach prezesa NIK. Przecieki płynące z CBA wskazują, że nie wszystkie składniki jego majątku mają pokrycie w dochodach. Szczegółów jednak wciąż brakuje.

Jeśli Banaś zgłosi teraz uwagi, to zostaną poddane analizie. Zgodnie z przepisami możliwe jest też podjęcie dodatkowych czynności kontrolnych. Jeśli wszystko pójdzie po myśli szefa NIK, sprawa trafi ad acta.

Gdyby funkcjonariusze uznali, że wyjaśnienia ich nie przekonały, to możliwe jest skierowanie zawiadomienia do prokuratury lub skarbówki. W zależności od tego, jaki byłby ewentualny charakter stwierdzonych nieprawidłowości.

Nie wiadomo, czy wobec byłego ministra finansów i szefa KAS prowadzone są jakiekolwiek czynności kontrolne przez jego byłych podwładnych. Takie informacje objęte są bowiem tajemnicą skarbową. Jednak urzędnicy nie muszą czekać na polecenie w tej sprawie i mogą przystąpić do pracy także na podstawie doniesień mediów. Już raz zresztą, w listopadzie 2018 r., urzędnicy KAS przeprowadzili „prywatne śledztwo” w sprawie oświadczeń majątkowych swojego ówczesnego szefa. Sprawę opisał portal Wirtualna Polska na podstawie rozmów z pracownikami skarbówki. Wtedy to Banaś sam – jak informował – wystąpił o sprawdzenie oświadczeń majątkowych.

– Pytanie, jakie będą dalsze kroki CBA, jest wciąż otwarte i nie można niczego przesądzać na podstawie tylko informacji medialnych – mówi nasz informator.

Od tego zależą także działania PiS. Partia Jarosława Kaczyńskiego rozważała wariant ekspresowej wymiany Mariana Banasia na funkcji szefa NIK. W zeszły wtorek był nawet na Nowogrodzkiej. Później opublikował oświadczenie, którego sens był jednoznaczny: nie zamierza składać rezygnacji.

Jeśli zaś sam nie złoży rezygnacji, to na mocy ustawy o NIK jest właściwie nieodwoływalny. Banaś musiałby bowiem być niezdolny do pełnienia obowiązków z powodu choroby, zostać prawomocnie skazany, złożyć niezgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne (też prawomocnie potwierdzone przez sąd) lub decyzją Trybunału Stanu zostać pozbawiony możliwości zajmowania kierowniczych stanowisk w najważniejszych organach państwa.

Gdyby jednak w przypadku prezesa NIK do gry weszła prokuratura i chciała postawić mu zarzuty, to zgodnie z konstytucją Sejm zdecyduje, czy może być pociągnięty do odpowiedzialności karnej. PiS ma odpowiednią większość, aby zrobić co zechce z ewentualnym wnioskiem o uchylenie immunitetu.

>>> Czytaj też: Zrównoważony budżet? To już historia. Miliardy z OFE nie pomogą