Leszek Janasik, nauczyciel i dyrektor Społecznego Liceum Ogólnokształcącego STO w Milanówku, był niedawno na wyjeździe studyjnym w Finlandii, w czasie którego odwiedził szkoły w Lahti. „Wracając do domu w sumie mam ponury nastrój… Dlaczego? Uświadomiłem sobie, że dzieli nas przepaść. To nie jest kwestia tego, że jesteśmy „opóźnieni” o 10 czy 15 lat… (…) Różni nas wszystko. To jest inne myślenie o edukacji” – napisał na Facebooku. Wypunktował też różnice: „Dyrektor cieszy się, jak dzieci biegają na przerwach po korytarzu. Dzieci chodzą w skarpetkach, mogą na bosaka lub w kapciach. Na przerwie w szkole podstawowej jest cicho… Dobra akustyka to jedno (mają na jej punkcie odjazd), drugie – dzieci cały czas są aktywne na zajęciach i nie muszą odreagowywać 45 min siedzenia w ławce w ciszy. W każdej szkole są zajęcia z prasowania, przyszywania guzików, podstaw stolarki. Dzieci w ciągu dnia muszą wychodzić na dwór bez względu na pogodę! A moje pytanie o program wzbudziło niezrozumienie: jaki program? Są ogólne wytyczne tworzone raz na 5–10 lat, a nauczyciel ma autonomię w ich realizacji”.

– Nie chcę teraz w Polsce budować drugiej Finlandii, ale próbuję zaszczepić coś z tego, co tam widziałem – mówi DGP Leszek Janasik. Najpierw zajął się akustyką. – W szkołach bywa potwornie głośno. Dzwonki wyją tak, że umarłego obudzą. Dziecko słyszy je 20 razy dziennie. Do tego szurające meble. Dlatego wprowadziłem nakładki na nogi od krzeseł. A w ramach LD, czyli lekcji z dyrektorem, razem z uczniami kombinujemy, jak poprawiać naszą szkołę. To wyrabia u dzieci przekonanie, że mają w sobie moc sprawczą. Teraz np. powstają maty wygłuszające na ściany, ładne i bardzo kolorowe.

On sam przeszedł długą drogę zanim zrozumiał, gdzie jest jego miejsce. – Moje dzieci poszły do liceum publicznego, bo jestem za tym, by miały blisko do szkoły i uczyły się tam, gdzie chodzą koledzy z podwórka. Dzięki temu zapuszczają korzenie. Trafiły więc do szkoły, w której sam się kiedyś uczyłem, a potem przez prawie siedem lat pracowałem jako nauczyciel – opowiada. – Wciąż jednak marzyłem o miejscu, które nie jest uwikłane systemowo, gdzie nauczyciel nie jest przeciążony biurokracją, ma więcej wolności, gdzie ogranicza nas wyobraźnia, a weryfikują wyniki matury naszych uczniów.

>>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu Magazynu DGP i na EDGP