Zamieszanie dotyczące brexitu na pewien czas przysłoniło poważny problem, z którym już od lat zmaga się Wielka Brytania. Mowa o niedostatecznej podaży mieszkań. Skutkuje ona między innymi wysokimi cenami lokali i domów oraz bezdomnością około 400 000 mieszkańców Zjednoczonego Królestwa. Warto bliżej przyjrzeć się temu problemowi, który pośrednio jest powiązany z brexitem. Część politologów i socjologów wskazuje niezadowolenie ze wzrostu cen mieszkań (spowodowanego przez małą podaż oraz imigrację) jako ważny czynnik, który rozbudzał brexitowe nastroje. Eksperci RynekPierwotny.pl postanowili zwrócić uwagę na jeszcze jedną ciekawą kwestię. Mowa o trendach, które wskazują, że pod względem liczby mieszkań na 1000 osób Polska za 10 lat - 15 lat może wyprzedzić Wielką Brytanię.

Mieszkaniowy deficyt w Anglii to około 80 proc. problemu

Skalę mieszkaniowego deficytu w Wielkiej Brytanii można różnie mierzyć i określać. Bardzo sugestywne wydają się szacunki, które przygotowała National Housing Federation. Mówią one, że na terenie samej Anglii obecnie brakuje około 4 milionów dostępnych cenowo mieszkań. Jeżeli uwzględnimy pozostałe części Zjednoczonego Królestwa, czyli Szkocję, Walię oraz Irlandię Północną, to skala mieszkaniowego deficytu wzrośnie o kolejne 750 000 mieszkań. Warto dodać, że najmniejsze problemy z deficytem domów i lokali występują na terenie północno - zachodniej Anglii. W regionie North West England znajduje się aż jedna piątą wszystkich angielskich pustostanów mieszkaniowych.

Polska coraz bardziej dogania Zjednoczone Królestwo

Według portalu RynekPierwotny.pl o niedoborze brytyjskich domów i lokali sporo mówi również fakt, że Wielka Brytania pod względem liczby mieszkań na 1000 osób ustępuje praktycznie wszystkim najlepiej rozwiniętym krajom Europy. Co ciekawe, nawet Węgry oraz Czechy cechują się znacznie lepszym stosunkiem liczby mieszkań do wielkości swojej populacji niż Zjednoczone Królestwo.

Kolejne ważne informacje zobaczymy w poniższej tabeli. Wskazują one, że przez 10 lat (2007 r. - 2017 r.) liczba mieszkań przypadających na 1000 mieszkańców Wielkiej Brytanii nieznacznie spadła (do 422). W tym samym czasie Polska poprawiła swój wynik z 341 do 380. Można przypuszczać, że dystans pomiędzy tymi dwoma krajami nadal będzie się zmniejszał.

Kłopoty mieszkaniowe Brytanii zaczęły się 40 lat temu

W przypadku tak złożonego zjawiska, jak brytyjski deficyt mieszkaniowy nie można mówić o tylko jednej przyczynie. Warto przede wszystkim pamiętać, że Zjednoczone Królestwo już od dawna doświadcza szybkiego wzrostu liczby mieszkańców. W 1960 r. populacja Wielkiej Brytanii wynosiła 52 miliony. Czterdzieści lat później, analogiczny wynik oscylował na poziomie 59 milionów. Szybki wzrost liczby mieszkańców Wielkiej Brytanii o kolejne 7,5 miliona to kwestia ostatnich dwóch dekad. Prognozy demograficzne sugerują, że w 2031 roku liczba mieszkańców Zjednoczonego Królestwa przekroczy już 70 milionów.

Eksperci wskazują, że coraz większe zapotrzebowanie na brytyjskie mieszkania nie spotyka się z elastyczną podażą. Jedna z przyczyn wspomnianej sytuacji to system zielonych pierścieni. Już od lat 50 - tych ten system utrudnia budowę mieszkań pod dużymi miastami. Stosunkowo nieliczne podmiejskie grunty, które nadają się do zabudowy wielorodzinnej, często są traktowane przez prywatnych właścicieli jako długoterminowa inwestycja. Trudno się dziwić, bo ceny takich działek ciągle rosną.

Analitycy zajmujący się brytyjskim rynkiem mieszkaniowym wskazują również na złe rezultaty politycznych decyzji sprzed lat. Przykłady nietrafionej strategii państwa to wycofanie się samorządów z budowy mieszkań komunalnych w latach 80 - tych, a także masowa wyprzedaż „tanich” lokali i domów czynszowych należących do gmin. Warto dodać, że właśnie lata 80 - te są uważane za okres, w którym zaczęły się poważne problemy mieszkaniowe Brytyjczyków. Z perspektywy czasu, eksperci wskazują na jeszcze jeden strategiczny błąd polityków. Chodzi o brak polityki regionalnej, która sprzyjałaby lepszemu rozwojowi północnej Anglii i demograficznemu „odciążeniu” południowej części wyspy.

>>> Czytaj też: Brytyjskie firmy energetyczne uciekają za granicę przed planami Partii Pracy

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl