Delevoye jest 16. już członkiem rządu, który odchodzi ze stanowiska od czasu objęcia prezydentury przez Emmanuela Macrona w maju 2017 r. Dwanaścioro z nich ustąpiło, podobnie jak Delevoye, z powodu podejrzeń o postępowanie niezgodne z prawem.

Pierwszą, symboliczną uchwałą parlamentu po wyborze Macrona, była ustawa o „moralizacji życia politycznego”. Nie uchroniło to mandatu Macrona przed skandalami, podobnymi do tych, jakie zdarzyły się za jego poprzedników – piszą Maxime Vaudano i Jeremie Baruch w artykule dziennika „Le Monde”, opublikowanym we wtorek, przy okazji rewelacji na temat postępowania Delevoye.

Ten polityk, który sprawował urzędy mera, ministra i deputowanego do Zgromadzenia Narodowego (niższej izby parlamentu), nie zadeklarował kilkunastu stanowisk, z których dwa były wynagradzane. Ponadto po wejściu do rządu nie zrezygnował z płatnej funkcji, co zakazane jest w 23 artykule konstytucji francuskiej.

Reklama

Redaktorzy „Le Monde” twierdzą, że Sekretariat Generalny Rządu wiedział o kumulowaniu płatnych stanowisk przez komisarza, ale przymknął oczy na to łamanie prawa.

Pierwszym ministrem, który zrezygnować musiał ze stanowiska z powodu wszczętego przez prokuraturę dochodzenia, był bliski towarzysz nowego prezydenta Richard Ferrand. Już wiosną 2017 roku okazało się, że wcześniej, stojąc na czele jednego z bretońskich towarzystw ubezpieczeniowych, wynajął dla swej firmy lokale należące do towarzyszki jego życia.

Śledztwo zostało szybko zamknięte, gdyż prokuratura uznała, że nie ma wystarczających dowodów na popełnienie wykroczenia. Ferrand, mimo zarzutów, został przewodniczącym grupy prezydenckiej partii LREM w Zgromadzeniu Narodowym, a następnie, we wrześniu 2018, przewodniczącym tej izby parlamentu.

We wrześniu br. na podstawie skargi złożonej przez stowarzyszenie walki z korupcją Anticor sprawą zajmują się sędziowie śledczy.

Tylko miesiąc było ministrami troje czołowych polityków centrowego ugrupowania MoDem. Prokuratura wszczęła śledztwo z powodu domniemanego „nadużycia zaufania”. Prezes tej partii Francois Bayrou (wtedy minister sprawiedliwości), jego zastępczyni Marielle de Sarnez (ds. Europy) i Sylvie Goulard (siły zbrojne, czyli obrona) podejrzani są o to, że opłacali działaczy swej partii, zatrudniając ich fikcyjnie na stanowiskach asystentów parlamentarnych Parlamentu Europejskiego.

Bayrou pozostał szefem swego stronnictwa, De Sarnez stoi na czele komisji spraw zagranicznych Zgromadzenia Narodowego. Goulard, która przeszła do LREM, została w ub.r. wiceprezesem Banku Francji. Prezydent Macron chciał, by była komisarzem unijnym, ale PE odrzucił jej kandydaturę ze względu na sprawę asystentów, ale również dlatego, że - jak się okazało - pobierała wysokie wynagrodzenie od amerykańskiego think tanku Instytut Berggruena.

Przed kilku tygodniami Goulard i De Sarnez oskarżone zostały o „sprzeniewierzenie funduszy publicznych”, a 6 grudnia dołączył do nich Bayrou, oskarżony o „współudział w sprzeniewierzeniu funduszy publicznych”.

We wrześniu ub.r. podała się do dymisji minister sportu Laura Flessel. Jak ogłosiła, „z przyczyn osobistych”, ale media twierdziły, że prawdziwym powodem rezygnacji były sprawy podatkowe jej męża.

Miesiąc później przestała być ministrem kultury Francoise Nyssen, której zarzucano, że jako szef wydawnictwa Actes Sud nie zadeklarowała przeróbek w pałacyku, który jest zabytkiem historycznym. Ponadto Actes Sud otrzymało w roku 2017 dotację w wysokości ponad 100 tys. euro od ministerstwa kultury, na którego czele stała była szefowa tej firmy.

Cytowany we wtorek przez „Le Monde” prezes Anticor Jean-Christophe Picard uznał, że politycy „na szczycie aparatu państwowego wciąż uważają, że są ponad prawem”.

>>> Czytaj też: Zamieszki podczas manifestacji w Paryżu. Policja użyła gazu łzawiącego i granatów hukowych