Z badań wynika, że osoby pochodzące z majętnych oraz dobrze wykształconych rodzin częściej wybierają studia oraz mają większe szanse na ukończenie nauki niż te, których rodzice są biedniejsi i zakończyli edukację na liceum; np. w USA prawdopodobieństwo zdobycia dyplomu jest aż o 30 proc. wyższe wśród dzieci absolwentów niż w pierwszym pokoleniu studentów. W dużej mierze jest to spowodowane tym, że zamożniejsi rodzice średnio dwukrotnie więcej inwestują w edukację potomstwa: bogatsi ok. 711 tys. dol., a przeciętnie zarabiający – ok. 348 tys. dol. (raport amerykańskiej firmy Personal Capital zajmującej się doradztwem finansowym). W praktyce różnice między dziećmi rodziców z wyższym wykształceniem i bez widać już na poziomie szkoły średniej – te pierwsze m.in. częściej wybierają zaawansowane kursy matematyczne, tym samym ułatwiając sobie drogę do studiów na kierunkach ścisłych. Co więcej, wyniki uczniów w wieku lat 16 wiele mówią o przyszłych zarobkach – Sang Lee (Toulouse School of Economics) oraz Ananth Seshadri (Uniwersytet Wisconsin w Madison) sugerują, że odpowiadają za ok. 70 proc. różnicy w pensjach.

Jak oddzielić wpływ uwarunkowań genetycznych od inwestycji w kapitał ludzki?

Z pomocą przychodzi wykorzystanie danych o bliźniętach i badania dotyczące rodzeństw i dzieci adoptowanych. Paul Bingley (duński Uniwersytet w Aarhus), Lorenzo Cappellari (włoski Katolicki Uniwersytet Najświętszego Serca) oraz Konstantinos Tatsiramos (Uniwersytet Luksemburski) przeprowadzili badanie na populacji bliźniąt i ich dzieci w Danii – ich praca dowodzi, że na edukację i zarobki największy wpływ ma sposób, w jaki otoczenie (rodzice) kształtują potencjał dzieci. Oczywiście geny mają wpływ na inteligencję, ale znacznie mniejszy, niż się początkowo wydawało. O przetestowanie siły tej zależności pokusiło się 50 naukowców, analizując różnice w inteligencji ponad jednego miliona osób z różnych krajów. Choć istnieje ponad 1 tys. różnych genów wpływających na wyniki edukacyjne, to wszystkie razem odpowiadają za niewiele więcej niż 11–13 proc. zróżnicowania szkolnych wyników.

Reklama

>>> Czyta też: Polska jak Szwajcaria. Oto mapa nierówności dochodowych w Europie

Jakie są inne czynniki, niezwiązane z genami, które kształtują perspektywy edukacyjne? W klasycznym badaniu z lat 90. Betty Hart i Todd Risley pokazali, że trzyletnie dzieci rodziców z wyższym wykształceniem znają o połowę więcej słów niż dzieci osób ze średnim wykształceniem i prawie dwukrotnie więcej niż dzieci beneficjentów pomocy społecznej. Wykształceni rodzice zdecydowanie częściej chwalili dzieci, podczas gdy niewykształceni zazwyczaj je krytykowali, co według naukowców mogło mieć znaczący wpływ na postępy dzieci.

Jonathan Guryan (Uniwersytet Chicagowski), Erik Hurst (Uniwersytet Chicagowski), Melissa Kearney (Uniwersytet Maryland), analizując dane z American Time Use Survey (ankieta dotycząca wykorzystania czasu, w tym pracy, wypoczynku, opieki nad dziećmi i innych czynności domowych, przeprowadzana przez Biuro Statystyki Pracy, Bureau of Labor Statistics), wykazali, że matki z wyższym wykształceniem spędzały średnio o 4,5 godziny tygodniowo więcej ze swoimi pociechami niż kobiety ze średnim lub podstawowym wykształceniem. Co prawda autorzy nie wskazują, w jaki dokładnie sposób te dodatkowe godziny miałyby wpływać na wiedzę i przyszłe zarobki dzieci, ale podkreślają, że może to być jeden z istotnych kanałów przekazywania statusu edukacyjnego. Pomimo poświęcania czasu dzieciom lepiej wykształcone kobiety spędzały też więcej godzin w pracy w porównaniu do pozostałych matek.

Pomimo tych intuicyjnych, wydawałoby się, wyników, wciąż niewiele wiemy na temat tego, jak rodzice w praktyce kształtują kapitał ludzki swoich dzieci. W gruntownym badaniu przesiewowym przeprowadzonym w szkołach podstawowych w Chicago z wynikami dzieci nie korelowały ani liczba książek w domu, ani integracja rasowa klas, ani nawet poziom wykształcenia nauczycieli.

Aby rozstrzygnąć przynajmniej część tych sporów, Jonathan List (Uniwersytet Chicagowski) prowadzi ogromny eksperyment terenowy, obejmujący prawie 1,5 tys. dzieci od wieku dwóch lat, i pomyślany jako badanie trajektorii życia. Wszystkim rodzicom, niepewnym co robić, mówimy zatem: spokojnie, jeszcze jakieś 18–20 lat i wszystko będzie wiadomo: geny czy ciężka praca. ©℗

>>> Czytaj też: Wskaźnik Dobrobytu w Polsce zanurkował, takiego spadku nie było od 11 lat. To koniec rynku pracownika?