Nowy model postępowania dyscyplinarnego sędziów był wprowadzany pod hasłem walki z patologiami, które miały występować w tym środowisku. Poprzedni system, zdaniem autorów zmian, nie sprawdzał się, gdyż był fasadowy i dzięki niemu sędziowie mieli unikać odpowiedzialności za swoje bezprawne czyny. Mówili o tym m.in. Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości czy prezydent (patrz: grafika).

Tymczasem, jak wynika z zebranych przez DGP danych z niemal wszystkich sądów dyscyplinarnych w Polsce, liczba spraw wszczynanych przeciwko sędziom nie zaczęła na razie lawinowo rosnąć. Po 20 miesiącach od wejścia w życie nowych przepisów (Dz.U. z 2018 r. poz. 5) okazuje się, że postępowań jest zaledwie kilkadziesiąt.

– Przed zmianą modelu postępowań dyscyplinarnych przeciwko sędziom toczyło się corocznie ponad sto – zauważa Mariusz Królikowski sędzia Sądu Okręgowo w Płocku, orzekający w Sądzie Dyscyplinarnym przy Sądzie Apelacyjnym w Łodzi.

Reklama

Odczucie a rzeczywistość

Z danych zebranych przez DGP wynika, że na koniec października br. w dziewięciu sądach dyscyplinarnych w Polsce (na nasze pytania nie odpowiedział SD przy SA w Szczecinie oraz SD przy SA w Rzeszowie) toczyło się zaledwie 56 postępowań o ukaranie sędziego.

– Te dane pokazują, że medialne wrażenie rozmija się z rzeczywistością. Bo choć w środkach masowego przekazu jest teraz, jak nigdy przedtem, głośno o postępowaniach dyscyplinarnych wszczynanych przeciwko znanym sędziom, to mamy do czynienia tak naprawdę ze spadkiem liczby takich spraw wnoszonych do sądów dyscyplinarnych. I to wyraźnym – potwierdza Mariusz Królikowski. Dodaje, że przed reformą spraw o ukaranie sędziego toczyło się po kilkanaście w każdej apelacji, a obecnie po kilka.

– Teraz przed sądem dyscyplinarnym, w którym orzekam, w toku jest tylko jedna taka sprawa – zaznacza sędzia.

Dla sędziów to dowód na to, że nie było żadnej patologii, o której mówili rządzący.

– Oczywiście, jak w każdym zawodzie zdarzały się czarne owce, ale było ich stosunkowo mało i koniec końców były one eliminowane. Nie było więc potrzeby wprowadzania zmian w systemie – stwierdza Bartłomiej Starosta, przewodniczący Stałego Prezydium Forum Współpracy Sędziów. I pyta, gdzie te postępowania, które rządzący zapowiadali i które miały się toczyć przeciwko sędziom popełniającym przestępstwa, np. przeciwko tym, którzy mieli się dopuszczać nieprawidłowości przy okazji reprywatyzacji warszawskich majątków.

– Z informacji podanych przez rzecznika dyscyplinarnego wnika, że obecnie toczy się tylko jedno tego typu postępowanie – zauważa sędzia Starosta.

Niesymetryczne traktowanie

Z danych przekazanych przez sądy dyscyplinarne wynika ponadto, że spośród będących w toku spraw tylko 27 zostało wytoczonych przez zastępcę rzecznika dyscyplinarnego sędziów bądź jego zastępców. Przypomnijmy, sędziów na te stanowiska wskazuje w sposób dyskrecjonalny minister sprawiedliwości. To na mocy decyzji Zbigniewa Ziobry od czerwca 2018 r. głównym rzecznikiem dyscyplinarnym jest Piotr Schab, a funkcję jego dwóch zastępców pełnią Michał Lasota oraz Przemysław Radzik.

– Z jednej strony spraw wnoszonych przez te osoby nie ma dużo, z drugiej jednak wiele z nich w ogóle nie powinno być wszczętych, a już na pewno nie powinny one mieć swojego finału w sądzie dyscyplinarnym – mówi Monika Frąckowiak z Sądu Rejonowego Poznań – Nowe Miasto i Wilda w Poznaniu. Ona sama usłyszała zarzuty m.in. niesporządzania uzasadnień. Jej sprawę SD przy SA w Poznaniu zwrócił już zastępcy rzecznika celem uzupełnienia postępowania wyjaśniającego, o czym pisaliśmy już na łamach DGP.

– Pan Radzik przed skierowaniem przeciwko mnie sprawy do sądu nawet nie wysłuchał tego, co mam do powiedzenia. To zresztą była jedna z przyczyn odesłania mu akt przez sąd dyscyplinarny – podkreśla poznańska sędzia. I dodaje, że w sprawach, które dotyczą sędziów związanych z obozem tzw. dobrej zmiany, takiego pośpiechu w działaniach Piotra Schaba i jego zastępców już nie widać.

Mówiąc wprost, zdaniem sędziów, rzecznik i jego zastępcy działają szybko i sprawnie tylko względem tych sędziów, którzy z jakiejś przyczyny nie podobają się rządzącym.

– Zazwyczaj są to osoby, które głośno bronią praworządności – mówi sędzia Starosta, wobec którego rzecznik również wszczął trzy postępowania.

– Ci, którzy w ten czy inny sposób są związani czy to z Ministerstwem Sprawiedliwości, czy to z obecną Krajową Radą Sądownictwa, czy wreszcie z samymi rzecznikami, mogą spać spokojnie – uważa gorzowski sędzia. I za przykład podaje umorzenia lub odmowy wszczęcia przez Piotra Schaba postępowań wyjaśniających dotyczących jego zastępcy Przemysława Radzika, Macieja Nawackiego, członka obecnej KRS, czy Łukasza Piebiaka, który z powodu domniemanego udziału w tzw. aferze hejterskiej stracił stanowisko wiceministra sprawiedliwości.

Część sędziów uważa więc, że zmiana modelu postępowania dyscyplinarnego sędziów przyniosła wręcz odwrotne skutki do tych, które zapowiadali rządzący.

– Efekt jest taki, że prawdziwe czarne owce nie są teraz eliminowane z zawodu – zauważa sędzia Starosta.

Dowodem ma być słynna sprawa kluczborskiego sędziego Jacka Sz., który został już prawomocnie skazany przez sąd karny za molestowanie seksualne swojej asystentki.

– Tymczasem zastępca rzecznika dyscyplinarnego zdaje się robić wszystko, aby ten sędzia nie został ukarany na gruncie przepisów dyscyplinarnych, choć grozi mu nawet usunięcie z zawodu – zauważa sędzia Frąckowiak.

Po prawomocnym zakończeniu postępowania karnego sąd dyscyplinarny, zgodnie z tym, co nakazują przepisy, postanowił podjąć zawieszone postępowanie przeciwko kluczborskiemu sędziemu. Ten jednak odwołał się od tej decyzji, a jego zażalenie poparł właśnie zastępca rzecznik dyscyplinarny. – Tego typu przykładów jest znacznie więcej – zapewnia poznańska sędzia.

DGP poprosił MS o to, aby oceniło dotychczasową działalność zarówno sądów dyscyplinarnych, jak i rzecznika dyscyplinarnego. Tego ostatniego poprosiliśmy również o odniesienie się do zarzutów formułowanych przeciwko niemu i jego zastępcom. Na razie nie otrzymaliśmy odpowiedzi. ©℗

>>> Polecamy: NSA uchyla decyzje ministra. Byli funkcjonariusze mogą liczyć na przywrócenie emerytur