Sąd Okręgowy w Tokio uznał, że 76-letni Hideaki Kumazawa 1 czerwca wielokrotnie dźgnął nożem swojego 44-letniego syna Eiichiro w szyję i klatkę piersiową, co spowodowało jego śmierć z powodu utraty krwi.

Obrona wnioskowała o warunkowe zawieszenie wykonania kary, uzasadniając to tym, że oskarżony wspierał swojego syna, a zabił go w akcie samoobrony. Syn byłego wiceministra miał zaburzenia rozwojowe i od dawna stosował przemoc wobec rodziców, a zwłaszcza wobec matki.

Ponadto Kumazawa obawiał się, że jego syn może skrzywdzić innych, tak jak kilka dni wcześniej, wycofany społecznie samotnik zaatakował uczniów na przystanku autobusowym pod Tokio, zabijając dwóch ludzi i raniąc 17, zanim popełnił samobójstwo.

Prokuratura domagała się kary ośmiu lat pozbawienia wolności dla Kumazawy. Przyznała, że przemoc stosowana przez syna wobec rodziców była przyczyną morderstwa, jednak uznała, że istniały inne sposoby rozwiązania tej sytuacji.

Podczas piątkowego przesłuchania Kumazawa przyznał się do winy, mówiąc: „Myślę, że moim obowiązkiem jest zapłacić za zbrodnię i modlić się, aby mój syn mógł spędzić spokojny czas w następnym życiu”.

Reklama

Sprawa Kumazawy zwróciła uwagę opinii publicznej ze względu na zwiększającą się liczbę hikikomori i związane z tym problemy społeczne. Dane rządowe wskazują, że jest ich w Japonii 1,15 mln w wieku 15-64, głównie mężczyzn. Większość z nich ma ponad 40 lat i pozostaje pod wyłączną opieką rodziców będących często w podeszłym wieku.

Kumazawa został wiceministrem w 2001 roku. W następnym roku ustąpił ze stanowiska po krytyce sposobu, w jaki ministerstwo zajmowało się epidemią choroby szalonych krów. Od 2005 do 2008 roku był ambasadorem Japonii w Czechach. (PAP)