Bez przełomu ws. brexitu po rozmowie Johnsona i Corbyna

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
23 października 2019, 16:26
brexit
brexit/ShutterStock
Brytyjski premier Boris Johnson spotkał się w środę przed południem z liderem opozycji Jeremym Corbynem, by przedyskutować dalsze kroki w sprawie ustawy o porozumieniu dotyczącym wystąpienia z UE, ale wygląda na to, że ich rozmowa nie przyniosła przełomu.

We wtorek wieczorem Izba Gmin poparła w głosowaniu rządowy projekt ustawy o porozumieniu o warunkach wyjścia z UE, zezwalając na następny etap legislacyjny, czyli skierowanie go do pracy w komisjach, ale odrzuciła harmonogram prac przewidujący, że zakończą się one w ciągu trzech dni. Ekspresowe tempo prac nad liczącym 110 stron projektem miało umożliwić dotrzymanie planowanego przez rząd terminu wyjścia z UE - 31 października. Po tym drugim głosowaniu rząd wstrzymał prace nad projektem.

Jak wynika ze źródeł stacji BBC, podczas środowego spotkania obu polityków nie doszło do żadnych uzgodnień, gdyż lider Partii Pracy chciał przedyskutować inny harmonogram prac nad ustawą, zaś szef rządu - dowiedzieć się, co Corbyn zrobi, jeśli UE zdecydowałaby się na przesunięcie terminu brexitu.

Pośrednio potwierdził to rzecznik laburzystów, który powiedział: "Jeremy Corbyn powtórzył propozycję Partii Pracy złożoną premierowi, aby uzgodnić rozsądny harmonogram debaty, przeanalizować i zmienić ustawę o porozumieniu w sprawie wystąpienia (z UE) oraz ponownie stwierdził, że Partia Pracy poprze wybory powszechne, gdy zagrożenie wyjściem bez umowy zostanie zażegnane". Propozycję uzgodnienia "rozsądnego harmonogramu" Corbyn złożył we wtorek wieczorem po parlamentarnym głosowaniu.

Przed wtorkowym głosowaniem Johnson zapowiadał, że jeśli posłowie odrzucą projekt lub plan pracy nad nim, rząd go wycofa i będzie domagał się przedterminowych wyborów. Ostatecznie jednak zdecydował się jedynie na wstrzymanie prac do czasu aż rozstrzygnie się, co UE zamierza dalej zrobić.

W sobotę wieczorem Johnson został zmuszony do wysłania do Brukseli wniosku o odsunięcie brexitu do 31 stycznia 2020 r., gdyż zawarte przez niego porozumienie z UE nie uzyskało do tego czasu poparcia posłów. Podkreślił jednak, że ten wniosek jest decyzją parlamentu, a on sam uważa przesuwanie terminu za błąd. UE nie zdecydowała jeszcze, co dalej zrobi, choć większość państw sugeruje, że nie miałaby problemu z krótkim, "technicznym opóźnieniem" brexitu.

>>> Czytaj też: Brexit dopiero w przyszłym roku? Przewodniczący PE zgadza się z Tuskiem

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj