Zjazd 150 reprezentantów spontanicznego ruchu protestu zwołano dzień po wiecu "sardynek" w Wiecznym Mieście, w którym uczestniczyło kilkadziesiąt tysięcy osób. Spotkanie zorganizowano w centrum prowadzonym przez sympatyków i działaczy lewicy na Lateranie, a więc w pobliżu miejsca sobotniej manifestacji.

"Musimy wrócić jak najszybciej na place" - oświadczył lider nieformalnego, powołanego w listopadzie ruchu Mattia Santori.

Dodał, że celem ruchu jest przyciągnięcie do niego jak największej liczby Włochów. Sondaże wskazują, że zainteresowanych nim jest 25 proc. obywateli.

Reklama

Santori dodał, że następnym krokiem "sardynek" będzie powrót w teren w związku z wyborami regionalnymi, jakie odbędą się w przyszłym roku w Emilii-Romanii i w Kalabrii. Początki tego nowego, budzącego wielkie zainteresowanie zjawiska społeczno-politycznego we Włoszech mają właśnie związek z tymi wyborami. Manifestacje zaczęto organizować na znak sprzeciwu wobec zajmującej pierwsze miejsce w sondażach w kraju, opozycyjnej Ligi Matteo Salviniego, która deklaruje, że idzie po władzę w regionach.

Po rzymskiej naradzie ogłoszono, że działacze ruchu wyruszą do miejsc, także na peryferiach, które - jak się podkreśla - z powodu trudności życia codziennego "okazały się bardziej podatne na ton populistów".

W komunikacie wydanym po niedzielnym spotkaniu jego uczestnicy zaapelowali o to, by dano im więcej czasu na znalezienie własnej tożsamości. O taką cierpliwość poprosili także media.

Santori zapewnił zarazem, że jego ruch chce prowadzić dialog ze światem polityki. "Nie jesteśmy jednak jeszcze gotowi" - zastrzegł.

Gdy w Rzymie obradowali koordynatorzy "sardynek", następny wiec ich sympatyków odbył się w Pizie. Zgromadziło się tam ponad 6 tys. osób.

W ostatnich tygodniach dziesiątki tysięcy ludzi manifestowały z rysunkami sardynek jako symbolu masowości ruchu we Florencji, Turynie i Mediolanie.

Premier Giuseppe Conte oświadczył w niedzielę, że widzi w nim "dużo woli pozytywnego uczestnictwa" w życiu kraju.

"Widok ludzi na ulicach, którzy używają języka pełnego uprzejmości, to coś przepięknego" - stwierdził szef rządu.

>>> Czytaj też: Strach na prawicy, strach na lewicy. Polska w XXI w. nie będzie krajem dzielonym między Tuska i Kaczyńskiego